wtorek, 23 lipca 2013



Córka obudziła mnie o 6 nad ranem. 6 rano. Zapomniałam, że taka godzina istnieje.
- Mamo, chcę jeść.
Jezu, wróbel? Jeść? Rano? Dotknęłam czoła - spoko. Potem swojego -mam głowę. Wstałam jakimś cudem. Podałam córce śniadanie mówiąc, że jak zje to niech wpadnie do mnie do łóżka. Moje siedzenie przy stole groziło zejściem pod stół. W końcu poszłam spać po drugiej ...Tym razem nie balangowałam, hahaha. Dość imprez w tym miesiącu. Zresztą spadam z rodzinką pod namiot i w sierpniu wrócę.
Sen ......
Obudził mnie telefon.
- Będę za godzinę -kuriera głos przywrócił funkcje życiowe. O tablet w końcu przyjdzie.
- Ok, czekam.
O, córka spała koło mnie. Syn wstał. Była dziewiąta. Można zacząć żyć.

Starszy chyba chciał też zacząć się wyróżniać na tle rodzinki. Czemu tylko Młoda ma być gwiazdą?! Więc wylał kakao. Jak zwykle winien był przypadek. Zawartość całego kubka poszła na ścianę, stół, podłogę. Nie wierzę....Zaczął sprzątać, mazać,  pomogłam mu. Nie w mazaniu, w sprzątaniu.
- Wiesz co synu, czasami jesteś super, a czasami jesteś taki...taki...
- Dziwny?! - dokończyła córka
- Nie, nieogarnięty.
Nie chciało mi się krzyczeć. Krzyk kakao nie pozbierałby. Zresztą czuję jakieś mega zmęczenie i nie chce mi się nic. Jak to powiedziała kumpela wczoraj:
- A tobie co? gdzie ta energia? nie poznaję....
No właśnie ....Psychoklima zaczyna mnie przygniatać czy co? Albo ostatnie imprezowanie, hahaha.


Z kolei przy obiedzie to córka zapewniła atrakcje. Młoda gestykulując żwawo przy krzyku:
- NIE CHCE TEGO!!! NIE CHCĘ!!!
dłonią dotknęła gorącego garnka. Na szczęście płacz był większy niż cokolwiek -nic się stało. Ale daliśmy lód na dłoń i dziecko dumne, bo dzieci lubią takie historie, wpałaszowała obiadek.

Dzieci dbają o to, by dzień był atrakcyjny. A człowiek tylko liczy na głowie włos siwy....

Plac zabaw. Zabawa - zbieranie żołędzi. Syn tak miał napchane kieszenie, że jak szedł to spodnie spadły mu na kostki. Dzieciaki uśmiały się nieziemsko. A ten parę kroków zrobił w majtasach, bo się nie zorientował, że gacie stracił.
Co za koleś.
- Synu, czy nasz dom to dziupla a my to wiewiórki? Po co to targasz do chaty?
- Hahahaha, no bo...bo...bo chcę.

Kąpiel, kolacja. Syn umyty zaczął jeść kolację, a córka nakarmiona poszła kąpać się.
Czyszczę klatkę Zygmunta, a mnie dobiega śpiew Młodej z łazienki:
- Mamo, mamo, ty  łobuzie ...mamo, mamo, ty łobuzie...... - i zaśmiewa się.

Syn otrzymał tablet, by popykać w angry:

- Życie jednak nie jest nudne
Ten to jak coś powie ...



Zaczynam nas pakować. Patrzę na listę. Pozycja pierwsza - buty sportowe dla T. By znowu nie było, że chłop  ma tylko sandały.
Choć tym razem prognozy mówią - będzie słońce, ale co tam, kalosze dla dzieciaków biorę.

Parę dni w Beskidach. Pod namiotem. Będzie cudownie. Bo życie cudem jest.










2 komentarze:

  1. Moja mała dziś o 4 rano wstała.... To nie mal codzienność....
    "Mamo, mamo, ty łobuzie ...mamo, mamo, ty łobuzie....."
    Mnie może czekać coś podobnego tylko zamiast łobuzie wstaw robalu...

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale Wam zazdroszczę tych wypadów w góry.pogoda taka ładna,to miło się będzie wypoczywało.My rok temu byliśmy w Darłówku.Teraz codziennie podglądam z kamerki,jaka tam pogoda i patrzeć na to nie mogę,bo słońce świeci,ludzi na plaży mnóstwo,nawet się kąpią w morzu,a ja jedynie mam kąpiel w wannie,a niedługo tylko w misce;)

    zagubiona

    OdpowiedzUsuń