środa, 26 czerwca 2013

o pogiętości

Wkurzyłam się na swoje włosy. Grzywka jak dach spadzisty domu góralskiego. Obłęd.
Czasami ją spinałam spinką i była to fryzurka ala cipofryzurka. Takie mega ulizanie, że aż sama z siebie się brechtałam.
Nie myśląc za długo, zamiast fryzjera wybrałam nożyczki i ciach, ciach, ciach. Hm? Ciach!
Jak se ucięłam włosięta to paczam i paczam w to lustro i nie wierzę, a tu patrzy na mnie chłopiec z plakatu,
a raczej ten od zaczarowanego ołówka!!!!!!

on ma chociaż ją równo przyciętą, jak od ołowka

 Mówiąc krótko: - to nie był dobry pomysł!!!!
Załamka.
I ja mam wyjśc na ulice?!
No way!!!!!!!
Jednak musiałam wyjść  do sklepu i co?
I oczywiście musiałam napatoczyć się na swoja fryzjerkę, widzianą ostatnio w grudniu!!!!
Jak pech to pech. Nie miałam jak uciec przed wzrokiem profesjonalistki.

-O pani zapuszcza włosy?! I chyba sama pani grzywkę przycięła?

- Ehe, jutro do pani wpadnę -
widziałam ten wzrok...."co za kosmos a nie grzywka!"

- Tak będzie najlepiej....





Deszcz zmoczył przebiegłe moje plany, by matkę wysłać do przedszkola po dzieciaki. Pojechałam zatem sama. Dzizas, z tym fryzem......
Dzieciaki się ubierają, a ja sobie paplam to z jedną matką to z jakimś ojcem. Zapakowałam Młodych do auta i pojechaliśmy do domu.
Wysiadka na parkingu i .........AAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!!!!!!!!!! nie obiłam karty elektronicznej wyjścia!!!! A Kurczęta moje się rozbiegły....
Pozbierałam, wpakowałam z powrotem do auta i pojechaliśmy jeszcze raz do przedszkola.

Głowę kiedyś zgubię, ale dzieci nie zgubię. Sama nie dadzą się. Albo łapią mnie za rękę tudzież nogę albo w akcie desperacji, gdy odległość jest za duża, a ręka za krótka drą się:
- MAAAAAAAAAAAAAMOOOOOOOOOOOOOOOO!!!!!
i biegną jak po złoto olimpijskie.
A w nocy, po ich krzyku, spadają gwiazdy z nieba :P

Roztrzepanie. W sumie T jest też nie lepszy. Wczoraj zapytał się co na obiad.
- Co mnie to? Rób co chcesz.......- warknęłam i zaszyłam się w porządkowaniu książek.
- Ty jakaś pogięta jesteś ostatnio, wiesz?! - rzucił słowem i znikł z horyzontu.
I dobrze, nie dostał książką.
Trzask lodówki, wzdychniecie, komp - po pół godzinie woła:
- Obiad gotowy!!!
Zapiekankę zrobił.
- Hm nie miały tu być pieczarki? - zapytałam, bo wcześniej luknęłam w kompa podglądając co też chłop planuje.
- Ty robisz sałatkę z tuńczyka bez tuńczyka to ja mogę robić zapiekankę bez pieczarek.
- Aha, no dobra.

Dzisiaj wieczorem dalsza część czytania Drobno ustrojów. Książkę, którą znalazłam na półce, o której przypomniała mi  Kumpela :).

Ja nie wyrabiam przy tej książce.

Ale Syn mówi :
- Czytaj. 
To czytam.




"Drobne ustroje" to zbiór krótkich opowiadań o warszawskiej rodzinie z tamtych czasów. Komizm odrobinę wywietrzał, natomiast niewątpliwą atrakcję stanowią ciekawostki obyczajowe. Gruszka to atrakcyjny deser, którym szantażuje się dzieci, żeby zjadły zupę. Remanent polega na tym, że trzy sprzedawczynie siedzą na ladach i robią sobie manicure. Mieszkańcy stolicy trzymają w piwnicach świnie, króliki i kury. Posiadanie psa uznawane jest za ekstrawagancję i marnotrawstwo. W Polsce nie ma Katowic, jest Stalingorod. Jedni obchodzą Gwiazdkę, inni Nowy Rok. Choć autorka pokazuje tamte czasy w śmiesznym zwierciadle, czytanie o nich niekiedy budzi dreszcz. Życie chłopców nie ogranicza się wyłącznie do przedszkola. Odwiedzamy ich również w domowych pieleszach. W rodzinie Janka i Andrzejka każdy ma ściśle określone obowiązki. Gros zadań przypada na mamusię. Wszelkie zmiany wywołują panikę: "- A kto ugotuje obiad? - Tatuś. Tatuś spojrzał wzrokiem przerażonym."[4] Ojciec jest natomiast strażnikiem ideologicznego płomienia w domowym ognisku. Do znudzenia czyta potomstwu "Baśnie narodów Związku Radzieckiego" i książeczkę o koziołku, co wpadł do studni w pegeerze, a potem go wyciągali zetempowcy, choć chłopcy domagają się "Kaczki Dziwaczki". To nie zmienia faktu, że Janek i Andrzejek zadają czasem kłopotliwe pytania: "Mama, czy przed wojną było niebo?"[5], a poza tym nie wszystko daje się wyjaśnić szkiełkiem, okiem i zgęszczonym powietrzem. Metody wychowania znacznie różnią się od aktualnie obowiązujących trendów. Progenitura jest bardziej samodzielna, nikt się z nią nie pieści. Już przedszkolaki wysyłane są na kolonie, nawet nad morze, na których obowiązuje zakaz odwiedzin przez rodziców. Nie zmienia to faktu, że niejaka pani Buraczkowska pojechała tam potajemnie, cały dzień siedziała w krzakach i obserwowała swoją pociechę. "Drobne ustroje" nie są bynajmniej hymnem o macierzyństwie lub tacierzyństwie. Ojciec Janka przytacza francuskie przysłowie: "pierwszą połowę życia marnują człowiekowi rodzice, a drugą - dzieci"


http://lekturylirael.blogspot.com/2011/10/peerelowski-mikoajek-raczej-dla.html




Nie, no muszę iść do fryzjera, bo jak nie daj co, tfu, tfu, tfu, położą mnie w łóżeczku szpitalnym to będę wyglądać obłędnie. Tylko koszuli nocnej będzie brakować do wyglądu rasowej wariatki ....



Czekolada i lody na takie coś to za mało.
Dobrze, ze mam orzeszki .........







4 komentarze:

  1. hhahahaha nieźle musisz wyglądać z tą grzywką żal że nie widzę :D

    OdpowiedzUsuń
  2. weź, wyglądam jak Pizdencja IV - tylko gluta brakuje w nosie i śliny cieknącej z lewego kącika ust........grrrr.o mało co nie wzięlam maszynki i na łysą nie ścięłam się....ale se mysle mała łysa głowka do takiego zadu?! no way

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja też sobie czasem sama grzywkę podcinałam,ale już tego nie robię:)Ale z kolei fryzjerom też już zaufać się boję."Jak żyć Panie...":)

    zagubiona

    OdpowiedzUsuń