piątek, 27 września 2013

Bo środa nudą wiała ....

więc czwartek musiał swój klimat mieć.



- A co to za śrubka? - Młoda pobiegła do taty.
- Nie wiem. Wiesz od czego to jest? - z kolei T zapytał się mnie. Wzruszyłam ramionami.
- A skąd mam wiedzieć? Nie mam czasu na pierdoły - synu, zbieraj się, bo się spóźnimy!
- O! a co to jest? - Młoda pokazała kolejne znalezisko, które trzymała na rączce.
Zmarszczyło się czoło mężulka.
- Daj mi okulary.
- Nie mam czasu, wyrzucić to do śmieci i już. Synu, no weź się ogarnij w końcu!
- Dawaj okulary.
 Popatrzyłam na niego jak na kolesia z kosmosu. Co jest? Nie dowidzi? A masz!
- Czy ty kobieto nie czujesz, ze nie masz noska?!
- Że co?!
Okazało się, że to od okularów odpadła część.
Hm, ostatnio nic nie czuję, a mam czuć brak takiej pierdoły?!
Nie ogarniam świata, a mam ogarnąć brak śrubki?!
Rodzinka jednak czuwa. Oj, co ja bym zrobiła bez rodzinki?!
Bystre oko, bystry mózg, i rozciapany porankiem syn.
- Idziesz w końcu chłopie?!
- No już....
Telefon złapał mnie na schodach.
- Proszę?
- To kiedy po mnie przyjdziesz? - ach, to matka.
- JA? Oszalałaś? Chodź do nas. Zaraz będę. I jedziemy.
-A gdzie idziesz?
Chyba naprawdę oszalała albo stres zamącił w jej pamięci. No gdzie ja mogę rano iść?!

- Syna mam? A syn do szkoły chodzi?

W aucie głowa mi opadła na kolana córki. Ta mnie głaskała, czochrała.... odleciałam.
Obudziło mnie nagłe hamowanie, pisk opon i wielkie:
-SZLAG! CO ZA PAJAC!
Otworzyłam oczy. Kadr - tir jechał naprzeciwko, a T zjechał na nasz pas i fiuuuuu, tir pojechał.
Oczy jak ocean. Ławica myśli, nie wiadomo, którą łapać.
- Co ty robisz?!!! Oszalałeś?!
- Chciałem wyprzedzić a ten pajac przed nami przyspieszył.
Tja z winy pajaca rozsmarowałby nas na ciężarówce. Normalnie facet mi oczadział. Matka była zielona. Nie odezwała się słowem. Ja też nie. Po prostu słów mi zabrakło.
Ale byłaby ironia losu. Tu mama martwi się, że przy operacji wyzionie ducha, a tu proszę: byłaby niespodzianka zięcia -  zderzenie czołowe. Ha! jaki przebiegły lis?!

Odstawiliśmy mamę pod szpital. Buziaki i poszła ku swojemu przeznaczeniu. My zaś korzystając z bycia w wielkim mieście ruszyliśmy na galerie.

Świat zakupów ....
- CHCĘ KUUUPĘ!!! CHCĘĘĘĘE KUPĘEEE !!!- me dziecko zaczęło się drzeć na parkingu.
...jest nieobliczalny.

Szukanie odpowiedniego oświetlenia to nie lada wyzwanie. Zwłaszcza, gdy mężulo ma wizje. To nie to, to też nie, oj, nie tak, ojej kable? nie będziemy ryć w ścianie, to nie ten gwint, ale gówno...Pojechałam z córą między półki, a niech sam wybiera.


Córa po raz pierwszy wlazła do takiego wózka. Zawsze biegała i miała w nosie siedzenie tyłkiem na miejscu. Zresztą nie posiedziała zbyt długo. Szwendała się jak chomik po klatce.
Mężulo zadowolony pokazał plafon. Żarówki przestaną straszyć w przedpokoju. Ale obraz z kawałkiem ściany będzie tonął w ciemnościach.
- Wiesz, jeszcze możemy skoczyć i tam i tam.
Ale jestem dobra.

Wjechaliśmy w miasto. T jedzie jedzie. Sygnalizacja świetlna, światło czerwone, nie głęboko pomarańczowe - czerwone! a mężulo co?  nie zatrzymał się tylko  jedzie przed siebie jakby nic .!!!!!. JEDZIE!!!Pisk opon, klaksony.
- JEEEEEDŹ, JEEEDŹ KURWA! - 
Tego już nie wytrzymałam. Wydarłam się ze strachu, paniki, totalnego rozpierdzielu....Co jest?!!!
Szukając oświetlenia wpadlibyśmy w ciemność. Ja pierdzielę. Ja nie mogę.
Wjechać na skrzyżowanie przy czerwonym świetle wzmaga pracę serca.
- Czy ty oszalałeś?!!! Co ty robisz?!!!
- Nie widziałem tych świateł...- ten ton, nie drążyłam tematu.
Oto kierowca z kupą lat doświadczenia i znajomością miasta.
Bywa? Bywa. Niewiele trzeba, by przestać istnieć.
W drodze powrotnej głowa mi już nie odleciała w sen. Nie mogłam.

- Mamo, mamo, poczytasz?
- A nie czytam wam wieczorem?
- Czytasz.
- Więc czemu się pytasz czy poczytam?
Cisza. Po zdziwionych minach widać, że ruszył proces myślenia.
- To chodź....

Zaczęłam czytać Czerwonego Kapturka.

" Dawno, dawno temu ..."

Ja czytam, a dzieciaki odpływają w swoje klimaty. Młoda wyskoczyła z łózka i skacze (jakby chciała przegonić wilka), a  Starszy z przejęciem zaczął oglądać inną książkę.

