sobota, 1 czerwca 2013

sanatorium


sanatoirum 



Sanatorium zamieniało się wraz z upływającym czasem w pobyt kolonijny. Naprawdę. Tu zabiegi, a potem nuda zalewana alkoholem. Przez niektórych. Rozmowy, książki, spacery .....Poznałam mnóstwo ludzi. Właściwie z turnusu wszystkich. No bo ja tak mam - gadam. Choć zaprzeczam.
Odgrażano mi się "zielona nocą". Po kolacji taka gadka "strachy na lachy" i smsami. Normalnie wieczorową porą zamieniłam się w powietrze co by nie kusić. Rano, w ostatni poranek wstałam i wleciałam do kumpli stukając w drzwi:
- Policja !!!Otwierać!!!
Naprawdę mam głos i potrafię huknąć.
Cisza.
Otworzyły się drzwi obok.
- Arte! Zbaraniałaś? - i brecht.
- Cicho! Dadzą się nabrać.
Za drzwiami cisza nadal.. Znowu z pięści przywaliłam drąc się:
 - Policja!!! Otwierać drzwi!!!! Natychmiast!!!!
Kolejne drzwi się otworzyły. Brecht. Pokazuję gestem - CISZA!!!
W końcu otworzyły się drzwi kumpli. Koleś stał w  samych spodniach. Zakrwawiony.
- Kurwa Arte!!! Przestaszyłem się!!! - ale jaka ulga w głosie!
Śmiechem walnął cały korytarz. Facet się golił i żyletka zeszła ........ups.......przestraszył się.
Najlepszy kawał czyj? Mój.
Nastąpił dzień wyjazdu - nie mieli szans na spłacenie długu.

Obiad. Siedzę przy stoliku z Basią. Basia po udarze mózgu. Opowiedziała mi o wieczorze. Walnęłam śmiechem. Ja się śmiałam a stołówka milczała. Poważnie. Wyłapałam cisze i że ktoś uderzył widelcem o nóż. Trwało to chwilę. A nawet dłużej.
Kumpela z pokoju:
 - Słyszałaś ten śmiech na obiedzie? 
- Nie, bo się śmiałam.
Teraz nie jest mi do śmiechu. Mam zawiechę.  I niechęć do gadania. Ech......

Pewnego wieczoru przychodzę na kolację a przy stoliku siedzi babka. Starsza. Okazało się, ze ma 97 lat. Przyjechała sama
 - Może jakiegoś pana poznam? W końcu nie jestem taka stara!
Rozwalała nas poczuciem humoru, siłą i duchem.
Ja też tak chcę.
Rewelacja.
I nie wyglądała na wampira. Wręcz przeciwnie.

Sanatorium postawiło mnie na nogi. Psychicznie. Nie wiedziałam, że aż tak padłam na ryj.
Teraz znowu ryję.
Babe - świnka z klasą, normalnie.

Człowiek nie docenia tego co ma. Warto się zatem cieszyć chwilą. Daną chwilą. Bo za rogiem może nie być nic. Dlatego warto spacerować, delektować się, nie biec.
Jeden krok potrafi zmienić wszystko.
Ale stać w miejscu też nie warto.
Życie jest sztuką akrobatyki na linie.
- Nie ma co się spuszczać - jak mawia T. I pewnie ma rację.
:D
:p

Bo żeby się puścić i nie cierpieć to trzeba wiedzieć gdzie! :D
Zycie jak pajęcza sieć.
Pomyślcie nad tym.







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz