wtorek, 25 czerwca 2013

zamet duszy





Zrobił się ze mnie paskudus marudus. Pada deszcz i pada mi na łeb. Jakby słońce świeciło to też by mi mózg wypaliło.
Dziwne uczucie - strach. Dopadają mnie bezimienne lęki. Schowałam się przed nimi za szmatą. Zaczęłam sprzątać. I myśleć. Cholera, o co w tym życiu chodzi tak naprawdę?!
Ooooo znalazłam książki zapomniane ....hm, ciekawe ...
Więc kurde co z tym lajfem cholernym?!
By fajnie życie przeżyć?!
By rozbudować dusze tak by stała się perełką w szkatułce Boga?
Jakoś tak, nie wiem ....
By być szczęśliwym?!
No bo skoro już się jest.
E, wszystko bezsensu.
Nie wymyśliłam nic.
Nawet tego- dlaczego wszystko poplątało mi się.
Kiedyś -praca, rodzinka, wypady.
A teraz?!
Zwieszenie, wszędzie zawiecha.
Same niewiadome bez możliwości i szans rozwiązania równania.Żeby choć jedna dana była.
Są nawet trzy: córka, syn, T.
Najważniejsze, ale....
Cholera boję się o nogę. A jak znowu będzie coś. I coś . I coś .
Chcę wyjechać.
Chcę by to się wszystko skończyło.
Zamknąć te drzwi.
Wyłączyłam myślenie.
Lęki pozostały.
Dzwoniący telefon napawa mnie odruchem wymiotnym.
Dzwonek u drzwi też.
Jak mam  iść gdzieś to nogi stają się jak z betonu.
Zakopałabym się najchętniej pod kołdrą i przestała istnieć.
Dopada mnie dół choć staram się negatywnym uczuciom uciec.
Zagłuszyć śmiechem podczas zabawy z dziećmi.
Zbić kostką podczas gry.
Ale ten strach wciąż kurczowo trzyma się mnie. Nie chce odejść.
Huśtawka emocjonalna rozrywa mnie.Tu warczę, milczę, jestem sobą. I znowu jazda w dół.
Niektorzy grożą, że mi tyłek skopią.
Włącznie z matką i z T.


W czasie sprzątania odkryłam masę albumów.
Wciąż są bez zdjęć.
Miałam powybierać spośród setek zdjęć te najlepsze fotki, najważniejsze. Rozlazło się.
Oprócz fot miały być bilety wstępu - do muzeów, parków, wystaw itp. Kronika rodzinna.
Ludzie powiadają, że nigdy na nic nie jest za późno.
Nie chce mi się.
Nic.
Myślę, że brakuje mi planów i wizji na przyszłość i to dryfowanie w morzu niepewności kołysze mnie aż do odruchów wymiotnych.

Musze odnaleźć się na nowo.
Dobry czas.









Kurde, normalnie mam mega wkurwa.
Normalnie wpadam w obojętność.
Nienormalnie rozwala mnie.

Za dużo tego....

Jedynie co mogę to podziękować Bogu za rodzinę.
To wielka rzecz mieć takie mega wsparcie.
To dzięki T nogi mi się nie rozjechały do szpagatu.
I nie skończę z kołkiem w tyłku!!!




7 komentarzy:

  1. Kurcze,tak sobie myślę...może spróbuj sobie wziąć jakieś krople ziołowe lub tabletki ziołowe na uspokojenie.Może Ci to pomoże?Ziołowe nie psują żołądka,a mogą troszkę pomóc.

    Brakuje mi tamtej Arte,co wtedy,kiedy Cię poznałam.Teraz mnie trochę przerażasz:(

    zagubiona

    OdpowiedzUsuń
  2. Walczę, wrócę, nie dam się.... są dni takie i takie .sama siebie wkurzam normalnie..

    Zawsze luz a teraz struś - zakopuję się w piachu marudzenia.

    Jakiś obłed .....

    Ale za to jakie pólki uporządkowane!!!

    Chyba musze wyjechac......

    OdpowiedzUsuń
  3. kurczę , ale o prochach myślałam, ale lekarz( rodzinny my the best!) powiedział mi, że mam wziąć dupę w troki a nie...

    może 5 melis do kubka?! hm?

    OdpowiedzUsuń
  4. dokładnie dupę w troki a nie prochy masz wsparcie więc korzystaj :)

    OdpowiedzUsuń
  5. i to mam wielkie aczkolwiek czasami to ......idzie sie w tunel ciemny i tyle - siła wyższa,i z tej drogi nie oderwie nikt .... T ostatnio chciał mnie spakować wysłać Bóg wie gdzie by mnie rozebrali oczyścili przeprogramowali i żebym wróciła do siebie bo normalnie mnie pacnie i tyle

    OdpowiedzUsuń
  6. Zagubiona, zmroził mnie Twój wpis i otrzeźwiał......

    Tym bardziej - że Twój odbiór, Twoje zdanie nie było odosobnione.
    Nie mniej dziękuję.

    Wczoraj znowu złamało mnie, gdzieś wieczorem. Nie będę pisać. Będę morderczynią -zabiję w sobie co beeeee

    To już końcówka horroru - bedzie dobrze. Musi być!
    Dzięki jeszcze raz :)

    Teraz mam tylko sernik w głowie :PPPPPPP

    OdpowiedzUsuń