piątek, 5 kwietnia 2013

niemowy

Rano mama wpadła na kawę. Poskarżyłam się na "niemego" mego synka:
- No wiesz, po kimś to ma. -odpowiedziała patrząc na mnie znacząco.
- Wiem, wiem, po mnie.
- To czemu się dziwisz? Ty nam też nic nie mówiłaś. Twój brat wszystko powiedział, a ty, szkoda słów.
Uśmiechnęłam się pod nosem. Cholera, za to na starość nadrabiam -rozgadałam się jak nic. Bezsensu zresztą. Ech...

Synek  wciąż twierdzi , że będzie taki jak ja. I będzie miał ten sam zawód. Hm, wierzę, ze zdanie zmieni. Nie ma innej opcji.
Jezu, jak on będzie taki sam jak ja w okresie buntu to go normalnie do szafy wsadzę i nie wypuszczę dopóki nie zmądrzeje.

- Bo ty mamo, masz lekką pracę.
- Synu, pracę mam ciężka, po prostu rzadko marudzę, bo po co mam jęczeć?!
- Ale chłopaki mogą być w twojej pracy?
- Pewnie, są lepiej widziani od kobiet.
- Aha, to dobrze.


Wracaliśmy z przedszkola. Syn jakiś grzeczny - zamiast biegnąć kilometr przede mną szedł trzymając mnie za rękę . Za to córę energia roznosiła i do kałuż wnosiła. Chlap, chlap, chlap.
- Młoda, nie wchodź w kałuże. Poczekaj na wiosnę. Będzie ciepło to sama cie w nie wrzucę.
- Hihihihihi ...
I chlap. W nosie miała moje gadanie. Cała Młoda- robi to na co ma ochotę.
- Kochanie, proszę cię, omijaj kałuże, bo będziesz chora.
Przez moment omijała kałuże. Wow, jakie grzeczne dziecko! -CHLAP! Weszła do najgłębszej, po łydki same. Uszami dym mi poszedł. A dziecko przeszczęśliwe brocząc w tej wodzie niczym bocian krzyczało
- OOOOO maaaamoooo! Popatrz!!!!!
- Jezu! o co cie prosiłam, co? Teraz masz pozamiatane - zero bajek na dzisiaj. 
Mina córce zrzedła natychmiast. Z błogości wpadła w płacz:
- Mamo jaj już będę grzeczna
- Ehe, prosiłam cię byś omijała kałuże i co?! Nie posłuchałaś się! Tak nie może być!
Córka wyła nadal. Nie ma to jak iść z alarmem. Buuuuuuuuuuuuuuuuuuu........Chlap zamieniło się na chlip.
W domku Młoda rozbierając się zawisła na nodze mej:
- Mamo, ja już ciebie będę słuchać, puścisz mi bajkę?
Na co Starszy wpakował się w zdanie:
- A widzisz, a mama ci mówiła, o co cie prosiła, a ty jak zwykle swoje.
- Ale ja już tak nie będę!!!!
- Jak będziesz grzeczna to puszczę ci bajkę. A na razie nic z tego.

Poczułam falę takiego zmęczenia, znużenia, że wymamrotałam dzieciom:
 - Wiecie co, ścina mnie, zajmijcie się malowaniem czy co tam, a ja na pół godzinki muszę się zdrzemnąć.
Padłam w wyro. Coś mnie obłaziło, coś po mnie chodziło, nie miałam sił, by odpowiedzieć, że też kocham.

Obudziłam się półtora godziny później. Córka spała koło mnie. Wstałam. Młodą opatuliłam kołdrą. Poszłam zobaczyć co syn robi:
- Cześć mamo, wstałaś już?
- Nie widać?!  - cmok w głowę -Dziękuję, że mnie nie obudziłeś.
- Mamo, popatrz jak pomalowałem. Mogę zagrać?!





Córka wstała koło 19.00. A jak. Pierwsze słowa?
- Mamo, ja chcę Scooby Doo!
- A bedziesz grzeczna?!
-TAAAKKKKKKKKK!!!!!!!

Ale najpierw kąpiel, kolacja
 -NIEEEEEEEEE
- Obiecałaś być grzeczna. Bo nie będzie bajki.
- No dobra ....

W czasie kąpieli córka zaliczyła zawiechę:
- Boooo ja chcę, bo boooooooo ja chcę - jąkała się, bo tak czasami ma - bo ja chcę ...zapomniałam, mamo! co ja chcę?
- Ha, ha, ha, nie wiem, bajkę?
- Noooooooo, Scoby Doo chcę. Ja już się nie boję, wiesz?


- Młoda puścić ci Pies przerażony demonami?
-Demonami? TAK!!!! Ja lubięęęęęę.


Jest 23.30 - a Demon mój mały koło mnie siedzi. Czeka na tatę.
- A gdzie tato? Ja chcę do tatusiaaaaaaaaaaa
 - Ja teeeeeeeeeeeeż!!! - dołączyłam, ech....

Idę do małego wyjca. Z kuchni, z kawą ręku na przetrwanie. Nie ma to jak wyspane dziecko  o tej porze co nie trzeba.







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz