niedziela, 22 września 2013

bum!



Magia dzieciństwa tkwi w tym, ze marzenia są na wyciągnięcie ręki. Dzieciaki zostały uszczęśliwione maskotkami. Maskotkami marzeniami.
- Dziękuję! O tym marzyłam!!!
Radocha była wielka. Dzieciaki wpadły w szał.
Dla uśmiechu warto zrobić wszystko.





- Jestem ptakiem - krzyczała radośnie córa- będę bić Starszego! Hahahahaha......

W końcu tak jest w grze - ptaki spuszczają łomot świniom.

Walka była wielka. Walka ptaków latających. Śmigały po całym przedpokoju, śmigały po pokojach. Latały wszędzie.I maskotki i dzieciaki.

 Nagle BUUUUUUUUUUUUUUUCHHHHHHHHHHHHHHHH!!!!!!!!!!!!!

Krzyk. Wrzask. Strzał maskotką był idealny.



Poleciało szkło.
Plafonierę szlag trafił.
Zamarliśmy.
Na szczęście nikomu nic się nie stało.
Dzień bez sprzątania to dzień stracony po prostu.
To było jak rozbicie nudy. Przecież rozbicie lampy to już jest coś! To coś innego niż rozlanie napojów ze szklanek, roznoszenie okruchów wszędobylskich, porozrzucanie rzeczy, zrobienia plątawiska zabawek, zrobienie dziury w ścianie.
To było coś! Wielkie bum.
Dzieciaki spod oka spojrzały na nas nie wiedząc jaka będzie reakcja . Z szoku nie wydaliśmy żadnego głosu, Z szoku albo z radości, że szkło nie spadło nikomu na głowę.

-Ale narozrabialiśmy ... - mruknął Starszy szczęśliwym tonem.
Jasne, a my mamy coraz bliżej  do remontu.


Remont przydałby się i duszy. Kryzys wieku albo jesienne klimaty malowane w tonie szarości pozbawiają mnie siły wstawania z łóżka. Jak mogę korzystam z każdej chwili, by tam wrócić i spać. Nie istnieć.

Spojrzałam w lustro.
Poszłam po lampkę wina.
Znowu spojrzałam w lustro.
Poszłam po lampkę wina.
Znowu spojrzałam w lustro.
Poszłam po lampkę wina.
Znowu spojrzałam w lustro.
Głupi uśmieszek nie zmienił widzianego obrazu.
Lampa wina ....

Wyro to miejsce zatonięć. Moje dno na którym pławię się w morzach snów.
Nie chce mi się wychodzić.
Po co? Dokąd?
A włosy dołują mnie jeszcze bardziej.
Wolno rosną na głowie, choć szybko zarastają dusze.
Czas przemian.
By dorosnąć.
Zabić w sobie kolorowego ptaka.
Choć po co?!

Już nic nie wiem.



Młoda wpakowała się do łózka.
- Mamo, mamo a pamiętasz?
- Co?
- Patrz tam pająk jest! - krzyknęła łobuzersko wskazując na sufit.
- Gdzie? - 
- No tam!
- AAAAA! Nie strasz mnie!!!!- wydarłam się choć pająka oczywiście nie było, ale Młoda wie jak robić matkę w bambuko.
Młoda w tej samej chwili wcisnęła swoje paluszki w me boki krzycząc:
- Prądzik!!!!

I wpadła w słodki śmiech.
Ten śmiech zrzuca mnie z wyra.




Życie jest jak spływ. Spływ kajakiem. Niby płynie się spokojnie, wolno, przepięknie, bo i  słychać ptaków śpiew, aż tu nagle znienacka wpada się na korzeń i dupa umoczona.

Zachłysnęłam się wodą.
T mnie stuka.
PO PLECACH!!!!!

I jedno wiem - że i tak w trumnie będzie słychać mój brecht.
Bo cokolwiek by się nie działo i tak w końcu zamieniam na śmiech.
Przekichane tak śmiać się, gdy nogi się rozjeżdżają powodując utratę życiowej  równowagi.
Gdy dusza rozpieprza się tak jak platfoniera.
Może kiedyś dorosnę.
A wcześniej dopadnę maszynkę, na którą łypię okiem. Na łyso tak.
A co.




Gubię się. Tonę. Nie wiem nic.

A strach przed jutrem  bezczelnie  w nocy  wiąże mi sznurówki.























10 komentarzy:

  1. Dobrze,że dzieciakom nic się nie stało,ale "teraz to już musicie zrobić ten remont"?;)

    Zastanawiam się ostatnio,co tak naprawdę Ci w głowie siedzi,czy wszystko w porządku,bo Twoje wpisy sa jakieś takie przygnębiające trochę,takie smutniejsze?

    zagubiona

    OdpowiedzUsuń


  2. Przejściowe pory roku nie są dla mnie najlepsze. Dla nikogo takiego jak ja. Obłęd lubi wracać jesienią lub przedwiośniem. Lubi niż, mgłę, ołowiane zachmurzone niebo. Budzisz się rano i masz do dyspozycji albo nieokreślony lęk, albo smutek. A czasami jedno i drugie. Chciałbym obudzić się pogodnym i uśmiechniętym lub przynajmniej obojętnym, ale jedyne, na co mogę liczyć, to wybór między trwogą a rozpaczą oraz nadzieja, że nie zwariuję do reszty.”



    - Jarosław Grzędowicz (z książki Popiół i kurz. Opowieść ze Świata Pomiędzy)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też często miewam takie chwile,że kiedy patrzę w okno,a tam pada,jest zimno i szaro,tak jak dziś,nic mi się nie chce.Najlepiej położyłabym się do łóżka i z niego nie wychodziła.Nawet do sklepu cieżko mi się ruszyć!Za nic nie umiem się zabrać,tylko chodzę i ziewam.

      zagubiona

      Usuń
  3. Zgadzam się z poprzednim komentarzem. Twoje wpisy są bardzo smutne. Coś złego się dzieje? Bo pogoda pogodą, ale chyba jesień aż tak bardzo melancholijnie nie działa, co?

    OdpowiedzUsuń
  4. Wszędzie coś nie tak. Zadaję to samo pytanie co Anna: Coś złego się dzieje?

    OdpowiedzUsuń
  5. nie,
    nie wiem

    kryzys wieku i wartości i wszystkiego i w ogóle- tak jakoś musze to wszystko wyrzucić

    OdpowiedzUsuń
  6. maskotki super już sobie wyobrażam to szaleństwo :)
    niczym się nie mart będzie lepiej i wszystko się ułoży :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Lampa wina - HAAAAAAAAAAAAAAAA! :DDDDDDDDDDDD

    OdpowiedzUsuń
  8. bo lampka to już było za mało na ten obraz :D:P

    OdpowiedzUsuń