niedziela, 10 marca 2013

bye bye

Młoda bawiła się w rycerza. Pół dnia latała z mieczem i tarczą. Bez kapci.
- Ubierz kapcie Dzwońcu - T znowu zwrócił uwagę córce po czym strzelił jej leciutko ścierką w pupę
Reakcja córki była natychmiastowa - przywaliła tatusiowi z mieczyka.
Normalnie oberwało się T, a Młoda czmychnęła.

Dzieci znalazły zapomnianą papugę. Zabawka przednia, bo można nagrać głos i papuga "mówi".
Papuga przemówiła:
- Starszy to głupek, Starszy to głupek.
- MŁODA!!!!!!!!!!!!! Co ty mówisz?!
- To nie ja, to papuga.
Ręce opadają normalnie. I ze śmiechu szczena też. Skubana.
Rozmowa była. Młoda Starszego przeprosiła.

A kiedy syn zaczął sprzątać pokój, Młoda zaczęła bałaganić. Znowu było prostowanie zwojów mózgowych. Czar rozmów. W słowie siła. Trzeba mówić.
Co za charakterek. O, Jezu ..........




Córka jak się sfoszy na mnie to mówi:
- Mamuch.
Hm, ma much? gdzie mam te muchy?! Muszę przyjrzeć się sobie. Może ma focha bo ja mam focha? Znaczy się te muchy w nosie?!

Przez Młoda dostałam w kuchni takiej głupawki, ze nie mogłam przestać się śmiać. Ona też. A potem wpadła w płacz. A ja w większy śmiech. I płacz Młodej zamienił się w śmiech.
Rozśmieszyło mnie jak powiedziała:
 - No ale weź, posłuchaj mnie.........
Z tą swoją wyśmienitą gestykulacją.

A Starszy?! Starszy zawstydził nas okrutnie. Sam ułożył:

A to nie jest łatwe.

W weekend pożegnaliśmy przyjaciela. Wyjeżdża.
Imprezka był przednia.To czego nikt nie pamięta zostało utrwalone na zdjęciach. Ha, ha, ha ....
Ponieważ mam coś z Kopciuszka, to po północy zwinęłam się. W kłębek. Znowu narkolepsja. Ale wstałam.Weszłam do kuchni i padłam.

Kumple - jeden mój, drugi T - nasi kumple hahahaha
boscy :D

Sesja zdjęciowa trwała w najlepsze. Imprezka też hulała. Ostatni browar pękł po 7.00. Wciąż siedzę kiwam głową z uśmiechem od ucha do ucha -nie wierzę. Ahahaha. Cudownych ludzi znam. :-)
Ostatni toast - za życie, niech odlotowe będzie. Jak zwykle.


Friends are angels who lift us to our feet when our wings have trouble remembering how to fly.

W 1983 roku moja rodzinka przeprowadziła się na nowe osiedle, do nowego bloku.  Miałam 10 lat. Rozpoczął się nowy rozdział w życiu. Nowe otoczenie, nowi ludzie. I wtedy tez narodziła się przyjaźń, która do dzisiaj trwa.
Niewiarygodne a jednak i takie cuda zdarzają się. Za dzieciaków było braterstwo krwi. Krople z palucha -kumpelstwo do śmierci. Ha, ha, ha.... Ale z parasolką z balkonu też chcieliśmy skakać. Zobaczyć. Zawirowania życiowe zmieniały nas, nasze charaktery, punkt wiedzenia- nie zmieniły jednego -tego porozumienia. Do zobaczenia w domu starców. Ha, ha, ha ... Na toastach z gerivitu. Oj!, będzie się działo. Ha, ha, ha ...

Biorąc pod uwagę dziwne poglądy, charaktery ludzi to T podziękowałam za to, że tą przyjaźń zaakceptował. Nie stawiał ultimatów, nie żądał dokonywania wyborów. Stał się przyjacielem mojego przyjaciela.

Miłość to uszczęśliwianie kogoś, a nie siebie. To zaufanie. Zazdrość jest siłą niszczycielską. Tworzy klimat wyrzutów, bezpodstawnych oskarżeń. Ale czasami strach jest większy niż zrozumienie. Strach wynika z braku zaufania, a przecież zaufanie zabija niepewność. A jak się kocha to ufać się powinno. To jest fundament wszystkich związków ludzi. Bez tego - nie zajdzie się daleko. I może być kicha. Zatem warto żyć bez kichy, warto żyć pełnią życia. Miłość uskrzydla, wyciąga świat z mroków. Niech zapanuje jasność.

Przyjacielu, bywaj.
Niech życie Ci sprzyja. Bądź szczęśliwy!

Zaczyna się nowy rozdział w księdze życia.


Mój rozdział został napisany w grudniu. Po kanale. Kulawe życie. Zycie z laskami. Życie less, hehehehe.
Teraz modlę się o jedno- o odzyskanie sprawności. Strach ogarnia mnie. Boli niesamowicie. Coś się porobiło. A było tak dobrze. A teraz.....płakać mi się chce. Czasami.
Ignorancja lekarza kosztuje mnie drogo. Oby tylko cała ta historia zakończył się dobrze. Ufam w swoją szczęśliwą gwiazdę.
Musi być git!

A póki co chodzenie o kulach czyni ze mnie....czuję się jak kaleka. Ochroniarz, kiedy wychodziłam z pewnego budynku zszedł ze mną po schodach,  by mi otworzyć drzwi, bo ciężkie są - powiedział. Podziękowałam za pomoc.
W autobusie kierowca krzyknął, kiedy chciałam wstawać, bo był mój przystanek:
- Proszę nie wstawać, zatrzymam się, zaczekam.
Ludzie wciąż zaskakują miłymi gestami. Może i ja kogoś zaskoczę. Niech dobro krąży, a obojętność ginie.









Brak komentarzy:

Prześlij komentarz