środa, 26 czerwca 2013

bo plan musi być







Rano dzieciaki znowu wstały bez zapału. Ostatnie dni przedszkola i ostatnie resztki energii.
- Wstawaj Młoda!
- Nie jestem Młoda!
-To kim jesteś?
- Star Wars!!!

Rozmówki poranne trwały w najlepsze. Młoda miała fazę.
- Nie będę zakładać butów. Ty mi ubierz.
- Nie, zakładaj sama.
- Dlaczego?
- Bo jesteś duża
- Ty też jesteś duży!
- Młoda!!!!
- Jak mówię "nie" to znaczy "NIE"!

T się poddał, bo nie było czasu. Założył córce buty. Młoda z miną zwycięzcy pognała po torebkę. Była gotowa. Oto Kobieta!

Syn zaś nie dołożył żadnego słowa do porannego zamieszania. Milczący zakręcony cień śpiący na żywca. Tak się zakręcił, że zapomniał wziąć plecak z ręcznikiem i kąpielówkami. Dzisiaj dzieciaki idą na basen. Szedł bez zapału. Jak zwykle. Malkontent jeden. Taki wiek. Jakiś dziwny.
A w sobotę pewnie będę z nimi szła na basen, bo będą chcieli zjeżdżać, pływać i co tam jeszcze. I będę wysłuchiwać, ze pływanie to jednak kapitalna sprawa

Pojechaliśmy po wyniki. Z obojętnością. Będzie co ma być. Zero nastawienia na cokolwiek. Zasnęłam w aucie. Jak dziecko.

Patrzę, patrzę, hmmmm, ooooo. Uśmiech na twarzy. Nie są złe.
Nie wiem co to znaczy.

"Uszkodzenie śródłąkotkowe rogu tylnego łąkotki przyśrodkowej. Śladowa ilość płynu w zachyłku nadrzepkowym oraz w przedziale środkowym stawu kolanowego".
Reszta ok!!!!!





 Kolano to bardzo złożony staw. Bardziej niż stawy rybne. Tam wiadomo co jest - ryby, a kolano to raczej ocean.




Hm, główka zaczęła pracować. Mózgownica jest jak komp - wystarczy trochę danych i zaczyna się proces przetwarzania. Na własną modlę.

Czyli co? - wyrównać pilnikiem, odessać płyn, rower, może prochy na coś tam, wspomagające - kolano gotowe. Hm.... 2 tygodnie, powrót do pracy. Wypowiedzenie. Wolność. Wypad wakacyjny. Kasa za kolano. Remont pokoju dziecięcego. Życie bez obciążeń. Jasne. Wolne. Własne.
Jak będzie? Nie wiem.
Jutro wizyta u ortopedy. Mam nadzieję, że wyjaśni mi wszytko.
Zabierze ból, odda zakres ruchowy.
Przywróci życie.

Kurczę, tak sobie myślę, wolę siedzieć w dole wiedząc, że jest to dół i szukać drabiny, nory, by wyjść, uciec.
Wolę dół  niż żyć w zawieszeniu, na obłokach niepewności - strach zrobić jakikolwiek krok, by nie rozwalić się jak tupolew.
Choć gdybym miała skrzydła to co mi tam, gdzie jestem. Ale aniołem nie jestem. Oj nie.
Człowiek nogi ma i to dwie, więc potrzebuje podłoża, by móc iść.

Odpaliłam kompa. Zrobiłam kawę. Napiłam się kawy. Piję, krzywię się, piję, krzywię się, pije, ale jestem twarda. Co to za kawa? myślę sobie, krzywię się i łyk. Onet i kawa i czekolada na zabicie smaku kawy. Kurde, naprawdę paskudna! Co to jest?! O! BLEEEEEEEEE!!!!!

O Związki Zawodowe w końcu może zrobią rozpierduchę. To dobrze. Jak komuniści przesadzali ludzie zbratali się w Solidarności. Teraz Tusk robi sobie co chce i wciąż cisza. Dajemy się rolować na maksa. Czas z tym skończyć. Ludu na barykady!!!

Kurde, czemu nie popatrzymy w stronę Islandii. Mieli dół. Wylali się na Unię i wszystkie inne kumoterstwa bankowo-przemysłowe. Postawili na siebie. I psze. I git jest. Weszłam na portal z pracą. Po rusku. O, uff jest polski.

http://www.eures.praca.gov.pl/zal/warunki_zycia/islandia/zycie_i_praca_w_islandii.pdf

https://ec.europa.eu/eures/

To przez kawę
Tfu, !!!
Fujasta jak nic. W połowie kubka wymiękłam.
Poszłam do kuchni wylać to coś i wtedy doznałam olśnienia!!!!
Rzuciłam się na czajnik elektryczny, niuch nosem, niuch-  No tak!!!!

Zadzwoniłam do T.
- Hasło: czajnik,  mówi ci to coś?!
 - Nooo, odstawiłem z kuchenki na miejsce w obawie ze podpalę pod czajnikiem gaz, a co?!
- I nie myłeś go, co?
- Nie, a co?!
- A nic. Właśnie sobie zrobiłam kawę z octem!!!!
- Uuuuuuhahahahaha

Czajnik został zapomniany do dziś- kiedy zrobiłam sobie kawę z octem.
Nie polecam. Zdecydowanie nie polecam.
Chociaż niektóre kobiety sięgają po ocet by schudnąć. Ale tak działa chyba ocet jabłkowy.

http://www.zeberka.pl/art.php?id=6951



Otworzyłam kalendarz. Dość motania się. Z głowy zrzuciłam balast pamięci. Jest tego trochę.
Nadal obserwujemy gulkę w buzi Młodej. Nie rośnie. Jest dobrze. Wizyta dentystyczna -lipiec.

Komisja lekarska w sprawie nogi syna - zapisana. Dostanie kasę za cierpienia. Niech ma. Zapisać - laryngolog - Koniecznie.

Moje terminy - bla , bla bla bla. ........bla.
Bla. Tu zadzwonić, tam być, napisać, zrobić. Bla, bla, bla...
Wrzesień - joga, angielski. 
A co tam.
Jak chce się być kwiatem to trzeba rozwijać się.


Grunt to mieć plan.
Choć spontan to kapitalna rzecz.
Ale nie we wszystkich aspektach życia.
Plan musi być. I koniec.
Bo plan to miska życia, spontan to sałatka a Towarzycho jak sos.
A los miesza! :)


O! :)







Tyle, ze serce nie złamane. Na szczęście.
Jeszcze by mi do tego korowodu rozwodu brakowało!
A jednak zawsze może być gorzej, więc może lepiej cieszyć się tym co jest?!

Ta huśtawka doprowadza mnie ......grrrrrrr.....ech....



2 komentarze: