czwartek, 11 kwietnia 2013

Życie to nie świnia, by dla niej robić chlew.

Syn miesza łyżką w talerzu. Miesza tak i miesza. O! łyżka trafiła do buzi! Pięknie. Są dni, kiedy można się wykończyć. Chce być królem anorektyków czy co?! Model rośnie mi niezły.

- Je mój miś, je mój miś, niedźwiedziem zostanie jeszcze dziś - zaczęłam śpiewać stojąc obok, bo i co mam robić, zabijać się słowem - jedz?!
- Hahahahaha, znowu zaczynasz? Nie rozśmieszaj mnie. Przez ciebie nie jem.
- No jasne synku. Ucz się , ucz -cokolwiek się nie dzieje to zawsze wina mamy jest. Dzięki. Wiesz co? To ja teraz wychodzę, a ty jesz, okej?
- Nooo przecież jem.
- To fakt, i to od pół godziny.

Kuchnia. Zakręciło mną okropnie. Tu zmywanie, wycieranie, gotowanie - full zestaw. Syn stanął w progu, z bananem na twarzy w momencie, gdy coś znowu na podłogę mi zleciało:
-Ty naprawdę jesteś zakręcona
- Wyjdź! - krzyknęłam groźnie z radochą wielką w oczach.
-Ahahahaha, a ja mam to po tobie, wiesz? Oboje ześwirowani jesteśmy.


- Starszy mogę twojego cukierka? - zapytała się Młoda brata swego.
-Możesz.  Zjedz wszystko. Ja nie  jem, nie chcę być gruby. A ty chcesz być gruba?
-Nie chcę
- Ale będziesz bo jesz słodycze.
- A wcale że nie......MAMOOOOOOOOOOOOOOO!!!!

Córka zażądała pomalowania pazurków swoich. Uparła się tak, jak tylko ona potrafi się upierać. Pomalowane paznokcie?! To nie moja córka!!! Kto mi ją podmienił?! Ha, ha, ha ....Jednak zapału i wytrwałości wystarczyło dla jednej reki. Ufff, jest nadzieja, hahaha ....

- Ty chyba oszalałaś, by dziecku paznokcie malować. Niszczysz jej płytkę. I to jeszcze u jednej ręki. Jak to wygląda?! - matka zawsze stoi na straży, hahaha....Dzień bez komentarza to dzień stracony. Ech, te komentarze, ale widocznie tak mają stare pierdoły.
- No jak? jak to wygląda? Patrz!
Wzięłam ręce Młodej, która stanęła przede mną i wyciągając na przemiennie dłonie, raz jedną do przodu, raz drugą, zaśpiewałam:
- Polskaaaa biało-czerwoniiii...Polska biało-czerwoniii ....
Matka postukała się palcem po głowie, a Młoda miała mega ubaw i zabawę na moment.

Dzień był  zakręcony. Dużo spraw na głowie i gdzieś w tym "biegu" natknęłam się na człowieka. Przypadkowy przypadek okazał się koniecznością. Niektórzy ludzie są jak drogowskazy. Tego było mi trzeba. Od słowa do słowa potoczyła się rozmowa.
- Zajęcia  są z jogi? Tutaj? Pójdę. Zatem może do zobaczenia.
Czas najwyższy tyłek ruszyć. Nie mam wymówek. Wszystkie wyrzuciłam do śmieci. Program: realizowanie założeń, marzeń został uaktywniony. Pibip!

Wstąpiłam na wojenną ścieżkę. W życiu najlepiej bawią się najsilniejsi. Więc zatańczę sobie taniec zwycięstwa i radości. Na jednym kopycie. Włączając wycie.
Wino i śpiew.
Życie to nie świnia, by dla niej robić chlew.


:)))






z internetu -https://www.facebook.com/wiaderkoszczescia








optymistyczna muza jak zwykle, ale ona nie jest dla mnie, ona jest dla mojej duszy ;P

https://www.youtube.com/watch?v=xMoCbXIDJ7k&list=RD02G7npS4zw8Nk






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz