poniedziałek, 18 marca 2013

ups....

Poranek dał mi do myślenia. Nie każde takie poranki są. Ten był wyjątkowy. Książka, dlaczego Młoda wybrała ta książkę?! Jak człowiek nie ma problemów to wymyśla.Wymyśliłam eksperyment.
Dzieciaki stanęły przed regałem z książkami. Miały wybrać to co chcą. I wybrały.
Fotki słabe, bo z komórki. Zresztą, co tu dużo mówić -wszystkie moje komórki są słabe.

Wybór Młodej. Bez zmian. A nawet gorzej.





Złote Jabłko jest drugą częścią Oka w piramidzie. To się nie dzieje. To sen.



Wybór Starszego.




Kartka w książce musi być.



King?! I zbladłam. Kiedyś się śmiałam, że syn zostanie polskim Kingiem. Do tego Dracula. Może faktycznie wyrośnie na mistrza grozy.
Ha, ha, ha poczekam na wiek dorastania i horror będzie gotowy.

Oczywiście jest to dorabianie ideologii. Ideologię dorabia się na na różne sposoby. Niektórzy są w tym mistrzami. Potrafią z jednej porwanej nitki zrobić puszystego misia. Tyle, ze nitka pozostaje nitką, a nie misiem.

Skoki narciarskie. Starszy z kumplem przestali wariować, bo Kamil Stoch skacze.
- Wiesz on jest mym idolem - mówi M do Starszego
- Idolem? - zdziwił się syn.
- No, lubię go, on jest nawet lepszy od Justyny.
To sobie chłopaki pogadali. Z medalami na piersiach. Chodzą tacy obwieszeni od wczoraj.
A Starszy no cóż, skoro matka jego mówiła mu- nie będziesz miał bogów przede mną, tak nie ma. I kto jest najlepszy w angry birds?! No mama!!!! Zaraz po swoim synku, oczywiście.
Ha, ha, ha
Graliśmy we wściekle ptaki  w trójkę.  T tłumaczył synowi, że może powinien gdzieś tam czymś uderzyć.
- Nie,  ja mam swoją wizję.
A! Strzał w dziesiątkę. Łebski facet. Każdy ma swoje rozwiązania, których powinien bronić.O ile są słuszne.

Nieoczekiwanie wpadła do nas mama z ciocią. Na chwilę. Ale jak wpadły babeczki to ich nie wypuściliśmy z naszych szponów. Im większe zamieszanie tym lepiej obiad smakuje. 
Mama opowiedziała nam to co opowiedziała:
- Wracam ze sklepu i widzę z daleka, że ktoś na chodniku leży. Nikt nie reagował. Nikt nie zainteresował się. Podeszłam. A facet jak nie żywy. Zimne ręce. Szturcham go, a on nic. Za ramię faceta łapię, mówię do niego, a on - NIC! Zadzwoniłam na te 112 a to za nim połączy to w międzyczasie  podeszła para, młodzi ludzie, i tak facetem potrząsnęli, ze wstał. Nie wyglądał na żula. A alkoholu też nie było jakoś czuć. W końcu jak połączyli mnie to powiedziałam, ze nie trzeba pomocy, bo facet wstał. Tamci już się nim zajęli. No mówię wam, szok. Można leżeć na ulicy i nikogo to nie obchodzi. Co się dzieje z tymi ludźmi?! Gdybym nie zareagowała być może dalej by tak leżał. Zmarłby z przeziębienia.

Są jednak ludzie wśród nas. Dyskusja zeszła na obojętność ludzką. Na te, ech te czasy. Katolicki kraj walczący o embriony ma w dupie życie ludzkie. Jak widać.

 - Mamo, jestem z ciebie dumna.

Ale okazuje się, ze wokół są świetni ludzie. Bo usłyszeliśmy w tym dniu drugą historię o wrażliwości ludzkiej, tym razem opowiedzianą przez kumpla. Kumpel też wpadł nieoczekiwanie. Do nas oczywiście.  Opowiedział, jak ratował  faceta leżącego na poboczu. Przechodzący obok ludzie mieli tego człowieka w pompie.


Mania znakowania - dwie historie w tym samym dniu?! Kto kogo będzie podnosił?!

Trzeba mieć oczy otwarte. Jak i serce. Oczy - wizjer duszy. Im szerzej otwarte tym dusza bogatsza.

Społeczeństwo zaszywa się w swoich kurtkach i jak koń z klapkami idzie na przód. Im więcej ludzi tym większa ślepota. Tłum gna. Kto pierwszy.

Tyle, ze każdego z nas to może spotkać.
Nigdy nie wiadomo co się stało. Co jest przyczyną upadku. A upaść może każdy.
Większość ludzi mija człowieka jak psią kupę - byle nie wdepnąć.


Mama wytknęła mi, ze nie przyniosłam jej gazetki z supermarketu. Jezu, trzymaj mnie. Albo przybij do krzyża. I zaknebluj.
Życie emerytów to nie tylko seriale. To także reklamy. Gazetki reklamowe ze sklepów. Promocje napędzają koniunkturę i stawy.  No w końcu były jeansy za 37 zł? Były.
A propos gazetek. Roznosiciel reklam opowiadał mi, jaki miał ciężki żywot z jednym z emerytów. Gazetka musiała być dostarczona do 10.00. Bo on, ten emeryt o tej godzinie pił kawę. I prasa do kawy musiała być!
I koniec.

Zostawiliśmy moja mamę z dziećmi, bo musieliśmy wyskoczyć wieczorową porą. Samotność czyni babcię apostołem.
- Pokaż wnusiu jak się modlisz
- NIE!
- To chociaż przeżegnaj się.
- Nie!
- Dlaczego?
- Bo Bozi nie kocham - córka ma śmiały plan na życie i zdecydowane poglądy.


Nastawiam budzik na godzinę 5.35. Jeszcze nie wstałam, a już mam ochotę się zabić. Co za koszmar. Koszmarna godzina. Koszmarny czas przede mną. Jak jakiś słowik, mać jego. A ja ssakiem jestem. Wssysam sen jak gąbka wodę. Nie znoszę wstawać o dziwnych porach. A ta pora nie jest dziwna-ona jest koszmarna. A gdzie poranne celebrowanie kupy?! Zawiśnięcie nad filiżanką?!
Obrzydliwość.
I mam z głowy dwa tygodnie.





2 komentarze: