poniedziałek, 10 czerwca 2013

jedziesz? nie graj

Jechaliśmy do zoo. Pięć minut jazdy wystarczyło, by syn jęknął:
- Nuuuudzę się.
Wiec wyciągnęłam telefon:
- Masz, graj.
- Nie dawaj mu.
- Iiii tam. Tylko trzymaj dobrze.
Syn wpadł w "ptaki" mordując świnie.Muza mogła dalej płynąć bez zakłóceń. Młoda z kolei odpływała w sen, była jakaś niedospana, choć oboje spali do 9.00.
Minęło jakieś 10 minut.
- Niedobrze mi.
- To od gierki. Oddaj telefon mamie. Mówiłem ci nie dawaj.
- Bo co? Teraz wie jaki to zamulacz. Lepiej, żeby teraz wiedział niż miało go zamulić na trasie.
- Hahahaha, to fakt.

Syn siedzi cicho. Przymuliło faceta ostro.
Nagle przemówił:
- To ta reklama z tabletami na wakacje dla dzieci jest bezsensu.
- Dlaczego?
- Zarzygać się można od tego. I bolą oczy.

Hehehehe .....

Pewnie długo będzie pamiętał, tak jak pamięta o pasach, jak pamięta o coli.

Na poprawinach syn chciał pić tylko colę i colę. Prosiliśmy:
 -nie pij, bo będzie ci niedobrze.
tym bardziej, że gazowanego nie pije w ogóle. Mogliśmy mówić. Ale człowiek uczy się najlepiej na swoich błędach, choć te błędy nieraz drogo go kosztują.
Pod wieczór Starszy poczuł się niby jakiś zmęczony. Zasnął przy nas za stołem. Chcieliśmy wyjść. Nie zdążyliśmy. Syn podniósł głowę i puścił pawia iście weselnego.
Potem pilnowaliśmy syna z miską przy łóżku.
Od tamtej pory nawet łyka nie weźmie.
Poprawiny poprawiły myślenie Starszego.







3 komentarze:

  1. Muszę sobie to zapisać, żeby wiedzieć jak dzieci oduczać od pewnych przyjemności ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. :)))))) taktyka prosta -pozwól na maksa, a do zarzygania jeden krok :))))

    OdpowiedzUsuń