.... a wtedy wilk wpadł do domku rzucił się na przerażoną babcie połknął ją. Potem włożył jej ubranie i okulary i wskoczył pod kołdrę..."

Hm, chyba sama sobie czytam. Sprawdzę.

- I puścił bąka aż kołdra przykleiła się do sufitu.

- Ahahahahahahahahaha - dzieciaki zaczęły się śmiać.

HA! a jednak słuchają.
:D
Tyle, że było po czytaniu. Broń biologiczna człowieka okazał się być ciekawsza od dalszej historii, którą i tak znają na pamięć.
Zaczęły się prześcigać w wymyślaniu.


Syn zasnął, a córa nie. Młoda skręca się rano, a wieczorem jej sił przybywa.
- Mamo a żarciki i kłamstwo to to samo?
- Nie, kochanie- odparłam zaskoczona. Co to za pytanie! Wow! Szok.
- Chociaż, czekaj, jakby się tak zastanowić - zaczęłam się zastanawiać, chociaż nigdy nad tym się nie zastanawiałam - to to samo. Bo jedno i drugie wymyślamy Tyle, ze żarciki śmieszą. Żartujemy, by kogoś rozbawić, a kłamstwo rani, boli, oszukuje, jest złe. Lepiej milczeć niż kłamać.
Młoda jakoś to przetrawiła, popatrzyła.

- Aha, a my lubimy żartować, prawda?
- Chyba ty! - zaczęłam się śmiać i Młodą gilgotać.
- Mamo, maaaamooo, patrz pająk!
- AAAAAAAA!!!!! Nie strasz mnie dzwońcu - hahahahhaa

Nasza zabawa - Młoda wie, czym mnie straszyć i z czego mieć ubaw. W takich momentach przestaję ją gilgotać i to w trybie natychmiastowym drąc się wystraszona :).
Wciąż w to gram, bo kocham jej śmiech. Rechot Starszego też jest dla mnie cudowną muzyką.
Kocham nad życie te swoje klony. I codziennie im to mówię, no bo kurde, jak im tego nie mówić, kiedy kochane są?! Więc mówię, do znudzenia. Mantra, która luzuje gumki w majtach, gdy jest eksplozja negatywnych emocji. Kocham, kocham kocham, jak jeden, dwa, trzy ....wrzuć na luz, wrzuć na luz ...

Więc niech ubaw trwa póki życie trwa, bo ono może odejść nie wiadomo kiedy.
Trzeba mówić co się czuje, póki można mówić.
Idę w mężulka się wtulić. I poszeptać mu parę ciepłych słów:
- Jeszcze raz a sama ci prawko zabiorę, ty ociemniały mózgu!!!!!

Hahahahaha

Choć tak naprawdę do śmiechu mi nie jest....











14 komentarzy:

  1. Facetom się zdaje,że oni są nieomylni,że oni najlepiej prowadzą auto.Mój mąż też tak ma.Dlatego teraz nie jeżdżę autem,Wkórzyłam się i powiedziałam koniec.Jak będzie potrzebował kierowcy,niech sobie jakoś radzi.Ja zawsze "źle"jeżdżę,"nie poradzę sobie","robie podstawowe błędy"a on co?Jeżdzi na czerwonym,przejeżdża STOP,wymusza pierwszeństwo i to jest dobra jazda?Faceci też zawsze winę na baby zwalają.Wczoraj znowu miałam taki przykład.Szlag mnie trafia.

    zagubiona

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet nie mów. Faceci the best we wszystkim hehehehe. JASNE. Gdyby mi ktoś powiedział nie poradzisz sobie to normalnie zdziwiłby się i 3 dni musiałby przepraszać :D
      Nie daj sobie niczego wmówić.
      Kiedy ja prowadzę, jedno słowo T i prawie hamuję: - --Chcesz wysiąść?!
      :D:D:D

      pozdro

      Usuń
    2. Kiedyś też mojemu powiedziałam,że za chwilę z buta będzie do domu wracał.Ogólnie narazie nie jest najlepiej:(

      zagubiona

      Usuń
    3. Czytałam.... :(

      Ech...

      Usuń
  2. Wiesz facet jak to facet, zrobi coś ale w jego mniemaniu "nic się nie stało". Takie już jest życie, co poradzisz. Tylko cierpliwość ci teraz pomoże :). Aj te twoje dzieci z dnia na dzień jak tak wchodzę i czytam to aż buzia coraz bardziej się uśmiecha.
    PS. Wiem że to nie jest dobre ani dla mnie ani dla malucha ale jak na razie musimy tu wytrzymać bo po prostu nie mamy jak się wyprowadzić... :/ Ale mam nadzieje że jednak uda się z czasem z tym mieszkaniem i że będzie ok.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I tego Wam życzę - jak najszybszej wyprowadzki
      pozdrawiam

      ps dzieciaki są super, wszystkie dzieciaki - :D

      Usuń
  3. oooooo to miałaś przeżycia, nie zazdroszczę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. czemu? wiesz jak super serducho zamiera na chwilę?! :D

      Usuń
  4. Moja córa kiedyś w kościele, kiedy była totalna cisza, na całe gardło się wydarła: Chcę kupę! I tak z kilka razy, podziwiając, jak piękie brzmi jej głos. ;) :)

    OdpowiedzUsuń
  5. text z bąkiem idealny na sprawdzanie :))))))))))))))

    OdpowiedzUsuń
  6. Moja jak wejdzie do takiego wózka to wyjść nie chce :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. kurde, a ta ma cztery lat i pierwszy raz wlazła - i wypełza z tego :D

      Usuń