piątek, 10 maja 2013

sanatorium

c.d. sanatorium ...



W jakimś dziwnym splocie wydarzeń poznałam Jasia. Jaś kocha swoje dorosłe dzieci. Żony już nie. Żona  na kolejną rocznice ślubu przywiozła mu w prezencie mężczyznę. Spakowała się i odeszła. Mężczyzna śmiertelnie zachorował, żona płacze, Jaś płakać nie przestał.
Jaś zaczął latać. Ta pasja trzyma go przy życiu. Lot samolocikiem nad górami, któż by nie chciał? Ja chciałam. Dałam Jasiowi telefon, by zadzwonił po operacji. On tak zarabia na życie, ja chcę polatać. Czysta, jasna transakcja.
- Zaproszę cie z całą rodziną.
-Super! Inaczej nie jadę. - odpowiedziałam z uśmiechem.
- Słuchałem twoich słów. Inni mówili o imprezach, a ty o dzieciach, mężu. Ujmujące.
-Cóż nudna jestem i tyle. To mój świat, za którym tęsknię ...
- Ja też. Kocham swoje córki najbardziej na świecie.
Jasiu  w rozmowie przyznał, ze nie był w parku, nie widział krajobrazu. Zdziwiłam się:
- Naprawdę? Nie wierzę!
- A jednak, nie miałem potrzeby. Ani towarzystwa.
Czasami lubię zbawiać świat. Podjęłam się i tej misji. Wyciągnęłam Jasia na spacer. W końcu fajnie nam się rozmawiało pomimo znaczącej różnicy wieku.Jaś urzeczony przyrodą deklamował wiersze. Śpiewał Okudżawę. Interesująca postać.
- Dziękuję ci mój aniele, czarny aniele za spacer.
- Nie ma Jasiu za co. Piękno trzeba zauważać, a nie chować się w ścianach pokoju.
- A wiesz, ze ja z ręki wróże? Chcesz?
- Ale zaskakujesz. Jeśli możesz to proszę ...

Na drugi dzień Jaś poprosił mnie o towarzystwo do restauracji. Na kawę. Między wizytą u fryzjera, a wyjściem na piwo miałam 2 godziny wolnego czasu. Poszliśmy. Lubie słuchać o lataniu. ale okazało się, ze ktoś odleciał ....I to  za bardzo ...
Kawa zamieniała się w  johnny walker'a. Piłam jasia wędrowniczka z Jasiem. Jaś grał na fortepianie. Grał Szopena. To nic, ze siedzące niedaleko dziewczyny szybko zjadły rosół i uciekły ze śmiechem. Ja czułam się podobnie. Jakby wrzucono mnie w sam środek surrealizmu. Groteska. Powstrzymywałam śmiech kiwając głową - no nie wierzę. A Jasiu grał najlepiej jak umiał. Na rozstrojonym fortepianie.Czerwona lampka zapaliła się. Za późno.


takich rzeczy nie robię, ale kto by uwierzył?!



(Potem do tej restauracji przyszłam z rodziną - kelnerki mina była nieziemska. Zastanawiałam się, czy pomóc jej podnieść szczękę. Pozory mylą, a ludzie widzą to co chcą widzieć. Trudno. ......ps przepraszam za autoreklamę, ale jestem osobą specyficzną .....cokolwiek to znaczy, mnie się nie zapomina, tak mówią inni, więc powtarzam to co słyszę -plotkując na swój temat:D;P))



A potem dostałam sms:

Nigdy o Tobie nie zapomnę
w moich marzeniach będziesz TY
ja często miła wracam do wspomnień
a tym wspomnieniem będziesz Ty.
Choć nie wiem może co to miłość
lecz wiem co to są łzy 
w mym sercu wszystko się zmieniło
a tym powodem jesteś Ty

Zatkało mnie. Cholera, rozmowa o lataniu, sztuce, dzieciach. A on, co? 

Nie zdążyłam się odetkać

Dlaczego milczysz mój czarny aniele?

AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! A co mam powiedzieć?!
Zamilkłam.

Chowam cycki w garbie, nogi w spodniach a wrażliwość za arogancją. Nie czaruję facetów, a tym bardziej tych, co są w grobie jedną nogą! Rety!
Co jest?!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!


A jest kolejny sms:


Choć mieszkasz ode mnie daleko 
i wiele dzieli nas dróg
to moje serce blisko Twego
słyszę jak puka, puk, puk
otwartym oknem dzień skrada się
odgania wszystkie moje sny
i witasłońce Ciebie i mniebo wie co to jest
śmiech przez łzy.




 Dlatego nie warto wierzyć ludziom, których się nie zna. Mówią o sobie to, co chcą powiedzieć. A rzeczywistość jest inna. Naprawdę. Patrzcie przez palce na słowa jakie do Was płyną.





cdn.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz