sobota, 29 czerwca 2013

taki jeden dzień

Zwinęłam syna porankiem. Na rower. Zanim córa z Moonkiem wyciągnęli się z wyrek,  my wyciągnęliśmy rowery z piwnicy. Siódma rano. Auć.

Pojechaliśmy nad rzekę zobaczyć jak tam poziom po opadach deszczu.
- Patrz, to jest cukiernia gdzie babcia kupowałam nam lody ciepłe ...a tam to .... 
Pokazałam, gdzie dziadek mieszkał. Byliśmy w parku. Zamek, pomnik, fontanna, wiewiórka ....
Byłam przewodniem turystyczno-rodzinnym dla syna. Objechaliśmy miasteczko wokół.
Skoro mam się rehabilitować to w takim towarzystwie będzie mi milej.
Fajny facet z tego mego syna. Ziomal mały.







- Mamo! stój! wróćmy się!
- Stało się coś?
- Nooo, patrz!


Gąsienica była niezwykle szybka. Musiałam ją sfilmować. Maratończyk normalnie. 


- A gdzie ona tak idzie?
- Nie wiem, zapytaj się jej
- Ale one nie gadają
- A skąd wiesz? Gadałeś?!
- Mamo!!!

Pod koniec jazdy złapałam gumę. Kurde ...... Prowadziliśmy rowery. Nie ma to jak wyjśc na spacer. Zamiast psa - rower, hahahaha.

Wpadliśmy na ogród teściów.Syn jednym gestem  rzucił rower i już siedział "w groszku".
Mooniek.był już Młodą na miejscu. Opanowali teren.

- Młoda, przyniosłem ci groszek - syn przyleciał zadowolony z garścią strąków, które podzielił po równo.
- Młoda, podziękuj bratu!
- Dziękuję.
-Fajnego masz brata, troszczy się o ciebie. Fajny jest brat ciebie, wiesz?!

Groszkomania. Siedzieli przy stole cicho. I to ponad dwie minuty.

Wzięłam rower Moonka i pojechałam do domu. Po stroje do kąpieli i ręczniki. I inne zapomniane rzeczy. Wróciłam mówiąc z zadrością:
- Kurde, ale masz wypas rower! Ma hamulce i takie siedzenie wygodne ....

Był grill, pluskanie w baseniku. Popołudnie z rodzinką. Całą. Bo byli teściowie, moja matka, a przy nich wszyscy inni święci.




Dzieciaki zrobiły wojnę w piratów. Skakały. Tłukły się między sobą. Za chwilę panowała zgoda. Za chwilę była wojna.
I tak bez przerwy.


- A on mnie bije! - chlipała Młoda.
- Bo ona wskoczyła mi na głowę- burknął Starszy.
- Nie wskoczyłam ......
- WSKOCZYŁAS!!!!!
- Zaraz was oboje wyciągnę z basenu, przeproście się nawzajem i to już. Młoda uważaj na brata dobrze?
- Noooo....- chlip, chlip.
- A ty jestes facet- facet kobiet nie bije wiec opanuj się, rozumiesz?
- Nieee....
- Proszę?!
- No bo...
- Synu! - warknęłam.

- Przepraszam.
- Przepraszam.

Jak jedno przeprosi drugie natychmiast robi to samo. Nigdy nie wiadomo kto zaczął, bo i jedno jak i drugie to niezły model. Każdy ma swoją wersję. I potrafi zaleźć za skórę.

 Wpadłam do kuchni po żarełko na grilla. Dopadły mnie słowa z telewizji:
-...potrzebny jest program dzięki któremu będzie dla wszystkich praca i mieszkania ..Polska musi być oparta o wartości...
- Co ty Jara oglądasz? Chory jesteś czy co?!- zapytałam się zdumiona wchodząc do pokoju.
- To jest drugi Gomułka - ze śmiechem odpowiedział teściu.
Machnęłam ręką, zgarnęłam kiełbasę i wyleciałam z domu.


Musiałam zresetować swoją mózgownicę piwem, by nie pacnąć teściowej widelcem.
Ta to ma moc wkurzania. Nie usłyszy dobrze i już ma swoją wersję. Wymiękam.
- W telewizji słyszałam jak mówią, że na komunie to lodówki kupują ...
- Teraz  o komuniach mówili? Co ty mówisz. Mówili o kupowaniu prezentów dla nauczycieli na koniec roku szkolnego. Znowu nie dosłyszysz i gadasz. A swoją droga po co dziecku lodówka? To nielogiczne, nie sądzisz?!
- Może jest tak jak mówisz, w połowie był dziennik i może nie dosłyszałam...
- Więc wymyślasz jak zwykle...

Dziennik! hahahaaha... Auć, matka kopnęła mnie pod stołem. Tą też mam ochotę pacnąć. Zabiłam ją wzrokiem. A potem obie zatkałam kiełbasą.
Długo to nie trwało ...
Teściowa zajęła się komentowaniem postępowania dzieci. Tak nie rób, zrób to, zrób tak - cała lista wskazówek dla wnuków.
W końcu nie wytrzymałam:
- Ale czy ty możesz przestać komentować to co dzieci robią?! Daj im spokój, niech się bawią jak chcą!
- Ale przecież trzeba coś mówić.
- Właśnie ze nie trzeba gadać, możesz czasami zamilknąć. Słyszysz jak szpak śpiewa?!
 - Szpak?

- No właśnie ...

No tak, trzeba gadać. Jasne, nieważne co byleby by gadać. A ona jest w tym mistrzynią.
Ble, bla, ble ....Poszłam z dzieciakami kopać piłkę przez ogrodzenie. Raczej jako pomagacz, donosiciel piłek, bo dwa kopnięcia pokazały mi, że nie mam co z nogą szaleć.

Świat dzieci jest zabawniejszy od świata dorosłych.














Brak komentarzy:

Prześlij komentarz