piątek, 28 czerwca 2013

codziennik ik k




- A wiesz jak nazywa się kapitan legionów?

- Eeeee .... - syn zawisł, a czochranko po głowie nie oświeciło go jakoś.
- Kapitam Rex!
- No, no to coś mi mówi...
- A wiesz, ze on stracił rękę w ostatniej bitwie?
- Nie widziałem tego .......- ten smutek w głosie syna mnie rozwalił, jaka przeżywka, ja nie mogę.
- Bo tego nie było ja cię kantuję a wiesz co to znaczy, ze cie oszukuje. Wiesz ja chodzę już do drugiej klasy to wiele wiem - odparł nowy kumpel syna. Z dumą. Druga klasy w końcu brzmi dumnie.
-To ja cie okantuje piłką! - wtrącił się M w rozmowę.
- Hahahahahaha - chłopaki roześmiali się razem i nagle zapadła cisza.
Zanim się obejrzałam chłopaków nie było. Bieg, płot, nie ma.
No to fajnie.
"Smycz" została mi w ręku. Coraz większa niezależność syna. I dobrze. Lepsze latanie niż trzymanie się spódnicy.
Jak się pojawili to trudno było ich nie zauważyć. Śpiewali cudowną piosenkę wakacyjną -Hymn Polski.
I jak się kłócili o zwrotki. Normalnie pierwszy sparing "yntelektualystuf". Ha, ha, ha ....
A Młoda sobie sama latała - huśtawka, zjeżdżalnia. Sama sobie  radzi, bez - Mamo, mamo to, mamo tamto ....
Cudowny czas wyciągania nóg na ławce.
Ale i tak pograłam z Młodą w piłkę. I pohuśtałyśmy się razem. Wciąz nie mogę się powstrzymać, by nie zeskoczyć- i tym razem skoczyłam w dal.
Cudowne jest dzieciństwo.
Oby i takie było moich dzieci.
Spędzanie czasu z dzieckiem jest czasem bezcennym. Ale dziecku trzeba dać czas i na nudę. Bo nuda bywa impulsem do własnej kreatywności.
I niech idą w towarzystwo dzieciaków- lepszej szkoły życia nigdzie nie dostaną niż na podwórku.
Zabrałam towarzycho na kosza. To jest to co lubię. Tylko kolano psuło cała zabawę. Ale...co tam. Mam z kim grać i to jest super.


Wieczorem wpadło towarzycho. I był git wieczór.
-Ale co dalej tak gotujesz czy już znormalniałaś?!
- A co Arte gotowała?
- No tak, wpadam do niej a tu sałatki, kurczak. Patrz nawet pranie ma powieszone.Sama powiesiłaś?
I chichot. He, he, he śmieszne ...
- Znormalniałam, znormalniałam ....chyba ......nie wiem ......
- Wiesz, ze Ty jesteś jakaś inna, i nigdy nie wiadomo co zrobisz, i zawsze miałaś wszystko w dupie. Wiesz? A teraz co?
- ZOMO -odparowałam zdziwiona, że ludzie odbierają mnie jako luzarę i w ogóle...ja jakoś o sobie nie myślę jakoś tak fajnie ....na szczęście "zeszły" ze mnie:
- A moja córka kończy roczek!
- O!
- To za zdrowie Izy, niech rośnie wam zdrowo.
- Powoli zaczyna sama chodzić!
- Rewela. hahaha to jak zacznie biegać to dopiero będzie.
- Jedziemy nad jezioro?
- Noooo. Ej tam domek można wynająć i się złoimy po mazursku co?!
- Ale z dzieciakami jedziemy?
- Jasne, że z nimi. Niech się wypluskają. co tu robić mają? 
- A Czechy i jaskinie, kiedy?!
- A my byliśmy w ten poniedziałek po górkach pochodzić, ale lało....

Wieczór był zacnym wieczorem. Piwo się lało, z siebie się lało, rozmawiało.
Naszły i też refleksje. Tak po którymś szkle.
Kiedyś nasi rodzice robili imprezki. Były imieniny to kupowało się goździka, flaszkę i wpadało się bez zapowiedzi. W mieszkaniu był tłum cioć i wujków. Pili do rana, bo godzina milicyjna była. Naczochrani wracali z dzieciakami taksówką albo na piechotę. Nie było afer.
A teraz?
Teraz ludzie budują wokół swoich domostw mury.
Nikt do drzwi nie dzwoni spontanicznie.
Ludzie mają więcej znajomych w internecie niż w realu.
A realnego świata nic nie zastąpi.
Tyle, że w necie można się kreować -drętwi nagle stają się duszą towarzystwa, towarzyscy-milczą, normalni-nienormalni, nienormalni chcą być normalni- każdy jest tym kim chce być. Taka gra. W podróbę. W bycie sobą. Dżungla.
Przypominają mi się słowa Margaret Thatcher:
Z byciem ważnym jest jak z byciem damą. Jeśli musisz mówić ludziom, że jesteś ważny, to znaczy, że nie jesteś.
Więc zamilknę lepiej, niech inni mówią jak kocha ich świat. Albo ja to powiem, co mi tam. Ha, ha, ha ....


Co by tu nie mówić -siła człowieka  tkwi w ludziach. Nieważne, gdzie oni są - są podparciem.
A skoro takie czasy są to trzeba iść z duchem czasu.
Wiele fajnych ludzi poznałam dzięki netowi. W realu nasze drogi nigdy by się nie zeszły.
Aczkolwiek mam nadzieję, że kiedyś na "te pięć minut" zejdą się....

Od kumpeli dostałam książkę. Z dedykacją bezcenną.

Muszę sms puścić dziewczynom, bo lodówkę znowu trzeba z browarków ogołocić.
Bo są takie chwile dla których warto żyć ...hahahaha.
Wyczochrać po głowie "babole" w podziękowaniu za to, że są.
Bo warto ludziom mówić dobre rzeczy,a przynajmniej czasami - dziękuję.
Co też czynię: dziękuję za wszystko.
Bez was byłabym niczym.
Ha, ha, ha ....













Brak komentarzy:

Prześlij komentarz