sobota, 31 sierpnia 2013

romantic


Będąc w dużym sklepie odzieżowym poszliśmy z T w stronę działu dziecięcych ubrań.
- Młoda, przymierz bluzkę! 
A Młodej nie ma! Starszego również! FUCK!
- T, gdzie one są?
- Nie ma ich?

- A co ja mówię, że są?!

Wokół pustka.

T pobiegł, pomimo, ze nie biega. Ja krzyczałam na sklep:
- Młoda! Starszy!
Bez odzewu.
Są! T je znalazł. Były przed sklepem. Wyszły sobie zakręcone.
- Ale numer - Starszy miał ubaw. A ja już chciałam szukać ochroniarza, niech trąbi przez megafon.

Posadziłam dzieciaki przed telewizorem w sklepie.
- Macie oglądać i zadków nie ruszać! Zrozumiano?!
- TAK!!!!
- My idziemy jeszcze zrobić zakupy a wy tu czekacie. Rozumiecie? CZE KA CIE TU!
- No nie gadaj już ...
Nie ruszyli się. Ufff....
Nie ma co dzieciaków z oczów spuszczać, choć wydaje się, że kurczaki kwoki powinny trzymać się. A jednak......brrrrrr.


To, że marudzę przy ubraniach to rzecz zrozumiała. ale kiedy T szukał żarówki do lampki to po prostu  wyniosło mnie.
No ile można?!
Przecież przy tylu żarówkach powinno oświecić!
No dobra, nie, bo żarówki są wyłączone.
Czekam przy innej półce z wybranym obrazem, podjarana jak chomik na widok muchy, a tu kolesia nie ma.
Kolesia wcięło.
Koleś dalej tkwi przy żarówkach, mimo, że minęła wieczność. Moja wieczność.
Podeszłam.
- Ile można durną żarówkę wybierać, co?
- No wiesz różne są firmy, gwinty,.....
- Przestań, masz tu osraną żarówkę i zobacz.
- Za mało watów.
- To masz wyżej 75 chyba starczy, co?

T wkręcił wybrany model i pasował jak ulał. Ha!10 sekund i żarówka była. Ale faceci lubią swoje pierdoły i tutaj czas nie ma znaczenia. Mogą stać, mlaskać, oglądać, wybierać....
A ty, kobieto stań przy półce z ciuchami i zacznij to samo to nagle czas zamienia się wartość olbrzymią.
- Jednak na coś się przydajesz -zabrzęczało za mną.
- Nooo,  w przeciwieństwie do ciebie!

Uwielbiam wymianę zdań z T.
-Wiesz może w przyszłym roku wybierzemy się na Mazury? Kajaki, namiot i takie tam. - zaczęłam sobie gadkę patrząc na program o Hańczy.
- Znajdź najpierw pracę - zaczęło się choć dopiero jestem na wypowiedzeniu.!
- Jezu,ale smuty walisz
- A ty pierdoły
- Tylko jedną, starą!

- Lubię jak spełniają się moje marzenia. Chociaż jedno moje marzenie nie spełniło się....hm... 
- Jakie?
- Miał być piękny, młody i bogaty a nie, że ty - chichoczę, czekając na strzał słowny.
- Wiesz, wszystko przed tobą. A ja też mam marzenie.
- Tak? Jakie?
- Święty spokój!
 - Hahahahaha to jednak zgrana z nas para hahahaha tylko powiedz mi czy umierasz czy się rozwodzimy?!

T jest boski. Czasami. Tyle, że to nie on pisze takich smsów


W ramionach Twoich budzić się codzień
z uśmiechem Twoim księżyc nocą witać
Czy można jeszcze więcej czegoś chcieć?
Was, zapędzonych ludzi pytam
Bo wśród codziennych tak nieważnych spraw 
Wśród gwaru miasta, który rośnie wciąż
Tak łatwo zgubić oczy pełne gwiazd
Tak trudno znaleźć czułą dłoń

Poczekam księżyc wzejdzie i gwiazdy na niebie
wskażą mi
drogę ma miła do ciebie.
Będziemy wtedy zupełnie sami
będziemy krążyć zaułkami
będziemy wróżyć z gwiazd
jak kochankowie z innych miast.

dobranoc Czarny Aniele


Fajowo no nie?! Fajowo!

Takie sms śle mi gość po paru godzinach rozmowy ze mną
. Ale mam moc, co?! buhahahahaha

Zazdroście :PPPP














prawo

Wieczorem wrócił T.
- Masz tu dzieciaki, sprzęt do złożenia a ja mykam - jak powiedziałam tak zrobiłam.
- Gdzie?
- Na wolność, chłopie, na wolność.
Wyszłam.
No ile mogę w domu tkwić?
Czasami trzeba wyjść, przewietrzyć się. Wyprostować ramiona.

W dawnych czasach wystarczył telefon, sms.
- Piwo?
I zawsze ktoś był. A teraz?! Porażka normalnie.
No niby wiadomo, rodzinka, praca, internet. Milion wymówek na zabicie spontaniczności. Życie zamiera. Zamykanie się w domu powoduje nie odwracalne uszkodzenie duszy.
Na zachodzie życie zaczyna się późnym wieczorem, a tu? Wymarłe ulice straszą.
Brrrr....

A ja muszę być.

Bo za długo to ja tkwić nie mogę. Tyle, że mnie wyniosło do matki. Szaleństwo, no nie?! Buhahaha.
W pewnym wieku zmiana tela łączy się z bólem. By mniej bolało, a mózg stał się operatywniejszy mama wyciągnęła wino. Jedno, z tych które przywiozła ze swoich wojaży. Boskie wino. Zresztą siedziała u niej kumpela.

- Wiesz ty nic się nie zmieniasz przez te lata.
- Tak? Dziękuję.

Co miałam rzec? Że wino dodaje wiadro optymizmu, i zaczyna się inaczej postrzegać świat?!
Ale to miłe. Miłe słowa są najlepszym napędem życiowym. Tyle, że ludzie oszczędzają dobre słowa, chyba po to by im nie zabrakło.

Szybciej człowiek powie coś złego niż dobrego. Nawet o sobie. Wyższość wad nad zaletami.
Yyyygggghhhhh....nieważne.

Popędziłam do domu, a T wciąż walczył ze składaniem biurka. Syn jak cień nie opuszczał go.
Pomogłam w trzymaniu szuflad, półek drzwiczek. Przecież bez pomocy żonki ani rusz ......
Na to musi być jakieś prawo, zasada. Hm ...hm....mam! Eureka!

Prawo Arte ;P :

"Bez kobiecej dłoni,
facetowi wszystko się pierdoli".



T był nieźle wkurzony. Zresztą który facet jak ma meble do złożenia nie jest? Wszystko nie tak. Nie tak mocowania, nie takie dojście.

- Dobrze, że gdzie indziej dochodzisz, hehehehe.
- Weź bądź cicho kobieto! Trzymaj prosto!
- A o czym mówicie?
- O niczym synku. Idź się w końcu myć!
- Ale ja chcę patrzeć!
- Idź się myć!

Mężuś wyszeptał, ze nawet po klnąc sobie nie może, a chyba nie wytrzyma. No i nie wytrzymał.

- Ja pierdolę!!!! - zasyczał z wielką ulgą.
- Słyszałem !!! - syn z radochą pojawił się zza pleców ojca i stanął obok.
- Przepraszam, myślałem, że już ciebie nie ma.
- Jestem.
- To już zmykaj do łazienki!

Biurko udało się złożyć. Zatem jest już wszystko, a tydzień temu nie było nic.
Można rok szkolny rozpoczynać! Tylko lampy brak. Jutro pojedziemy ....


Pojechaliśmy. Najpierw z córką na konsultację do chirurga. Dziecko, które już w genach wyniosło niechęć do lekarzy, o dziwo nie buntowało się, nie powiedziało ani jednego słowa oprócz "do widzenia:". Było grzeczne i współpracowało z lekarzem. Byłam w szoku.

Narośl ma tkwić, może sama sobie pójdzie. Zatem, ufff, obyło się bez cięcia. Za rok do kontroli, a jak będzie coś nie tak -natychmiast przyjechać. I to mi się podoba!

- Byłam grzeczna?
- Pewnie! Byłaś nie tylko grzeczna, ale i dzielna. Jestem z ciebie duma!
- A mogę gumę?!

Potem powłóczyliśmy się po sklepach. Z mojej wypłaty nie wiele zostało, ale .....to takie fajne uczucie puścić od czasu do czasu trochę szmalu. Tyle, że i tak nas to czekało, więc by nie rozmieniać się na drobne zrobiłam kumulację.

A nie znoszę robić zakupów. Męczy mnie to. Jeden sklep, dwa, a potem przychodzi rozdrażnienie. Tak naprawdę pełno jest szmat, a jak chcę kupić cholerną prostą bluzę czarna sportową z kapturem to uj - nie ma.
Albo jak jest to z logo firmy takie, że siara nosić.
I tak też jest z butami.
I o normalne spodnie też czasami trudno.
I w ogóle mam dość.
Dlaczego nie ma normalnych, prostych rzeczy?!

- Patrz! jak to możną nosić?!
- Hehehe widziałeś to? co to jest?

Nie wiem dla kogo robią niektóre ubrania. Naprawdę.

A poza tym lubię prostotę. Jako prosta kobieta.



I oto nastał  kolejny cud!!!. T nie tylko wykazał zainteresowanie, ale  i znalazł mi taką bluzę, jaką chciałam mieć. Kupiłam od razu czarną i w innym kolorze. I jeszcze jedną ...i ....dzieciakom oczywiście też....i przy kasie T opadła szczena.

- No co? W końcu nie długo będę bezrobotna. A tak otwieram szafę i mam.

Hehehehehe.........nie ma to jak sprytny plan. A zawsze musi być plan. By przetrwać. Tak jak i marzenia muszą być. By żyć.

- No chyba poszukasz pracy, co? Bo ja już cie znam. Zaraz załapiesz doła, jak łapiesz doła to chcesz wyjeżdżać, a na to już kasy nie będzie.....
- Jezu, ale smucisz, weź. Będzie jak ma być. Nie trol.


Jakoś tak wszystko przestało mnie obchodzić. Czy jak zacznę zamartwiać się to wpłynie to jakoś na los?! Tylko będzie kwach i dzieciaki będą miały przybitą marudzeniem matkę, a tak - niech uśmiech przyciąga szczęście.

W dupie wszystko mam - będzie jak ma być.


Codzienne życie jest zabawne. Tylko trzeba umieć się śmiać. Obracać w żart.
I niech lekkość bytu odwiecznie trwa.
Bo nic nie zabija tak jak ludzki jad.


















czwartek, 29 sierpnia 2013

bo porządek musi być




- Hello Kitty jest głupie - syn stanął w progu łazienki - bo tam straszą małe dzieci, ze jak nie robi się porządków to z syfu robi się potwór. A u nas w pokoju co jest?! No co? Burdel jest.

- Co ty opowiadasz? Jaki burdel? Patrz znaleźliśmy w końcu twoją skarpetkę - zawołałam szczęśliwa wyciągając ją z filtra pralki.






środa, 28 sierpnia 2013

podróże sentymentalne - Mierzeja Wiślana



fajne miejsce na odpoczynek z dzieciakami
i bez dzieciaków
można sie powłóczyć
bo w "dole" jest parę magicznych miejsc
zresztą który kawałek Polski nie jest ciekawy?!
:)


wtorek, 27 sierpnia 2013

bo trzeba mieć ...

W piątek spotkaliśmy znajomą. Gadka szmatka.
- Zamówiliście już podręczniki?
- Nie.
-To na co czekacie?!
- Nie wiem ...na cud?!
 - Słuchajcie, zamówiłam w firmie X -polecam, najtaniej wychodzi i właśnie czekam na paczkę. Oby zdążyli.
- Aha, no widzisz to teraz może zamówimy. Jak mamy cynk, gdzie najtaniej, hahahaha
Hahahahahah.....
No właśnie, na co czekaliśmy?!
Więc w końcu zamówiliśmy.
Dzisiaj obudził mnie jeden kurier. Potem drugi. Wszystko po 9.00. Spania nie mają cholera?!
Są książki, fotel. Czekamy na biurko.
- Synku, niedługo idziesz do szkoły.  
Tekst Starszego?
- Szkoła jest głupia.

I tak znajomi oświecają mnie dalej, bo ja jak zwykle nic nie wiem, to już wiem, że rozpoczęcie roku szkolnego rozpoczyna się mszą świętą.
- Co?! To żyjemy w państwie watykańskim?
- Idź diable do kościoła, przyda ci się.
- Spierdzielaj... a o której?
- W niedziele powiedzą na mszy ...
- Oooo to szkoła ma radio watykan? hahahaha, ok, to puść mi sms

- Synek rozpoczęcie roku szkolnego zaczyna się od mszy!
Tekst Starszego?
- Kościół jest głupi.


7 lat to podobno magiczna liczba, ale nie wytrzymałam, musiałam poszukać rys psychologiczny dzieci w tym wieku, bo Starszy mnie przeraża. Malkontent. Zmęczony, znudzony i w ogóle co mu jest? ...czytam, czytam i , noż blaszka,wszystko jest w normie.
To są marudy! Oj....


- Nie będę tego jadł. To jest okropne, ohydne - słowa doleciały szybciej niż mówiący. W ten sposób syn wyraził dziką radość na wieść, że kochana mamusia zrobiła syneczkowi jego ulubioną pomidorówkę . I to z ryżem.
Wzbogacona o wiedzę, bez większych emocji skwitowałam:
- Spoko, skoro tak mówisz.





Po 10 minutach wywracania oczami zjadł. Masaż oczny chyba poprawia pracę żołądka.


Pojechaliśmy w trasę. Klęłam pod nosem, bo moim szrotem to tak stówę można pociągnąć, ale więcej to już akt samobójczy. Płytka Moby'ego (18) dawała radę. Fajnie się jeździ.

https://www.youtube.com/watch?v=xAh6fk0KD1c&list=PL7C7E1507747F9865

Tyle, że jak słyszałam In my heart to miałam ochotę szukać telefonu. Długo miałam taki dzwonek. Odruch Pawłowa. Hau!

-Ty wiesz mamo, że tym żelastwem to już w zakręt 130 nie weszłabym, bo drzewo byłoby murowane - stwierdziłam oburzona pijąc kawę z matką.
-Ty chyba oszalałaś a kto przy takiej prędkości wchodzi w zakręt?!
- No kurde, jak masz dobre auto, a zakręt nie zawijak to wiesz.....
Wysłała mnie do diabła.

Ale poszłam do fryzjera.
- Chcę się obciąć, bo dostaję depresji od tej fryzury. Najlepiej na łyso.
- Hahahaha, oj nie nie nie, już ładnie odrastają. Przytniemy, ścieniujemy i będzie dobrze.
- Skoro pani mówi to niech pani tak robi. Wszystko mi jedno tylko niech już tak nie wyglądam. bo naprawdę oszaleję.
Lekka poprawa jest,ale to nie jest to ....daję włosom miesiąc- może się ogarną?!


Potem wkręciłam sobie niezły makaron na uszy. Zawsze demony niepokoju muszą w nocy przyleźć i dręczyć duszę. Ale co tam - otwieram piwo, puszczam muzę.
Niech się świat pie....  no dobra, goni.

Świat jest prosty, gdy wiadomo kto jest wróg, a kto przychylny. Natomiast dwulicowe gnojki zabierają oddech. Sztuka jest rozmawiać z takimi ludziakami.  Nie wiesz, czy walnąć z ręki czy śmiechem.
Dla mnie to za dużo.

Ja mam downa. Seryjnie. No bo nie dość, ze mam pozytywny stosunek do ludzi to jeszcze zawsze mówię prawdę. Dla takich ludzi to siedzenie w domu a nie społeczeństwo. Ale dryfuję, dryfuję ...

Heheheh, hm....jeszcze 10 lat i może obetonuję swoją dusze do końca.

Wczoraj czułam powera i nie dam sobie tego zabrać. Choćbym piła przy rozkładającym się gównie.
Dobre życie jest kwestią priorytetów.
Mój to rodzina. A reszta?! Tylko rozum może odebrać, a ja nie chcę głupieć do reszty.

A potem pójdę spać na bezczelnego, do jednego z dzieciaków, i chowając nos w karku odlecę szczęśliwa.

Bo naprawdę po tylu miesiącach wychodzę z ciemnej dupy, no może jeszcze tkwię tam jedną nogą i to może nawet głęboko (bo podobno wciąż wymagam rehabilitacji, bo okres wypowiedzenia) ale powoli odzyskuję siebie.
Tą lekkość, ten humor i wyjebanie na wszystko.

Bo trzeba mieć odwagę by żyć.
I charakter by śmiać się.
I duszę, by zrozumieć.
I serce, by przetrwać.

Amen









sentymentalne podróże - morze bo może :)

poniedziałek, 26 sierpnia 2013

big słofa




Rozmowy  prowadzone  z synem w łazience mają moc. Wyjątkową moc.
- Mamo, a jak byłem u dziadków to używałem brzydkich słów....
- Fajnie, ze się przyznałeś. Dzięki.
Hm...brzydkie słowa?!!!
- A jakie słowa mówiłeś?!
- No wszystkie brzydkie jakie znam.
- Aha.  - strach zajrzał mi w oczy - Czyli jakie?
- Nooooooo  - syn zamyślił się - nie pamiętam, no wszystkie oprócz kibel i idiota.



Oglądamy z córką zdjęcia z moich wypadów. Z wypadów sprzed paru lat.
- A kto to jest?!
- No jak kto? JA!
- Dlaczego byłaś taka odlotowa? Dlaczego byłaś taka super?


Hahahahaha, ja z nimi nie wytrzymam.




Na dobranoc puściłam Hello Kitty.
I co? Cytuję! :)

NIE ROZPAMIĘTUJ TEGO CO BYŁO, TYLKO NAPRAW CO MOŻESZ.
KAŻDY DZIEŃ TO NOWA SZANSA





Dobranoc :)

















love

- Mamo, ja chce do przedszkola!

- Już się stęskniłaś?
- TAAAAK !!!! i śniło mi się, że jestem w przedszkolu.
- O! I co tam robiłaś?
- Nic. Nudziłam się.


- Maaaamoooo!!!, a Starszy powiedział, ze jestem głupkowata!
- Synu?!
- Nie powiedziałem tak!
- A jak?
- Powiedziałem, że ma głupkowate myśli. Bo tylko Hello Kitty i Hello Kitty......


Zajechaliśmy do teściów. Raz na jakiś czas muszę wpaść, by nie było. Teściu wyciągnął wino. Dobre wino. Sam się chyba musiał napić z wrażenia, ze przyszłam, hahaha.
Wino okazało się pyszne. I zwalające. Dostałam 5 litrów czarodziejskiego napoju. Naprawdę ma moc, po szklance zaczyna się mówić w języku elfickim.
Zatem informuję wszem i wobec, że za drzwiami od kuchni stoi niezły arsenał. Chyba normalnieję w końcu. Ostatnio  kumpela  stwierdziła uchylając drzwi:

- Co tu tak pusto? Na psy upadasz?!
I musiałyśmy lecieć do sklepu po piwo.
Więc zapas jest, więc wracam po woli do formy. Wypowiedzenie z pracy mam. I czuję się szczęśliwa. Witaj wolności!
Po tylu latach siedzenia w bagnie i duszenia duszy czas na rozkwit. Genialną myśl. Własną drogę.
Ale ja nie o tym....bo to nuda. Szarość życia.


Więc siedzimy u teściów, wino uwalnia luźną gadkę, gdy nagle teściowej przypomniało się, by T przejrzał stare papiery ze swojego pokoju.
T wszedł do garażu. Zagrzebał się. A my siedzieliśmy paplając. Nagle rozległ się śmiech. T wyszedł popłakany.

- A tobie co? Kurz opadł i robi za szare komórki, czy co?
- Nie, znalazłem twoje listy do mnie Ahahaahahahahahaha, czytaj.
Zapadłam w lekturę. Popłakałam się też. Ze śmiechu.

- Niezła z ciebie wariatka, co?
Ale w oczach ukazał się błysk.

- No co? ależ kochanie, wciąż ciebie kocham.
Grrr, ech tego wina moc :P


W rozmowę wtrąciła się teściowa:
- Przepraszam, ale pozwoliłam sobie raz przeczytać jeden wiersz i bardzo mi się podobał.
- Biblię czytaj, a nie czyjeś listy.

Wiem, wiem, wstręciuch ze mnie niepoprawny politycznie.



Po powrocie do domku czytaliśmy razem. Na głos. Bez sagi, ale przy hiszpańskim piwie. I to było coś. Nie, ze piwo tylko te słowa zachowane na papierze. To było jak odnowa. Jakby wstąpiła w nas nowa siła. Tyle w tych listach było zawartych emocji. I spraw. Zapisana historia  miłości. Niesamowite. Nic dziwnego, ze chłopa w końcu na kolana powaliło :P
Jezu, naprawdę miałam fioła na jego punkcie. No dobra, mam. Bo nie zmieniło się nic.
I gdzie ja to byłam, ze mnie nie było?! Hm...?

I uśmiecham się, bo nie mogę, hahahahahahahaha.
Może któregoś dnia wrzucę na bloga wyrywki, a co tam :)


W każdym bądź razie chowamy te listy, karteczki, fiszki  głęboko. Na pamiątkę. Bo to naprawdę było kapitalne, cudowne i zabijające, hahahaha.



Upływający czas wszystko wciąż rzeźbi nadając wszystkiemu nowy kształt.

A zapisane słowa będą trwać.

A słowa są karmą dla duszy.

A dusza niech rozkwita.

Tak, by na trumnie zakwitły czerwone róże.

T, dziękuję ci za wszystko. :)





























niedziela, 25 sierpnia 2013

podróże syntymentalne - Riese i Wielka Sowa - foto

Od 1943 roku w rejonie Gór Sowich Niemcy prowadzili zakrojone na szeroką skalę i z ogromnym rozmachem prace budowlane pod wspólnym kryptonimem "Riese" ("Olbrzym").

Budowa nie została nigdy ukończona, a jej pozostałością jest szereg podziemnych kompleksów i budowli naziemnych do dziś owianych mgłą tajemnicy co do ich przeznaczenia.

Niezwykłość tych obiektów od lat przyciąga w rejon Dolnego Śląska rzesze badaczy i poszukiwaczy przygód.

Przez dziesięciolecia możliwość podziwiania ogromu pracy, jaką włożono w drążenie kilometrów tuneli w litej skale kosztem tysięcy istnień ludzkich była dostępna tylko nielicznym śmiałkom.
(tekst, internet)

Mi brakuje słów na to co widziałam. Masakra ... To dzieło ludzkich rąk.

Koszmar wojny jest nie do opisania, a ludzka potworność nie zna granic.
Niestety, patrząc na to - człowiek nie brzmi dumnie. Aczkolwiek jakby nie patrzeć, człowiek potrafi wiele.



podróże sentymentalne -spływ kajakowy :)

Czym skorupka za młodu .......:)


Ulubione książki Starszego. Nie boi się po dzień dzisiejszy. Ogląda filmy i nic. Bo to fikcja.
A ja skaczę, drę się i nie mogę. Nie oglądam horrorów.
To niesprawiedliwe!!!!!!!!!!!!!


podróże syntymentalne - GDYNIA


GDYNIA   i    OCEANARIUM


- CO TU PISAĆ


po prostu 

Zapraszam do obejrzenia zdjęć z archiwum rodzinnego  - foto T.:)))


Starszy  wówczas  miał 14 miesięcy :D







tłuszczaczek




Pająk wrósł mi w skórę :))))))))))))))






hahahahahahaha


sobota, 24 sierpnia 2013

rodzinny krajobraz :)

Podczas śniadania padało od strony Młodej milion pytań:
- Mamo, a dlaczego ....... mamo, a dlaczego ......
Mózg schował się do garnka i został odtransportowany do szafki. Bo ile można wytrzymać! Odpowiadać czasami na to samo pytanie parę razy......
- Ty to jesteś jak Staś Pytalski - skomentował Starszy
- Ja jestem dziewczynką a nie chłopakiem - odcięła się Młoda.
Chwila ciszy. Jak fajnie ........
Niestety cisza została nagle  przecięta. Tym razem Starszy zadał pytanie:
- Maaamo , a dlaczego ...?
Nie zdążyłam odpowiedzieć jak córka wyparowała:
-To ty jesteś Staś Pytalski !



władca pierścieni





Mężulo puścił synowi Władcę Pierścieni, część III i wyszedł sobie do kumpli.

Młoda zdążyła się przebudzić po tym jak ją ścięło dwie godziny wcześniej. Zdążyłam ją wykąpać zrobić kolację, a syn nadał oglądał Władcę Pierścieni.

Młoda obejrzała 3 bajki, ja zaczęłam robić gulasz na jutro, a syn nadal oglądał Władcę Pierścieni.

Gulasz gotował się na kuchence, my z Młoda wygłupiałyśmy i czytałyśmy bajki, a syn nadal oglądał Władcę Pierścieni.

czwartek, 22 sierpnia 2013

tak se i sobie


Wieczorem Mężunio puścił sobie ten film, a ja jak przysiadłam obok niego, choć miałam iść czytać Czerwone gardło, więc jak przysiadłam i rzuciłam okiem tak nie oderwałam się od tego filmu. Patrzyłam i nie wierzyłam. Komedia? Dramat? Żart? A jednak ............aaaaaaaaaaaaaa, nie wierzę. Polecam.
I ten koniec, że niby naprawdę. Dalej nie wierzę. No bo jak?!

wtorek, 20 sierpnia 2013

Hel, Rozewie I Oceanarium -fotopodróż sprzed lat.

HEL


to coś co trzeba zobaczyć, choć raz.

I przejść się.

I kawy się napić.

I kupić rybę wędzoną na ulicy. 


 Idąc nad morze trafiliśmy na linię obrony wybrzeża. Militarne pozostałości dodawały uroku spacerowi.
Bo to zawsze coś więcej niż drzewa. :)


 Synek uwielbiał wsadzać ręce i włazić gdzie nie trzeba. Niektóre rzeczy mu zostały do tej pory :)


 Muzeum Rybołówstwa Morskiego
z wieżą widokową (mieszczące się w dawnym kościele gotyckim św. Piotra i Pawła z XIV w.)


 Tutaj po raz pierwszy synek miał okazję przepłynąć się na statku. Statek był super i super wiało. Dziecię mę zasnęło w moich ramionach a ja modliłam o przetrwanie. I by nie rzucić pawiem.
Statkiem huśtało niemiłosiernie, Jakaś pani poprosiła T by trzymał jej dziecko. Naprawdę powiało grozą.
Ci,  którzy siedzieli z tyłu byli podmoknięci.
Zdjęć nie ma, bo jak robić, kiedy trzeba się trzymać by nie polecieć. 
Zeszłam ze statku zielona, a syn wyspany. Miał przecież niezła kołyskę. 




 Fokarium - wizyta obowiązkowa.




Muzeum Obrony Wybrzeża

- Pierwszym z obiektów jest wielokondygnacyjna wieża kierowania ogniem, z punktem widokowym na szczycie

Widok na las i las  i morze - :)


 Nie było to jakieś ciekawe, ale syn zapałał miłością do schodów, więc miał radochę.



 Z tej broni groziłam T, że jak nie będziemy mieć córki to go zastrzelę :PPP
Udało się.
:D
T w ogóle stwierdził, ze jestem walnięta. Bo zawsze wszystko musze brać do rąk i wygłupiać się. 
Cholera, a co najgorsze to jeszcze z tego nie wyrosłam :)


I na tą właśnie wieże wszedł. Rozhulały mu się nogi, że hej, a potem padł i resztę Muzeum, drugą część, przechrapał w wózku. A była o wiele ciekawsza.



 MuZeum Rybołostwa - historia stara jak i obecna.









 Widok z wieży widokowej znajdującej się w Muzeum.


 Gdzieś nam pająk wpadł nam w oczy. By nie było tylko podziwu dla rzeczy nie żywych, więc jego też podziwialiśmy. Ja z daleka, bo.....pająk to pająk.





 Drugim obiektem Muzeum Obrony Wybrzeża

jest stanowisko ogniowe nr 2 (istniały w sumie trzy stanowiska ogniowe) pod armatę kalibru 406 mm. Jednopoziomowe, naziemne stanowisko ogniowe składa się z części koszarowej dla 88 marynarzy, gigantycznej działobitni i części amunicyjnej mieszczącej cztery podręczne magazyny - dwa magazyny pocisków i dwa magazyny ładunków miotających.



 Kurde, Bary Mleczne miały swoją "porcelanę" a wojsko niemieckie swoją. Nie ma lipy :)


Ówczesny telefon komórkowy :DDDDDDD





Punkt szpitalny zrobił wrażenie. Pokój z instrumentami iście z tortur dominikańskich :)

 


 Kiedyś to były operacje, zabiegi ......brrrrrrr












Oczywiście warto zwiedzić cały Półwysep Helski i chyba najlepiej byłoby to zrobić na rowerze. 
I tak też zrobiliśmy na drugi dzień....
Wypożyczyliśmy rowery i zanim opuściliśmy Władysławowo syn sobie smacznie zasnął. Więc pojechaliśmy nad plaże, gdzie rozłożyliśmy koc. Synek spał, a my moczyliśmy nogi.






 Dotarliśmy jedynie do Portu Chałupy. Dobre i to. Jechaliśmy fajną drogą wzdłuż morza. Była to fantastyczna przejażdżka. Szkoda tylko, ze taka krótka. 


 Tutaj zrobiliśmy przystanek - bo miejsce miało w sobie taki urok, któremu nie mogliśmy się oprzeć. Zresztą zrobiło się późno i zdrowy rozsądek podpowiadał, że lepiej wrócić.


Syn oczywiście biegał po schodach, wiec obiad jedliśmy w zamiennej kolejności.
Tutaj syn wciągnął pierwszy swój żurek.



 Mostek i obserwowanie meduz. No były tam paskudy.



 W drodze powrotnej syna znowu ścięło - zasnał. Położyliśmy go na ławce. 


 A zachód słońca powoli nadchodził....





Każdego dnia byliśmy nad morzem. Budowaliśmy babki z piasku,, które syn z radością deptał. 
 Chodziliśmy lasem nadmorskim na wycieczki.


Nie ma to jak oglądać owady z bliska




ROZEWIE -

latarnia morska, której nie widziałam, ale za to T zwiedził

Wejście pewnie było, jak w większości latarni, od 4 lat, więc z synem zostałam na dole.
 A potem poszłam na spacer, nad morze, bo co tak mamy twkić w oczekiwaniu na ... i zejście -pamiętam, jak dzisiaj, było piorunujące - no super po prostu. Jakie? Proszę pojechać zobaczyć :)




 Z latarnią związana jest legenda, budowana przez latarnika Leona Wzorka o tym, że Stefan Żeromski pisał tu powieść „Wiatr od morza”. Stefan Żeromski faktycznie zwiedzał rozewską latarnię, ale powieść powstała w Warszawie.








Jastrzębia Góra 



Obelisk Gwiazda Północy

Najdalej wysunięty na północ punkt Polski znajduje się w Jastrzębiej Górze, niedaleko centrum miejscowości. Jego okolica jest oznaczona obeliskiem "Gwiazda Północy". Sam obelisk, ściśle mówiąc, jest ulokowany w umownym miejscu, otoczonym deptakiem, położonym dostępnie na klifie, nieco na południe od rzeczywistego punktu ekstremalnego, znajdującego się poniżej na plaży.

Dawniej uważano, że najdalej wysuniętym na północ punktem jest pobliski przylądek Rozewie.

W okolicy obelisku przez kilkanaście dni w roku występują białe noce (słońce chowa się pod horyzontem, ale nie niżej niż na 12 stopni

.


 Gdzieś po drodze natrafiliśmy na WYSTAWĘ RYB - było to czasowe oceanarium













 A w tym krabie zakochałam się. Miałam nawet pomysł by sobie w domku hodować.




Ale  kraby mają swoje upodobania, które jakoś psuły mi smak.
Koprofagia jest  to zjawisko polegające na zjadaniu własnych odchodów. To naturalna czynność fizjologiczna. Jest to sposób na wzbogacenie flory bakteryjnej oraz uzupełnienie mikro – makroelementów.

Naturalna czynność
Hm
Naturalnie wymiękłam



-------

info z wikipedii  oraz http://krabownia.prv.pl/