piątek, 31 maja 2013

wino za drzwiami

Wczoraj rodzinnie obejrzeliśmy Gnomeo i Julię. W końcu obejrzeliśmy! Za pierwszym razem, jak chcieliśmy obejrzeć,  syn tak się wystraszył krasnala spadającego, że wyrwał sobie zęba! :)
 Młodą porwała piosenka i było tylko:
- Puście mi jeszcze! 
https://www.youtube.com/watch?v=hJHDiw1COL0 - w polskiej wersji brzmi lepiej :P.


Potem zażyczyłam sobie konkret  - nie jakąś komedyjkę romantyczną https://www.youtube.com/watch?v=XpkN4CbxYYg, o nie. To nie dla mnie. Oglądałam i jakoś ....eeeeee tam. Mało mięsne.
Zachciało mi się krwi! A co mi tam. Podobno palce w filmie maczał Tarantino, więc nie było innej opcji jak zasiąść i obejrzeć Człowieka o żelaznych pięściach  https://www.youtube.com/watch?v=iKdV9ZMWKSo  po prostu - Chiny, walka, krew, bezsensowna przemoc. I latanie mega.



Dzisiaj córkę dorwał kaszel. Zwymiotowała. Ten poranny kaszel zamienił się w jakiś koszmar. Kupiliśmy syrop, tabletki, robiliśmy inhalację. Nic nie pomagało. Czuję się bezbronna  w takich chwilach. Lody też były, na zamrożenie wszystkiego.

- Martwię się o ciebie - wyszeptałam w uszko Młodej przytulając mocno
- A ja o ciebie - wyszeptała obejmując swoimi rączkami. 

Kochanie małe.
Jest wieczór i Łobuziara nie kaszle. Ufff....... Na szczęście przeszło, chyba. Mamy taką nadzieję.
A gucio ....szlag. Ale nie jest źle. W razie czego będziemy wzywać lekarza. Ale póki co - spokój. Zaciskam kciuki i dmucham, by odpuściło. Dziwne to jakieś. Bez gorączki. I smarów.

A syn przelatał cały dzień na podwórku. Z kumplem. Od rana pędził na jednej parówce. Nie będzie jadł i gucio. Po 17.00 zgłodniał, skubnął, poleciał. No król anoreksji będzie jak nic. Słodyczy też nie tknął, sam z siebie.
- Bo nie jadłem obiadu
Przynajmniej choć tego się trzyma. Ma facet zasady.


Wojna Klonów opanowała syna.

- Młoda będziesz Księżniczką Leią, dobra?!

 Zadzwonili znajomi. 

- To jedziemy?
- Pogoda do dupy. Dzisiaj chcieliśmy wyskoczyć do zoo i spękaliśmy.
- Nie poznaję, od kiedy pogoda ci przeszkadza?!
- Eeeeeee....
- Dobra jutro się widzimy, koncert, piwo, pogadamy.


T też stawia na nogi. Nawet mi prezent kupił. Cieszę się, a syn jeszcze bardziej.
Kurde, odchylam drzwi od kuchni. 10-letnie wino tam czai się.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz