poniedziałek, 22 lipca 2013

Córka ostatni zaczęła mocniej rozwijać się. Leci na kolana, głowę. I z tekstami. Ostatnio spadła z ławki, bo oparła się o oparcie którego nie było. Mignęły mi tylko jej pięty..... szybkie hyc i leży. Nie wiedziałam czy ze śmiechu zejść czy córkę ratować. Choć to wcale nie śmieszne. A jednak .......
Z tego wszystkiego płacze tak, jakby chciała odrobić te swoje 4 lata bez płaczu.
Nie ma dnia bez wywrotki.
Już ma lekkiego siniaka na głowię. Tak biegła do babci, że potknęła się i dała nurka na głowę. O podłogę w przedpokoju. Wywróciła się o wzorek czy co?!. Jakby człowiek tak chciał zrobić, i to w takim stylu to ręczę, ze nie wyszłoby tak cudnie jak mojej córce. Ma w tym talent  i rozwija go. Z dnia na dzień.
Dzisiaj biegła radosna i dziwnym trafem znienacka wyrósł jej korzeń pod stopami i znowu oczywiście była Tiereszkową - kosmiczny lot na obdarcie kolan gotowy.
Mam ochotę kupić jej gumowy strój z maską, póki nie zrobiła sobie większej krzywdy.
Nie ma to jak dziecięca pląsawica nóg. Dwunożna stonoga. Krejzi szczudła.

Oczywiście dumna potrafi pokazywać swoje otarcia, zadrapania, rany moim znajomym.
- I co? Bolało?
- Płakałam na cały świat!


- Mamo chodź, posadź tu swój wielki tyłek.
Zatkało mnie. Jaki wielki? Ej, kurde! Ale cóż, pewnie z jej perspektywy jestem wielorybem.
- Dobrze kochanie.
I zasiadłam koło córki tym swoim tyłkiem, bo co innego mogłam zrobić?!
Nie mogę, nie wytrzymałam poleciałam do lustra zobaczyć czym właściwie kończą się moje plecy. Widziałam w odbiciu oczów i to własnych piękny komunikat: wskazany większy zapierdziel w pedałowaniu.
Tylko kiedy?! Jak upały ze stojącym powietrzem oddech zabierają.
Poza tym mam chyba czarodziejskie krzesełko w rowerze - ledwo wsadzę na niego zadek, a już zaczyna się:
- Maaamooo, daj .....
- Mammmo chodź......
A czas płynie nieubłaganie ...

Młoda oprócz lotów błyszczy też jako gwiazda tekstów.

- Halo - rzekła kumpela odbierając telefon. Młoda szybko przybiegła do niej wrzeszcząc:
- Kopyta ci walą !!!

Reklama nie idzie w las, tylko w młode główki.


- Co?
- Jajco!!!! 

A propos jajek ...

Zastanawiam się jak to jest mieć np. pięcioro dzieci i jedną toaletę. Bo ja wymiękam przy zsynchronizowanej dwójce. Ledwo Starszy pójdzie Młoda się drze:
- Ja też chcę sikuuuuuu.
- To powiedz to Starszemu.
Tłucze się w drzwi od wucetu krzycząc:
- WYCHODŹ!!!!
- NIE DRZYJ SIĘ!!!
- SAM SIĘ DRZESZ!!!!!
Chcę mieć wielki dom. Niech siedzą na gorze, na dwóch tronach i drą się, a ja poproszę o kawałek ciszy. A przecież wraz z wiekiem będą się wyrabiać w deptaniu sobie po piętach. Chyba sama stanę się Walentiną i siebie wyoram w przestrzeń kosmiczną.

Póki co ewakuujemy się w górki. Dzieciaki zajęte atrakcjami przestaną piszczeć sobie do ucha. Bo ostatnio jakaś nuda zakradła się. Nie wiem. Czasami trzeba się ponudzić. Plac zabaw i plac zabaw.
Jak nie łapią motyle to ganiają się. Jak się nie ganiają to kopią w dęba, by żołędzie opadły. Potem skaczą, huśtają się i gonią i kopią piłkę i kopią w ziemi dziury. Dlaczego? Nie wiem. Do bram piekieł chcą się dostać?!
Dzieciństwo jest świetnym okresem w życiu człowieka. Dzieci są wrotami w tą magiczną krainę. Czasami wolę bawić się z nimi niż na ławce siedzieć.

- Proszę pani, a my chcemy się bawić w rozkazy, ze ziemia parzy!
- Mamo, proszę.
- Wszystko parzy, oprócz huśtawki!!
I chłopaki lecą krzycząc nie z tej ziemi. A ja wymyślam im pierdy, by się zganiali do padnięcia w łóżkach.

-----------------


Syn miał urodziny. Była msza. Babcia musiała dać za wnusia, a jakże. Polska tradycja musi być. Jezus nie odpadł od krzyża jak weszłam do kościoła.
Ksiądz w intencji poleciał nie tylko z imienia, ale i też z nazwiska. Nasze oczy zapłonęły, a warkot przeszył trzewia. Udusić moja matkę to mało. Nazwiskiem?! Fiocha.pl, ale cóż ....nazwiskiem, cholera .......grrrrrr!

Potem był tort i balony i kumple. Tort oczywiście z angry birds, bo jakby inaczej. To prostsze od malowania krasnoludów z Bilbo Baginsem i Gandalfem.
Balony mniej nam się udały. Po nadmuchaniu ich okazało się, ze są z napisem Merry Christmas. Nie wiem jak to kupiliśmy, ale jak mówi T - my nie możemy być normalni. Dzieciaki na szczęście nie potrafiły czytać. Później córka zdziwiona krzyknęła:
- A tutaj jest choinka!!!! Czemu?

Przyjęcie było małego kalibru na świeżym powietrzu. Przy większej brygadzie wskazany byłby nadzór i to mega mocny. Dzieciaki mają energię i pomysły w niesamowitej sile i potędze. Jeden siedmiolatek to wiaterek, ale czterech to już cyklon. Miałam zabawić się w animatorkę, ale spokojnie zatonęłam w kubku kawy. Zabawy powstawały z inicjatywy młodych umysłów. Z bramki plastikowej, którą rozłożyli na części zrobili peryskop i lornetkę. Ze zjeżdżalni skakali do baseniku, która była w kształcie łodzi pirackiej, więc atak piratów był niezły. Gonili się, krzyczeli, hulali i jak przyszła pora końca wraz z ich rodzicami -nie chcieli wracać do domu.


Syn był zachwycony prezentami, a zwłaszcza kasą. Fachowo rozrywał koperty.
- Mamo! Tyle kasy! Kupię sobie to co chcę.
- I co sobie kupisz?
- A starczy na tablet?
- A oprócz tabletu to co kupiłbyś?
- Wszystkie ptaki z angry birds, takie jakie chcę.
- A może plecak do szkoły, co?!!
- UUUUUUUU - syn skrzywił się. Zamilkł. Po chwili mruknął - No dooobraaaa...

A tablet dostałby, gdyby firma nie zawiodła z dostawą. Ale co ma wisieć nie utonie - będzie miał swoją niespodziankę. W sumie dobrze - niech układa lego, bawi się innymi prezentami.

Kupiliśmy mu upragniony prezent tylko dlatego, że ma magiczny wiek - 7. I jest naprawdę super chłopakiem.

Zresztą technika idzie do przodu i trudno, by dziecko nie było z nią obyte. Teraz dzieci wręcz z kojców wymiatają na klawiaturach, zatem jeśli człowiek chce w przyszłości przeżyć musi być z techniką na czasie.

Syn od września idzie do szkoły. Zacznie się nowa epoka. Od rozpoczęcia roku szkolnego po rozdanie świadectw.

Podręczników jeszcze nie zakupiliśmy, mamy czas. Póki co ściągam namiot, pakuję rzeczy, kolejny wyjazd przed nami, kierunek -górki.

Pole namiotowe, rzeczka .........i zimna warecka :P






Liczba siedem to liczba uważana za mistyczną, wyróżniającą się bogatą symboliką. W wielu mitologiach i religiach świata jest symbolem całości, dopełnienia, symbolizuje związek czasu i przestrzeni. W Nowym Testamencie (Mt 18,21) oznacza pełnię i doskonałość, w religii judaistycznej kojarzyła się z siedmioma dniami tygodnia, siedmioma archaniołami. Przez siedem dni trwały wielkie święta i siedem tygodni upływało między Paschą a Świętem Tygodni. Starożytni filozofowie przypisywali jej własności opieki i władzy nad światem, kojarząc z siedmioma planetami. Pitagorejczycy uważali ją za najwyższą podstawową liczbę całkowitą. W wielu mitologiach stanowiła atrybut bogów, jej wartość była przedstawiana w architekturze, świętych pismach, przykazaniach, kosmologii.






4 komentarze:

  1. Jeśli córka znowu Cię zawoła po coś,kiedy lewdo wsiądziesz na rower,to powiedz jej,że ćwiczysz,żeby nie mieć dużego tyłka,jak to Ci ostatnio powiedziała;)
    A dla Syna wszystkiego naj:)

    zagubiona

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahahahha, toż mówię, ale czasami mogę sobie mówić, zwłaszcza jak Bestyjka jest zmęczona .....

      A w imieniu synka dzieki wielkie :)))

      Usuń
  2. Angry birds tort... Ciekawe co moja mała sobie zażyczy.. jak będzie bardziej świadoma... Wiesz, nie obraź się, ale msze za urodziny dziecka w kościele zawsze mnie bawiły, a jak jeszcze tak z nazwiska ksiądz poleciał to chyba zapadłabym się pod ziemię. Tak czy inaczej wszystkiego naj dla synka :)
    Moja mała też się przewraca często, a najczęściej o powietrze :) :) :)

    OdpowiedzUsuń
  3. nie wiesz co? Hello Kitty hahahah albo Pony :)

    Ja sie nie obrazę - nas zmroziło i jeszcze z nazwiska - to jest, jak pisałam, fiocha .pl - szlag nas trafił w środku kościoła- msza? ok, babcia ma potrzebę to babcia płaci, ale nazwisko to już za mocne.

    I w imieniu synka- dzięki wielkie )))

    OdpowiedzUsuń