środa, 3 kwietnia 2013

diabolica

Rano syn wstał zakręcony i założył na siebie spodnie siostry. Mając prawie 7 lat założył spodnie w rozmiarze 98.



Trochę przykrótkie, ale leżą nieźle.
- O będziesz miał rybaczki na lato! - zażartowałam.
- Babskie?! Nigdy!!!

Starszy najchętniej żywi się mlekiem i płatkami. Inne pokarmy mu nie wchodzą. Więc dla takiego smakosza przedszkole musi być prawdziwą udręką.


Młoda natomiast zaskoczyła nas przełamując swój strach wobec chomisia. Nie tylko pozwoliła mu chodzić po sobie, ale trzymała go też na ręce. Przez moment. Potem chomiś wyleciał w powietrze. Wiedziałam, ze tak będzie. Złapałam go zanim zderzył się z dywanem.
- Ale on gilgocze. Jest taki śmieszny. I kochany. -córa popadła w uwielbienie dla sierściucha, a sierściuch wylatał się jakby uciekł z klatki.



- Kurde synowi jakoś więcej czasu poświęcaliśmy, a Młodej nawet mniej czytamy - wzięło mnie na refleksję. Ale taka prawda. Starszego edukowaliśmy, a Młoda - Młoda to Młoda. Inna epoka. 
- Ale ona ma nauczyciela. Brata.
Ha, ha, ha, to fakt. Syn dość często Młodej rysuje, pokazuje, uczy. Tłumaczy.



- Cholera!!! Młoda! zostaw tą kule. Ile razy będę powtarzać! prosić!!! - ryknęłam widząc, że dziecko znowu bawi się moim "sprzętem".
 Młoda rzuciła kulę i pobiegł do pokoju z płaczem. Trafiło mnie, bo lata z laską i wali nią po czym się da.
- Mama jest głupia - wyjęczała spod łez do Starszego.
- A wcale że nie...
 - Ale krzyczała na mnie!
- I dobrze, bo ona sie martwi o ciebie. a jakbyś zrobiła sobie krzywdę to płakałabyś, że mama ci nic nie mówiła. Słuchaj się mamy.
Syn będąc jak widać wyedukowany, nakrzyczał na siostrę. I po co cokolwiek mam mówić? Ale pomimo to wróciłam do tego zdarzenia. W końcu dzieciom trzeba wszystko tłumaczyć. Nawet po milion razy.




Udało mi się wyciągnąć leniwców na podwórko. Spacerek w poszukiwaniu wiosny. Ale śnieg leży i leży. I nie chce odpuszczać. Radocha z zimy byłaby gdybym mogła na nartach jeździć.A tak szlag trafia, ze znowu pada śnieg.

- Mamo, a kiedy będziemy wyjeżdżać? - zapytała się Młoda.
- A co brakuje ci wypadów? - zapytałam się córki będąc  zdziwiona:- co tak córę wzięło?
- Noooo, ja chcę.
- A ja chcę w góry. Na Diablaka - syn uparł się ten szczyt, i co rusz to podkreśla.
- Poczekajcie niech zrobi się ciepło, pojedziemy ...








Nie ma to jak świąteczna laba w wyrku. Dzieciaki zaległy koło nas. Sernik, kawa, oglądanie filmu. Młoda uciszana była kawałkiem ciacha. Życie rodzinne. Miodzio. Przeleciał jeden film, drugi film, a dzieciaki nie śpią. Dzieciaki nie chcą nam z wyrka wyjść. Myślałam, ze  dokonam mordu. Syn zaczął nawijać:
-Mamo, a wiesz co ....
i tutaj następowała opowieść o grze angry birds:  jaki przeszedł etap i jak dany ptak strzela.
- Synu weź skończ. Proszę, pogadamy jutro.
-Ale wiesz co mamo ,muszę ci powiedzieć, że ........
Pla pla pla o angry birds. Zaraz sama zamienię sie w ptaka.
- Synu, litości! Skończ!
- A co wyrzucisz mnie z domu, jak Młodą?! - zapytał się  już się brechtając.
- Dokładnie! - sama zaczęłam chichotać, nie ma to jak glupawka.
- Mamo, ale wiesz co? - syn zaczął się ze mną droczyć.
- Bo wyrzucę cię z domu! - krzyknęłam groźnie, z uśmiechniętymi kącikami ust.
- Ale mamo, wiesz co, ten Yoda to .......
Pla, pla, pla, angry birds i angry birds.
- Synu, idź spać. Jutro idziecie do przedszkola.
Na co włączyła się Młoda:
- Starszy nie idziemy jutro do przedszkola. Nie idziemy i już!
- No i co jeszcze?! Spać łobuzy.
- Nie!!!! -Młoda ma charakterek, co tu dużo mówić.
 -Mamo, ale wiesz co, ten etap .......

Północ. Pomieszało się w głowach Maleństw. Zasnęły nie wiem kiedy, bo pierwsza padłam ja.

I nastał ten poranek. Znowu pobudka o 5.30.  I ćwiczenia.


I telefon od T:
- Wiesz Starszy się obudził. Zaczął płakać, ze nie chce iść do przedszkola. Zrobimy im dzisiaj wolne dobrze?!

I tak Młoda wraz z bratem postawili na swoim. Starszy nie znosi przedszkola, bo tam każą jeść to na co nie ma się ochoty.

Niech dzieciństwo trwa - nie zoperowałam synowi duszy po przez tłumaczenie, ze w życiu nieraz robimy to, na co ochotę nie mamy.

- To macie dzisiaj wagary?! -zapytała się babcia Starszego.
- Mamy- odparł syn.
- To ładnie, ale jak będziesz chodził do szkoły to nie będziesz mógł tak robić!
- No to teraz mogę i robię - odparowała synek zapytując się - a jak będę chory to co wtedy?!
- Będziesz leżał tylko w łóżku a potem odrabiał wszystkie zadania.
- O Jezuuuuuuuu

A moje zwolnienie chyba dobiega powoli do końca, praca na mnie czai się powoli.  Zbliża się czas powrotu. Samochód już jest gotowy.
Życie strzeż się !- Arte wraca na stare tory, hahahaha......
Tylko, czy pamiętam jak się prowadzi auto?! Pracuje?!
Żyje?!
:)



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz