sobota, 15 czerwca 2013

festyn po zębie

Rano było małe zamieszanie. Dzieciom wybitnie nie chciało wyłazić się z piżam. Najchętniej leżałyby na mnie w moim wyrku prowokując do wygłupów.
- A ja nie chcę iść na ten głupi festyn - syn włączył marudzenie.
Siostra mu w tym towarzyszyła, bo przecież jak może być inaczej?. Co brat to i ona.
W końcu wcisnęli się w ubranka. Syn poszedł umyć zęby  i było po ubranku.
- Kurde! czy nie możesz uważać?
- Zawsze tak robię! Mówiłem ...
- Wcale nie zawsze.! Nie mogłeś zdjąć koszulkę?! SZLAG!
Wycieranie plam, prasowanie, jakoś się udało, ale czas poleciał nieubłaganie do przodu.
W końcu  wpakowaliśmy się do auta. Kierunek Festyn Przedszkolny. Zajechaliśmy pod teściów.
-Patrz ile komarów! - krzyknęła córa wskazując czereśnie.
-O cholera to osy czy pszczoły? - spytałam przerażona widząc ten rój.
Wysiedliśmy. Normalnie zrobiły sobie gniazdo czy co? One tak się zbiły w gromadkę?
- Będę dzwonić chyba na straż pożarną, niech to zabiorą  - stwierdził T.

rój pszczół - odleciał, sobie ufffff



Występy dzieciaków były rozwalające. Naprawdę można paść ze śmiechu widząc tańczące maluchy. Urocze.
Córa dała radę. Zamiast tańczyć zajęła się swoim nosem. Wykopała coś, bo z podziwem oglądała swoje paluszki, po czym wtarła ręce w trawę.Kozy z nosa, nogom lżej -   można tańczyć. Po występach grupa wróciła na kocyk, a Młoda hycnęła na kolana pani. Pieszczocha jakich mało normalnie. A potem do pani ustawiła się kolejka.
Syn też tańczył ze swoją grupą. Poważny, skoncentrowany, aż śmieszny. Fajnie widzieć swoje maluchy w takich aranżacjach.
Ponadto Starszy zajął X miejsce w zbieraniu makulatury. Otrzymał dyplom oraz nagrodę.




Dzieciaki bawiły się na swój sposób ale były tez konkurencje dla rodziców i dzieci. Zabawa była przednia. Syn biegał z kumplami, a Młoda zakopała się w piaskownicy. My zasiedliśmy w na kocyku ze znajomymi.
- Co robicie wieczorem? 
- Flaszka? - odpowiedziałam kumpeli.
- Hahahahaha, a tym razem co się stało?
- A ZUS, rezo, nie wiem co jeszcze. A i 40cha, kurde, jakby mi było mało
- A pieprz ich, najwyżej będziesz się sądzić.
- Jasne, bo chce mi się.....
- To zdzwonimy się później i może coś łykniemy.
- Wypadałoby w końcu.

I nagłe ziemia osunęła się pod moimi nogami. Ząb zgniótł w rękach bólu moja czaszkę i sobie nią podrzucał. Zwinęło mnie normalnie. Najnormalniej w świecie przestałam czuć ból w kolanie. Tak mi głowę urywało. Ból zęba promieniował, wbijał się w mózg, rolował, skakał, zatykał oczy, uszy, zagłuszał, powalał. Rwał ryja, kawałek po kawałku.
Zakotwiczyliśmy na chwilę u teściów, a T poleciał po tabletki przeciwbólowe. W między czasie zadzwoniłam do dentystki. Może mnie przyjmie jutro po południu, jakby nie przeszło to jest pogotowie bólowe.
- Zostaw dla brata coś - teściowa zaczęła instruować Młodą, która piła jedyny jogurt pitny.
- Niech pije ile chce - zareagował szybko Starszy - Młoda pij, jak masz ochotę, nic nie szkodzi.
- Widzisz? Zostaw dzieci w spokoju. wiedzą co mają robić! A nie - odwiecznie komentarze -no warknęłam, bo po co taki tekst? Starszy chce to niech Młodej pilnuje, a nie.
- To co jedziemy? Bo babka w aptece powiedziała, że jak to jest zapalenie to prochy nie pomogą,
A przejść nie chciało ani trochę.
Zostawiliśmy więc dzieciaki pod opieką dziadków i mojej matki. Pojechaliśmy na pogotowie dentystyczne.
Zamknięte. Trzeba dzwonić.
- Proszę być o 20.00
- Tyle czasu?! Ja zwariuję!
T podrzucił mnie pod dom. Łyknęłam jeszcze trzy tabletki. zaszyłam się  w łóżku. Przestałam istnieć.
Obudził mnie telefon.
- I co tam? Żyjesz?
- Nie, wzięłam 4 prochy, i czekam na wizytę u dentysty.
- To nie idziesz na plac zabaw?
- No co ty, bez szans. Życie wróci do mnie po dwudziestej. Zadzwonię
- Dobra. To na razie.

- Ile wzięłaś tych tabletek - T wszedł do sypialni. Nawet nie słyszałam, kiedy wrócili
-Cztery
- Chcesz się zabić? Trzy na dobę można wsiąść! Czytałaś ulotkę?
- Nie, ale zasnęłam, a jedna w tą czy w tamtą, daj spokój.

Dzieciaki rzuciły się na owoce. Melon, arbuz -ich ulubione. Został jeden kawałek i dylemat - czyj?

- Mam pomysł - zaczęła Młoda - Ty zjesz, tato dokroi i jak zostanie jeden kawałek to będzie mój. Dobra?
- Dobra.
I po co się wtrącać skoro nie ma problemu?!
Dzieci potrafią same rozwiązywać swoje sprawy.


Na pogotowiu dentystycznym stomatolog stwierdziła zapalenie. Przypisała antybiotyk.
I po zimnym piwie mym, buuuuuuuuu.

Hm, czekam na dalsze niespodzianki, po prostu.










Brak komentarzy:

Prześlij komentarz