piątek, 29 marca 2013

za rękę

Zrobiłam dzieciakom niespodziankę i odprowadziłam je do przedszkola. Po trzech i pół miesiąca przerwy mogłam iść trzymając córkę za rękę! Piękna chwila. Jak mi tego brakowało, szkoda słów.
Starszy też chciał. A jak. Pieszczoch megaśny.
Iść i trzymać swe dziecię za łapkę cudna rzecz. Czy może być coś fajniejszego?!

"Poszli trzymając się za ręce. I dokądkolwiek pójdą i cokolwiek im się zdarzy po drodze,mały prosiaczek i Miś będą zawsze bawić się wesoło ze sobą w tym Zaczarowanym Miejscu na skraju Lasu"


A potem dzieciaki szły trzy,mając się za ręce. Dyskutowały sobie na temat zwierząt, które mogą być groźne dla chomika.
A z naszej chomy to fajny pies. Stęskniony wisi na drzwiczkach od klatki z wielkimi oczami. Pieszczoch jeden.

W przedszkolu obejrzałam prace wielkanocne dzieci.

Czarny zajączek - wow, mój synek :)



Wielkanocne jajo małego maniaka :)))





Ech ten córki róż :)

– Powiedz, Puchatku – rzekł wreszcie Prosiaczek – co ty mówisz, jak się budzisz z samego rana?
– Mówię: „Co też dziś będzie na śniadanie?” – odpowiedział Puchatek. – A co ty mówisz, Prosiaczku?
– Ja mówię: „Ciekaw jestem, co się dzisiaj wydarzy ciekawego”.
Puchatek skinął łebkiem w zamyśleniu.
– To na jedno wychodzi – powiedział. 


Nie wiem co dzisiaj mi wyjdzie. A wychodzi na to, ze czas wyjść z marazmu. Wiosny wprawdzie nie ma, ale nadchodzi czas przebudzenia. Pan Zmartwychwstał, więc i ja może odkleję się od kanapy?!
 

WESOŁYCH ŚWIĄT :DDDDDDD





czwartek, 28 marca 2013

wywrotka



Życie toczy się po utartych torach. Nudą wieje okrutnie. Aż dziwne, że jeszcze żyję. Rutyna. Kolano wyorało mnie na boczny tor. Ten pociąg nie jedzie. Ruina. Zarastam w chaszczach bezbarwności.
Szlag mnie trafia. A co musi czuć człowiek , który w wyniku wypadku stracił nogę albo leży sparaliżowany?!
Życie potrafi jebnąć cegłówką w łeb. Ale nie warto siedzieć w kącie patrząc w jedną stronę, bo zawsze może coś zlecieć z góry , a jak popatrzymy do góry to z tej jednej, wolnej strony może paść strzał. Złoty środek został rozpuszczony w alchemii zaskoczenia.
Czytałam ostatnio, ze zmory potrafią wychodzić nawet ze ścian. Zabierają powoli tlen śpiącym. Paraliż nocny, kto go nie miał...

Znowu pobudka o 5.30 , by 45 minut później sterczeć na przystanku w oczekiwaniu na autobus. Zapalam papierosa. Poranne cucenie. Przychodzi dwójka staruszków.
- Dzień dobry.
- Dzień dobry.
- A pani co się stało? Taka młoda i już nieszczęście ....
Myślę- jaki kij. Do pytań znajomych  i znajomych twarzy jestem przyzwyczajona, ale ......hm?
- Chwilowa usterka kolana. Bywa - odpowiadam z uśmiechem. Wow. Ja to jestem. :D
- Ale pani już długo chodzi o kulach. Nie widać już pani z dziećmi, a zawsze pani z nimi biegała.
Zostałam zabita celnością uwagi. No nie widać mnie, nie widać...
- O, a państwo skąd wiedzą?! - najprostsze pytania prowadzą do rozwiązywania zagadek. Znają mnie czy co?!
- Jesteśmy sąsiadami pani, mieszkamy obok, klatkę dalej.
- Tak?! Nie wiedziałam Miło mi państwa poznać.
Mamo, dzięki za wychowanie. Ufff. Przecież ludzie dość często na pytania nieznajomych reagują ,hm...,  czasami dziwnie reagują. Dobrze być miłym człowiekiem :D. A mogłam fochem porannym odszczekać - a co państwa to obchodzi?! No nie? Ale z wiekiem ceni się człowieka.
- Pani mamę tez znamy, jeszcze jak pracowała w urzędzie. Ale teraz pani dużo pomaga, prawda?
No proszę, mama znowu gwiazdą. Ha, ha, ha, zastanawiam się kto jej nie zna. Małe miasto ma klimat w swoim niepowtarzalnym rodzaju.
- To prawda, babcia jest niezastąpionym elementem w życiu. Właśnie opiekuje się szkrabami dzięki temu mogę jechać na rehabilitację.
Autobus przyjechał
- Do widzenia
- Do zobaczenia.

Leże na kozetce. Uprząż na nogę założona, do niej przyczepiony na sznurku ciężarek- macham nogą: góra, dół, góra, dół i zasypiam. Wyrwał mnie kaszel. Cholera. Jak dobrze złapie to czasami normalnie posikać się idzie w majty. Szlag.
- O ooo jaki piękny kaszelek . Może ma pani zapalenie oskrzeli? Nie dobrze to brzmi. Była pani u lekarza?!
 - Nie, ja tak mam. Przejdzie. - bo co mam powiedzieć? Że olewam lekarza, by antybiotyków czasem nie dostać przed świętami? Wódeczka nie po to się mrozi, by zajmować miejsce w lodówce.

Kaszel - w zeszłym roku alergia, astma tłumaczyły te napady. W tym roku obalone poszły w kąt, a kaszel pozostał. I krew z nosa. Teraz? Nie mogło mnie to dopaść w latach szkolnych? I 15 minut lekcji z głowy. A nie - starej babie jak dziecku.
Sypię się ze starości. Z nudy. Z zasiedzenia. Erozja stagnacji wyżera mnie powoli. Era gnicia rozpoczęła się na dobre. Coraz bardziej uchylone okno życia paradoksalnie wpuszcza coraz więcej zapachów śmierci. Czterdziestka powinna być ucztą w wykopanym grobie. Na pohybel śmierci.

Biały kitel. Kolejna wizyta.
- Ale pani powinna już chodzić, tutaj nic nie ma. Wszystko wygląda na to, ze jest w porządku.
- Ja chodzę, ale mnie to boli. Zejście ze schodów rozwala mi kolano od środka.
- Ale to będzie bolało.
- Pan żartuje sobie? Mam żyć z bólem? 4 dni bez kul a właściwie 3 dni chodziłam  i wyłam po nocach z bólu, a pan mówi ze tak mam żyć? Siedzę przed panem a kolano boli. Serio.
Opisałam co czuję. Cholera, bo czuję! Badanie kolana, moje wycie. Przykurcze są.
Znowu zwolnienie, kolejne skierowanie na rehabilitację. I myśl, ze to nie tak miało być. Bezradność mnie ogarnia. A gdyby przyszło mi żyć na wózku inwalidzkim?! Niewyobrażalne dla mnie. Zawsze mówiłam - strzał w łeb. Dzieci pokrzyżowały moje wizje. Dzieci...Młoda ostatnio rozpłakała się:
- Maaaamooo, a kiedy będziesz zdrowa?
No tak, skakałyśmy po łóżku, biegałyśmy, tańczyłyśmy, a teraz co? Teraz gucio. Nie pozostanie chyba nic innego jak garść prochów przeciwbólowych i powrót do ....przeszłości. Ale lekarz mówi, że nie wrócę do dawnej sprawności. Kolano jest uszkodzone. Cholera, tyle w życiu robiłam głupot i nigdy nic, a tu tak mam pozamiatane.

Poszłam do pracy zanieść zwolnienie. Był szef: I jego żona.
- O, przytyłaś - ach, te baby, nie ma to jak miłe powitanie koleżeńskie
- Wiesz, nie chodzę to mi wchodzi. Ale widzę, ze tobie też się wylewa, a możesz chodzić, więc jak to jest?!
 - Ahahahaha - no pewnie śmiej się myślę sobie - bo co możesz powiedzieć, hehehehe.
- Kiedy wracasz do pracy?! Impreza wojewódzka szykuje się pod koniec kwietnia i pytają się czy jedziesz.-szef konkretny facet. Taką gadkę to ja rozumiem.

Impreza,  jeszcze tego mi trzeba. Rok temu po mega mocnym wieczorze wyszłam rano z pokoju i było słychać:
- Cześć Arte, Ty czorcie ahahahaha- większość  mnie znała, w przeciwieństwie do mnie, bo ja nie wiem kto to był. Ups ...Kolega uprzejmie mi tłumaczył kto jest kto, a ja łapałam się za głowę. To sobie zabalowałam. Nawet zastępca szefowej musiał mnie zagadać, mnie -podrzędną jednostkę w machinie organizacji:
- Wie pani, czasami zastanawiam się gdzie pani myśli błądzą.
- O to jest nas dwoje - odparłam z uśmiechem i umknęłam nie mając sił do dywagacji filozoficznych. Ciekawe czy to był podryw czy jednak zauważył moją duszę?! Ha, ha, ha ...
Szefowa i to szefów wszystkich, ujęta tym, ze jestem fanką Pollyanny dała mi dzban swojego wyrobu. Wyszłam ze zdobyczą na papierosa i utworzył się magiczny krąg z krążącym gąsiorkiem.
Rzuciłam hasło:
- Kto nie pije ten donosi! - wszyscy pili z gwinta, ha!
Tja, to była impreza, hahahaha.....Dwa dni przegadane, przetańczone, na bańce. Odreagowanie po brudach dnia codziennego raz do roku należy się. Jak wypłata co miesiąc.

- Szefie, nie wiem, może przy następnej wizycie coś będę wiedzieć. Ból mi nie przechodzi niestety.....
- No weź się nie wygłupiaj, wracaj. 
 - Wrócić to chciałabym, ale ten pechowy dzień, ech ....


Ale mówią, ze życie jest jak rzeka. Płynie. A wiry jak przykre niespodzianki potrafią spłatać figla, zaplątać życie. Ściągnąć na dno.
Szczęśliwa gwiazda ma gaśnie. Oby w ciemnościach nie wpaść znowu w coś. Mam dość.
A na święta okna będą brudne. O!









środa, 27 marca 2013

parasolka

Córka dostała parasolkę. Radość wielka. Otwieranie, zamykanie. Cuda cudawiańki. Najlepsza zabawka. Dzieciaki potrafią niesamowicie cieszyć się ze wszystkiego.
Młoda postanowiła powiesić parasolkę na rurce do ćwiczeń. A że mała, a mózg jednak wielki - podstawiła sobie taborecik i już parasolka wisi.



A prosto to to nie było - córa musiała pomyśleć. 1 sekundę. ;P




- Wow - uzyskała słowa uznania od Starszego.
Więc cóż, Bestia Mała z taboreciku zleźć nie chciała. Chciała brylować przed bratem - oto sztuczka - wieszanie parasola. W końcu taborecik miał dość. Poleciał w jedną stronę a Młoda pleckami grzmotnęła o podłogę. W jednej sekundzie zamarł świat.
- Oooo, Jezu - wyszeptał syn.
Kiedy odzyskałam przytomność umysłu to Młoda już była w ramionach T. Płacz wielki. Strach nasz jeszcze większy.
Nawet syn przytulił się do Młodej mówiąc:
 -Nie płacz kochanie...
Na szczęście nie stało się nic. A przecież tych chwil nie zabraknie. Można do dziecka mówić, ale nic tak nie uczy jak upadek. Własny upadek. Najlepsza i najdroższa nauka to nauka na własnych błędach.









poniedziałek, 25 marca 2013

macabra sen

W piątek przestałam czuć cokolwiek. Nadchodził zmierzch. Wracając z rehabilitacji ułożyłam sobie plan spokojnego zdychania. Jako człowiek mogę zdechnąć na lajcie, ale jako matka -tylko odpowiedzialnie. Zatem poszłam dzielnie do szkoły, by zapisać syna. Zapewniałam synowi edukacje, a sobie spokojny sen. Tyle czasu odwlekałam to, że stwierdziłam, ze o jeden dzień za długo. Musiałam iść. Poszłam, nie zauważając oznaki pierwszego szaleństwa. Potem zakupy - załamało mnie pytanie:
- Łopatka czy schab?
Jezu, ścierwo to ścierwo a okazuje się, że jest różnica, hm... - ale po konsultacji ze sprzedawczynią dokonałam wyboru. Zamknęłam się kuchni. I przygotowałam obiad. Na te 3 dni. Oczywiście musiałam się ciachnąć nożem. Tak oto poszła pierwsza krew. Pierwszy cierń wbił mi się w skórę.

nawet naleśniki mi wyszły, taka chora byłam .........
(gulasz, rosołek - a co :D)


Nałykałam się dziwnych rzeczy, które jakoś mnie spionizowały, ale nie przywróciły przytomności myślenia. Matka przyprowadziła dzieci z przedszkola, ale nie miała czasu zostać. W końcu święta - trzeba sprzątać.
Dzieci mówiły do mnie po 10 razy mając przy tym ubaw. Piiiiiiiiik - sygnał domofonu zabrzmiał jak dzwon wybawienia. Wytrwałam na froncie.
- Cześć T. Jestem trupem. Znikam.
- Aleeeeeeee...
Padłam pod kołdrę. Cała mokra. Ale cóż z tego. Byłam mokrym trupem. Nieprzydatnym. Do niczego.
Na weekend.Cały.
Dzieci niezadowolone próbowały mnie wskrzesić. Kocham cię. Chodź się bawić. T jak dobry strażnik zabierał potomstwo od trędowatej. Wystarczą w tym domu jedne zwłoki. Kaszel był oznaką, że wciąż dyszę.
Raz oko mi się oko otworzyło, gdy Młoda ominęła patrol, wdarła się do mej samotni i zaśpiewała:
- Ona tańczy dla mnie ......
- Grrrrrryyyyyyyr?!
Maligna. Niespokojny sen. Wymiana piżam. Osobiste piekło. I Maluchy co czepiały się nogi
- No maaaamoooo.........
A mi było gorąco. Ogniście. Sen. Inkwizytorzy. Stosy. Mobbing średniowieczny.
 - Czy żałujesz za swe grzechy i wyznajesz wiarę w Kościół?
Na rękach krew. Co jest?!
Ale to tylko krew z nosa. Miał dość kataru. Wstaję. Też mam dość.
-T ........ -ledwo mówię i pokazuję chusteczkę.
A palce prawej ręki nie potrafią otwierać się, zamykać.  Skaczą przykurczowo. Co jest?!!!!!!!!?! Najmniejszy palec zamienił się w konika polnego. Klik klak. Zero płynności.
Mam wrażenie, że ciało zmęczone ułomnością powiedziało - koniec, no kurde, koniec. Poddaję się. I zaczęło się rozsypywać. Siedzę na brzegu piaskownicy życia i przesypuje własne prochy.
Schowałam się pod kołdrę.
- Tak, pójdę do lekarza, pójdę ....
Chciałam wstać z łóżka. Nie mogłam. Wokół rurki, kable, podłączenia. T siedzący obok. Cholernie smutny. Jakby ktoś mu zabrał Wiedźmina i zakazał grania do końca dni.
Gdzieś dalej matka z dziećmi. Syn wyrywa się. Chce biec do mnie. Chcę wstać. Nie mogę. Nie mogę nic.
Lekarz, którego nie zauważyłam mówi, że te oczy to błysk przytomności, ale to już koniec ........SZCZĘK.
Otworzyłam oczy ze strachu. Czyżby otworzyły się bramy piekła.....
Chciałam krzyknąć:
- Eli, eli...sabachthami?!
Ale......
To był zgrzyt drzwi. Do domu weszła matka ma.
- Nie jedziesz na rehabilitację?
- Nie mam sił
- Mogłaś zadzwonić, że T zostaje.
- Mamo, nie miałam sił
Matka wyszła. Ja zamknęłam oczy. Wrócił sen. Który mnie wskrzesił. Nie będę trupem za życia.
- T , wstawaj! jadę na ćwiczenia!
- Co?!
- Ludzie w łóżkach umierają. Wracam do życia.





środa, 20 marca 2013

bo cię zjem

Wstałam rano. Znowu o nieludzkiej porze. Zanim wyszłam przebudziła się Młoda. Porozmawiałyśmy.

-  Skarbie, muszę już iść, babcia zaraz przyjdzie. Spokojnie poczekaj, dobrze?
- Idź - krótka odpowiedź konkretnego człowieka.

Wyszłam. Młoda spokojnie poczekała na babcię, która parę minut później przyszła.

Z miesiąc temu  musiałam zostawić dzieciaki same w domu. Rozmawiałam z nimi wieczorem.
 - Jutro wychodzę z domu po 6.00, idę na rehabilitację i będę o 8.30 z powrotem. Synku patrz na godzinę, jak bedę o 8.30, rozumiesz?. Zostawię wam w kuchni talerze, płatki i mleko. Liczę na was i  -tutaj zwróciła m się do syna- kochanie bądź opiekunem dla Młodej. W porządku?Jakby coś się stało idź do sąsiada, dobrze?
I tak było. Poleciałam na ćwiczenia. Kiedy wróciłam to oboje spali.
- Bo tak lepiej było - skwitował Starszy.

Było to raz. Na drugi raz się nie odważyłam, choć wiem, że dzieciaki wymiatają, ale są to jednak dzieci. Dzieciaki traktuję poważnie. Dotrzymuję słowa, mówię jak jest - ufają mi. I być może dlatego mogłam sobie na to pozwolić. A może z natury są wyczepiste.

Poszłam do przedszkola po dzieci. Otwieram drzwi do sali Młodej, a tu podlatuje jakaś dziewczynka:
- Proszę pani a Młoda może przyjść do domu do mnie?
- Może.
- Huuuuraaa!!!! - drą się dziewczyny. Dziewczynka podbiega -zaczyna coś mówi, do mnie do Młodej? Nie wiem, ale przedszkolanka mówi, że to gaduła niesamowita. Młoda odkręciła się w stronę półek, a dziewczę zostało.
- Proszę pani dlaczego ma pani okulary? - dobiegło mnie pytanie dziewczęcia.
- By cię lepiej widzieć. A wiesz dlaczego mam takie duże zęby? - już się chichotam na numer, jaki wytnę.
- Nieeeeeee... 
- By cię zjeeeeeeeeść!!!Bo ja dzieci jem!!!!
- AAAAAAAAAAAAAA  - wydarła się i poleciała - prosze pani, prosze pani.........
Młoda w końcu wyszła w sali z odnalezionym, bardzo ważnym rysunkiem. A dziewczynka, no cóż, miała o czym mówić. hahahahahaha

 - Mamo a do zajączka też się pisze list? - temat na powrotną drogę idealny. Idą święta to zaczyna się.  A jaki głosik słodki. Miałam ochotę zajrzeć synowi pod kurtkę - może już mu skrzydła rosną?!
- Eeeeeee ...nie, możesz mi powiedzieć na ucho a mu przekaże.
- To ja chcę .......(i tutaj pada długa lista, dłuuuuuga liiiista)
 - Ok, powiem zajączkowi. - no maniak po prostu, maniak!!!

Było słonce i nie bylo mocnych -plac zabaw musiał być zaliczony

Po powrocie do domu dzieciaki rysowały. Młoda malowała księżniczkę, a syn postanowił księżniczkę narysować.



Zajrzałam na allegro, by zobaczyć co tam mają w temacie zamówień zajączkowych.. Wpada syn. Dzieci zawsze wiedza, kiedy mają przyjść. Pierwotny instynkt łowcy.
- O to ja chce to.
- Ok, to będziesz miał.
- Ale ty nie jesteś zajączkiem!!!!! - powiedział to z taką tonacją pełnej podejrzliwości, że z trudem powstrzymałam śmiech.
- No nie, ale mu powiem, wiesz badam teren, bo zajączek mnie po poprosił.
No nie mogę. Taki cwaniak, a w zająca wierzy. No ale każdy z nas ma wybiórczą wiarę w różne rzeczy. Wierzymy w to co nam najwygodniej. Tyle, ze nie zawsze słusznie.



Wieczorem pytam się syna:
- Gdzie śpisz?
- U ciebie.
- No weź to siara. Nie za duży jesteś?!
- Ale ja cię kocham
- Tak? No co ty?! - lubię się przekomarzać.
-Gdybym nie zwracał na ciebie uwagi to nie kochałabym cię, a tak to śpię u ciebie. Bo cię kocham.

I tak oto miedzy prysznicem a myciem zębów padła szybka definicja miłości - kochać kogoś to znaczy zwracać na kogoś uwagę i chcieć z nim być ( a najlepiej w łóżku !!! ahahahaha). Kurde, jaki mądry koleś.

Dzieciaki wpakowały mi się do wyra. Po przeczytanej bajce zajęły się zabawą. Układanka - Młoda burzy obrazek, a Starszy układa.








I ułożone. A ja zawsze z ostatnią kredką zostaję! Buuuuuuuuu..... Myślenie nie daje mi nic. No cóż, każdy jakiś defekt ma.
Jestem fanką swojego syna. I córki też.

Córka spod kołdry wymruczała:
- Mamusiu a to prawda ze niedobrzy chłopcy mają na bluzkach potwory, a dobrzy Scooby Doo?
- -Nie wiem, potwory to raczej wszyscy lubią, nawet ty.
- Nooo, a w Scoobym są potwory.
- No widzisz, więc nie możesz dzielić chłopaków na złych bądź dobrych patrząc na ich ubrania, prawda?! Bo potwór może być ze Scooby Doo i co?!
Nie odpowiedziała.  Zalałam ją słowem. Pewnie zaszyła się w myśli.

A ja idę zaszyć się pod kołdrę. By wstać o nieludzkiej porze.




granko do poduchy- God,s Bow -Follow - wymiatająca płyta, karma dla duszy, dryfując na obłokach marzeń, wiem że z dnia na dzień będzie lepiej i nadejdzie czas, gdy z dzieciakami pognam w las :D


https://www.youtube.com/watch?v=RRsiqJ4FNuw



https://www.youtube.com/watch?v=JkxTgXpOuEs



https://www.youtube.com/watch?v=gRnBWMRaNfs

wtorek, 19 marca 2013

ostatni śnieg

Moje tup, tup, czteronożne :D





 Wstaję o porze, kiedy najlepiej się śpi. Są jeszcze drogi, po których nie szedł nikt. O wpół do siódmej zazwyczaj przekręcałam się na lewy bok, a teraz wkładam nogę to obręczy -magnetronik. Zasypiam na krześle. By obudzić się do godzinnych ćwiczeń. A na sali sami "starzy znajomi". Choć tyle. By nie myśleć.

Czasami tracę nadzieję, ze wyjdę z tego. A nadzieja tonie w płynie. Jest coraz gorzej. Nawet przeklinać mi się nie chce. Nie chce mi się nic. Ale ból mówi, że żyję. Bo skoro czuję ból to trupem być nie mogę.  Choć teraz trupi wiodę żywot.


T wyjechał w poniedziałek na tydzień do pracy. A dzisiaj zadzwonił. Wow!!!!!!

 - Kochanie, schowaj do lodówki mleczko do kawy, bo na półce zostawiłem.

No to kuźwa się stęsknił.....hahaha. Pal licho -i tak nie dzieje się nic.





Poleciałam do mamy - podłączyć jej sprzęt do netu. Zamotałam się, nie tylko z podłączeniem do sieci, ale również w kule- wyrżnęłam orła. Matka zbladła:

- Czy ty nie możesz być normalna?!

Sieć została podłączona, a ja nie odłączyłam się od życia. Aczkolwiek wyobraźnia zaczęła działać.

Zadzwoniłam do T:

- Słuchaj, co byś zrobił, gdyby lekarze patrząc na mnie roślinę powiedzieli, odłączamy pańska żonę. Zgodziłbyś się czy poprosiłbyś o jeszcze jeden miesiąc i przez ten czas siedziałabyś przy mnie z nadzieją, ze jednak nieodwracalne jest odwracalne?

 - Kobieto ja pracuję! Kocham cię, pa!

Hm, fajnie, ale co ta miłość znaczy i jakie są jej granice?!



Wyszłam po dzieciaki do przedszkola. Ucieszyły się. Ostatnio rzadko mi się zdarza. Bo nie chce mi się nic. Ostatni śnieg, a może nie - dzieciaki na tej kupie zawisły, mocząc wszystko to, co dało zmoczyć się.















 A w domu zapanowała wiosna -Starszy pokazał rysunek. Biedronki, wiewiórki, kwiatki, tęcza. Słońce. I ślimaczek. Oraz jeżyka z rzeżuchą.










to wiewiórki, nie liski











A potem wpadł kumpel do Starszego. Chłopcy grali a Młoda tkwiła z nimi. Oczywiście medale musiały wisieć na szyjach. A Młoda musiała być przy M.






Syn zmienia się. Zaczyna powtarzać, przedrzeźniać, stroić miny. Czasami staje się nieznośny. Marudzi. Można do niego mówić, a on łazi po górach własnej wyobraźni.  Facet wpadł w okres zawisaka. Zawisa nad stołem nad kanapką, zawisa pod prysznicem, zawisa przy zakładaniu ubrań. A za chwile jest czaderskim kolesiem z którym można wszystko. By za chwile znowu  wszystko stało się "głupie i beznadziejne". I trwało wieczność.

Ćwiczyliśmy zadania logopedyczne. Wygłupiał się na maksa - nie było sensu ćwiczyć. I tak mnie wkurzył, bo mogłam sobie mówić, ze rzuciłam kartkami krzycząc:

- Idź sobie, daj mi spokój. Mam dość!!!!!

I co synek zrobił? Wziął kartkę i sam zaczął czytać:

- tosia ma kalosze, szare myszki.......

 Dotarło do niego, ze przesadził. I zachował się genialnie. Przeprosił. Prosił, by dalej ćwiczyć. A mi szczęka opadła, bo jednak Gad umie czytać, ale by tak siąść poczytać elementarz to nie ma mowy.

Młoda też mnie zaskoczyła - ułożyła sama pociąg złożony z alfabetu. Nawet jeśli kierowała się kolorami to i tak nieźle jej poszło. Logiczne myślenie jest lepsze od zapamiętanych kwestii.






I jak to powiedziała córka:

 - A ja czasem myślę, myślę i myślę i wiem.




A ja stanęłam na wagę. 66,6. 666 -liczba bestii.


Tu jest [potrzebna] mądrość. Kto ma rozum, niech liczbę Bestii przeliczy: liczba to bowiem człowieka. A liczba jego: sześćset sześćdziesiąt sześć.






Uciekam. Chowam się przed światem. Nie ma nic.










Tyle, ze obrazy nie dawały spać.













A miałam sen - biegłam. Bo nie ma nic fajniejszego niż pobiegać z dzieciakami.
Nosi mnie, nosi mnie.......do stu diabłów, jak jasna cholera, nosi mnie.

By to jasny szlag, cholera ....









poniedziałek, 18 marca 2013

rozmowy z synem

- A w tej Korei Północnej to niedobrzy są ludzie
- Nie ludzie tylko rząd. Ludzie tam cierpią. I nikt nic nie robi. Ot, polityka.
- To głupie jest. A dlaczego nikt nic nie robi?
- Nie wiem. Nikt nie chce się wtrącać. Synku tam jest rząd totalitarny- wszystko dla nich, dla innych to nic.
- To jest głupie
- Zdecydowanie. Widzisz mamy chomika?
- Mamy.
- Czy dajemy mu pić?
- Tak
- Czy dajemy mu jeść?
- Tak
- Gdybyśmy mu nic nie dali co by się stało?
- Umarłby
- Jego życie zależy od nas prawda?
- No tak
- Czy możemy to wykorzystywać i gnębić chomika?
- Nie, nie można tak.
- A widzisz to jest odpowiedzialność i troska. Troszczymy się o niego, bo on bez nas by zginał. A teraz popatrz - czy mama i tato dbają o ciebie?
- Nooooo
- A co byś zrobił bez nas?
- Nic
- A moglibyśmy ci nic nie dawać, ani jeść, ani pić, a jakbyś przyszedł to tylko bilibyśmy cię
- MAMO!!!!
- Robimy tak?
- Nie, kochacie mnie.
- Tym czym my jesteśmy dla ciebie tym rząd jest dla ludzi. Są rządy odpowiedzialne, które są jak troskliwi rodzice i są rządy totalitarne - tacy kaci. Dla siebie wszystko -dla innych nic.
- Ale ja nie chcę tak.
- Nikt nie chce, ale siła władzy i pieniądza oślepia. Obyś nigdy się w to nie zapatrzył.
- Nie będę taki.
- Oby synku, oby.

- Przedszkole jest głupie.
- Dlaczego?
- bo trzeba robić to co każą.
- Przyzwyczajaj się- w szkole będzie to samo. I w pracy.
- Ale ja chce się bawić, rysować.
- Ale bawicie się?
-To za mało ja cały czas chcę rysować. A A. mnie woła i mówi: chodź się bawić, no chodź, ale ja nie idę. To strata czasu. Lepiej rysować....



Piorę ręcznie. Rękawy synek załatwił wręcz genialnie. Nagle słyszę:
- Mamo, ale na Wielkanoc nie śpiewa się kolęd.
- Proszę?
- No śpiewasz kolędę.

Tak się zamyśliłam, odjechałam, że Chwała na wysokości sobie sama z ust leciała. Ha! nie ma to jak zaśpiewać utwór rockowy!
A teraz drą się oboje śpiewając: "Chwała na wysokości".

Gaszę światło, póki ktoś nie zwariował. A jestem bliska tego stanu. :)




ups....

Poranek dał mi do myślenia. Nie każde takie poranki są. Ten był wyjątkowy. Książka, dlaczego Młoda wybrała ta książkę?! Jak człowiek nie ma problemów to wymyśla.Wymyśliłam eksperyment.
Dzieciaki stanęły przed regałem z książkami. Miały wybrać to co chcą. I wybrały.
Fotki słabe, bo z komórki. Zresztą, co tu dużo mówić -wszystkie moje komórki są słabe.

Wybór Młodej. Bez zmian. A nawet gorzej.





Złote Jabłko jest drugą częścią Oka w piramidzie. To się nie dzieje. To sen.



Wybór Starszego.




Kartka w książce musi być.



King?! I zbladłam. Kiedyś się śmiałam, że syn zostanie polskim Kingiem. Do tego Dracula. Może faktycznie wyrośnie na mistrza grozy.
Ha, ha, ha poczekam na wiek dorastania i horror będzie gotowy.

Oczywiście jest to dorabianie ideologii. Ideologię dorabia się na na różne sposoby. Niektórzy są w tym mistrzami. Potrafią z jednej porwanej nitki zrobić puszystego misia. Tyle, ze nitka pozostaje nitką, a nie misiem.

Skoki narciarskie. Starszy z kumplem przestali wariować, bo Kamil Stoch skacze.
- Wiesz on jest mym idolem - mówi M do Starszego
- Idolem? - zdziwił się syn.
- No, lubię go, on jest nawet lepszy od Justyny.
To sobie chłopaki pogadali. Z medalami na piersiach. Chodzą tacy obwieszeni od wczoraj.
A Starszy no cóż, skoro matka jego mówiła mu- nie będziesz miał bogów przede mną, tak nie ma. I kto jest najlepszy w angry birds?! No mama!!!! Zaraz po swoim synku, oczywiście.
Ha, ha, ha
Graliśmy we wściekle ptaki  w trójkę.  T tłumaczył synowi, że może powinien gdzieś tam czymś uderzyć.
- Nie,  ja mam swoją wizję.
A! Strzał w dziesiątkę. Łebski facet. Każdy ma swoje rozwiązania, których powinien bronić.O ile są słuszne.

Nieoczekiwanie wpadła do nas mama z ciocią. Na chwilę. Ale jak wpadły babeczki to ich nie wypuściliśmy z naszych szponów. Im większe zamieszanie tym lepiej obiad smakuje. 
Mama opowiedziała nam to co opowiedziała:
- Wracam ze sklepu i widzę z daleka, że ktoś na chodniku leży. Nikt nie reagował. Nikt nie zainteresował się. Podeszłam. A facet jak nie żywy. Zimne ręce. Szturcham go, a on nic. Za ramię faceta łapię, mówię do niego, a on - NIC! Zadzwoniłam na te 112 a to za nim połączy to w międzyczasie  podeszła para, młodzi ludzie, i tak facetem potrząsnęli, ze wstał. Nie wyglądał na żula. A alkoholu też nie było jakoś czuć. W końcu jak połączyli mnie to powiedziałam, ze nie trzeba pomocy, bo facet wstał. Tamci już się nim zajęli. No mówię wam, szok. Można leżeć na ulicy i nikogo to nie obchodzi. Co się dzieje z tymi ludźmi?! Gdybym nie zareagowała być może dalej by tak leżał. Zmarłby z przeziębienia.

Są jednak ludzie wśród nas. Dyskusja zeszła na obojętność ludzką. Na te, ech te czasy. Katolicki kraj walczący o embriony ma w dupie życie ludzkie. Jak widać.

 - Mamo, jestem z ciebie dumna.

Ale okazuje się, ze wokół są świetni ludzie. Bo usłyszeliśmy w tym dniu drugą historię o wrażliwości ludzkiej, tym razem opowiedzianą przez kumpla. Kumpel też wpadł nieoczekiwanie. Do nas oczywiście.  Opowiedział, jak ratował  faceta leżącego na poboczu. Przechodzący obok ludzie mieli tego człowieka w pompie.


Mania znakowania - dwie historie w tym samym dniu?! Kto kogo będzie podnosił?!

Trzeba mieć oczy otwarte. Jak i serce. Oczy - wizjer duszy. Im szerzej otwarte tym dusza bogatsza.

Społeczeństwo zaszywa się w swoich kurtkach i jak koń z klapkami idzie na przód. Im więcej ludzi tym większa ślepota. Tłum gna. Kto pierwszy.

Tyle, ze każdego z nas to może spotkać.
Nigdy nie wiadomo co się stało. Co jest przyczyną upadku. A upaść może każdy.
Większość ludzi mija człowieka jak psią kupę - byle nie wdepnąć.


Mama wytknęła mi, ze nie przyniosłam jej gazetki z supermarketu. Jezu, trzymaj mnie. Albo przybij do krzyża. I zaknebluj.
Życie emerytów to nie tylko seriale. To także reklamy. Gazetki reklamowe ze sklepów. Promocje napędzają koniunkturę i stawy.  No w końcu były jeansy za 37 zł? Były.
A propos gazetek. Roznosiciel reklam opowiadał mi, jaki miał ciężki żywot z jednym z emerytów. Gazetka musiała być dostarczona do 10.00. Bo on, ten emeryt o tej godzinie pił kawę. I prasa do kawy musiała być!
I koniec.

Zostawiliśmy moja mamę z dziećmi, bo musieliśmy wyskoczyć wieczorową porą. Samotność czyni babcię apostołem.
- Pokaż wnusiu jak się modlisz
- NIE!
- To chociaż przeżegnaj się.
- Nie!
- Dlaczego?
- Bo Bozi nie kocham - córka ma śmiały plan na życie i zdecydowane poglądy.


Nastawiam budzik na godzinę 5.35. Jeszcze nie wstałam, a już mam ochotę się zabić. Co za koszmar. Koszmarna godzina. Koszmarny czas przede mną. Jak jakiś słowik, mać jego. A ja ssakiem jestem. Wssysam sen jak gąbka wodę. Nie znoszę wstawać o dziwnych porach. A ta pora nie jest dziwna-ona jest koszmarna. A gdzie poranne celebrowanie kupy?! Zawiśnięcie nad filiżanką?!
Obrzydliwość.
I mam z głowy dwa tygodnie.





niedziela, 17 marca 2013

L O - lepiej odpuść

Poranny prysznic. Zimny prysznic. Nic tak nie stawia na nogi jak zimna woda na stopy. Zabalsamowałam się. Zerknęłam w lustro. O, RETY!!!!!!! Wyglądam jak siostra chomika. Wiedziałam, że nie mogę brać zimnego prysznica. Grrrr.........Nie wierzę. Lepiej czasami żyć złudzeniem.
Weszłam na drabinę odwagi. Wskoczyłam na wagę. I co pokazała? Lo.
Lo?
Lepiej odpuść!!!!!
Ja pierdzielę!
Siedzę teraz załamana. Przy kawie. Miseczce orzeszków. Przegryzam problem.



T z dzieciakami  robi śniadanie  w kuchni. Młoda do taty:

- Tatoooo a ja powiedziałam, ze tato jest głupi, ale ty jesteś fajny.

Dyskusja trwa w najlepsze. Konsumpcja też.


Zestaw Młodej - bułka z dżemem truskawkowym plus kabanos w ręce.

Dwójka dzieci, a taki krzyk, jakby w kuchni siedział jeden oddział przedszkolny.



A ja zastanawiam się nad wyborem książki przez Młodą. Dlaczego Oko w piramidzie stało się jej maskotką?!
Z tylu książek wybrała tą jedną.

Czy to był przypadek czy też konieczność?!
Znak - czytajmy znaki. Życie pełne jest znaków.
Z Młodą nie rozważam nurtów filozoficznych, dogmatów religijnych czy też poglądów politycznych.
No jakoś nie, hahahahaha. Więc nie byłam jej drogowskazem. Aczkolwiek są to drogowskazy dla mnie.


Nie rozważam, bo nie umiem mówić. Za brakiem słów stoi brak wiedzy. Słowem czytanym lepię duszę i tam to wszystko pozostaje. Na dnie. Na zewnątrz nie wydobywa się nic.

Poza banałami.

Cóż mogę przekazać dzieciom? Nic.
Poza jednym - kocham je bardzo.
I oby one nauczyły się kochać. A reszta sama przyjdzie.

Orzeszki. Hm, sól....I kawa. Zestaw mega. Myśli gdzieś latają. Słoniowe myśli.

Jeżeli nie można być pewnym czy to co robi się jest dobre czy złe to co robić?
Czy nie jest tak, że czasami trzeba potknąć się o czubek zła, by czynić dobro?


Słowo na niedzielę?!

Lo









sobota, 16 marca 2013

zawody


Sobota rano. Pośpiech na maksa. Im bardziej się spieszymy, tym dzieci jakoś wolniej działają. Więc na przyszłość - nie ma co się śpieszyć, hahahaha.
Tylko jak to zrobić, gdy czas ucieka, a ruchy dzieciaków są jakby z masy jakiejś - rozciągają się potwornie.

Młoda wpadła do miski w łazience.  Przy jedzeniu pobrudziła się na maksa.  W toalecie "pojechała" po rajtuzkach. Cały zestaw atrakcji. Demonstracja nowych możliwości. I to myyyyyyyyyyyyycieeee ząąąbkóóóóóów.
Czas dla maluchów nie istnieje. Abstrakcja.
Myśleliśmy, ze nie wyjdziemy. Ja wyszłam z siebie. AAAAAAAAAAAAA!!!!!!!!!!!!!!!! GRRRRRRRRR!!

Ale zdążyliśmy. I nawet miejsce parkingowe nam się trafiło.
Uffff.....
Jednym słowem - rozgrzewkę emocji zaliczyliśmy.





Nie było lipy. Było wniesienie flagi olimpijskiej, pucharów. Cała pompa. Były też władze miasta - burmistrz i jego zastępca. No, no, no .... 
Dzieciaki rywalizowały w konkurencjach ogólno sprawnościowych. Bieg do pachołka z różnymi atrakcjami. Super zabawa.. Bo dzieciaki potrafią, hahahaha. 
Rywalizacja, emocje, pogubienie. Bieg z patrzeniem w oczy przeciwnika. Dzieciaki są cudowne.
Oczywiście wszystkie drużyny zajęły pierwsze miejsca. I słusznie. 

Fajnie, ze komuś się jeszcze chce organizować takie rzeczy.



Starszy dał radę. Nie zamotał się. Bo to, że szybki jest to wiemy. Tak jak wiemy, że potrafi się zawiesić. Nie zawiesił się - popędził.

Pierwszy medal.
A może i ostatni?!
Zobaczymy co przyniesie przyszłość.
Czy Starszy otworzy się na sport, czy też zostanie na pułapie "rozmyślań".




Z syna i tak jesteśmy dumni. Fajny facet.
Dopóki nas nie wkurzy, hahahahahaha


piątek, 15 marca 2013

męki logo

Czwartek.


W nocy syn biegał do wc. Przeziębił pęchcerz czy co?! O pierwszej w nocy stwierdził, że chce jeść. Jeść?! Wow! Poszliśmy do kuchni. Nad kromką dostał głupawki. O rety, jaki on ma śmiech. Płakałam ze śmiechu wraz z nim. Godzina 1.30, a my -hahahahaha.......

Nie jestem w stanie wstać. Budzik raz drugi brzęczy nadaremnie. Zerknęłam jednym okiem - OOOOOOOO!!!!!!!! 7.30. Szybka pobudka Maleństw. Ogarnięcie wszystkiego. Pół godziny później przyszła babcia i zabrała je do przedszkola. Ja wróciłam do wyrka i odpłynęłam. Budzik mógł mi dzwonić. Nie miałam sił by wstać.
Co jest?!?!?! Nie rozkminiłam tematu, bo myśleć też mi się nie chciało ...

Ledwo zdążyłam na autobus o 13.00.Teraz odkrywam dar komunikacji miejskiej. Wspieram transport miejski. W taką pogodę nie chce mi się chodzić. Chodzić to za duże słowo. Teraz człapię.
Ale mnie to dołuje. Naprawdę ...

Ogarnęłam się na tyle życiowo, ze poszłam do przedszkola na spotkanie z logopedą. Takie spotkania są fajne i wiele dają. Rozwiałam swoje wątpliwości, bo córka czasami wpada w jąkanie. Nie zwracałam jej uwagi. I dobrze. Tak bywa, przejdzie. Tym bardziej, ze rzadko jej się to zdarza.
 -No bo, no bo. no bo ...  - traktowałam jako wyznacznik intensywnego poszukiwania odpowiedniego słowa.

Dzieci nie ma co zalewać słowopotokiem. To musi być dialog, a nie przemowa. Chłopcom należy przekazywać jasne, proste komunikaty. I to jest prawda. Do mężczyzn dalej trzeba tak mówić jak do chłopców. Zrób to, daj, wynieś. Wygląda na to, ze większa ilość słów powoduje wyłączanie się, hahaha.
Zresztą widzę to po T ., hahaha

Właśnie -logopeda. Syn unika domowych ćwiczeń jak może. Miarka przebrała się. Od poniedziałku nie przećwiczyliśmy nic. Zajęcia zostały zawieszone na nieobecność T, bo nie mamy jak dotrzeć.

- Mamo mogę iść do M?
- Nie, bo nie poćwiczyłeś
- Ale poćwiczymy jak wrócę.
 - Już mi obiecywałeś i słowa nie dotrzymałeś, nic z tego. Nie dotrzymujesz słowa.
 - Jesteś niedobrą mamą!!!! - ten to wali z grubej rury!
- Kochanie gdybym była niedobrą mamą to  miałabym w nosie jak mówisz i co robisz, ale tego nie mam więc chcę byś ćwiczył i koniec. A niedobre mamy pozwalają dzieciakom na wszystko i niczego nie wymagają. 
- To źle że chodzę do M?- kurde, co on mówi? logika dzieci czasami zabija. Ja nie mogę, zaraz mu głowę ukręcę.
- Synku, fajnie, ze masz kumpla i ze się odwiedzacie. Mnie to cieszy. Trzeba mieć kumpli, przyjaciół. Ale posłuchaj co mówię - nie idziesz bo nie ćwiczyłeś, Jakbyś ze mną poćwiczył to idź. Najpierw obowiązek potem przyjemność - Jezu, nie wierzę m, zaczynam gadać jak matka moja!!!! AAAA!!!!Naprawdę coś złego ze mną się dzieje!!!
-Mamo , mamo jakby Starszy poćwiczył to poszedł by do M, a jak nie to nie - Młoda przybiegła z pokoju. Co za Gumowe Ucho!!! I jakie kumate.
 - Widzisz, nawet twoja siostra rozumie!
 - Ale to jest głupie, nudne. Ja nie chcę!!!!
No i trafiło mnie, na maksa. Ryję powiekami po dywanie i tu jeszcze taka dyskusja. O! nie!
 - Synu jak nie chcesz to w porządku. Pójdziesz do szkoły i dzieciaki będą śmiać się z ciebie, ze mówisz językiem.eeeee.... elfów.  Staniesz się niezrozumiały i będziesz miał problemy z pisaniem i w ogóle będzie wielka kicha. Ale skoro wiesz co jest najlepsze dla ciebie to proszę - od dzisiaj sam za siebie odpowiadaj. Ja nie mam siły. Poddaję się. Sam się ogarniaj. Daj mi spokój.

 Syn się rozpłakał (hm, zmęczony?!), przepraszał. Porozmawialiśmy o dotrzymywaniu obietnic. O tym dlaczego te ćwiczenia są ważne. Jeszcze raz. I jeszcze raz. Oczywiście trochę przesadziłam. Ale trafiło mnie na maksa. Poza tym z synem pracujemy nad poprawą wymowy w zakresie dźwięczności oraz wymowy "r" jak i korekcją wymowy głosek szumiących. Więc nie jest źle, tak naprawdę.

Na początku są ćwiczenia usprawniające narządy artykulacyjne. Młoda porzuciła ciastolinę i dołączyła się do zabawy. Było śmiesznie. Jęzory na wierzchu, miny. I oto chodzi. Na lajcie.

Potem wyrazy, zestawy słów. Powtarzanie. Łączyłam je w zestawy, które dla dziecka były śmieszne.
szara szynka, szare myszki - szynka z myszek wisi w szafie
gumowe kalosze, kapelusz na głowie - na głowie taty są gumowe kalosze ,mama ma szelki z gumowych kaloszy
Dzieciaków wszystko bawi i to jest cudowne. Było tylko -
- Powiedz jeszcze raz
I powtarzanie.

I o co tyle było krzyku? Niepotrzebnych słów?
Ech.....



Młoda zażyczyła sobie do kąpieli bańki mydlane. Założyłam jej okulary, by rozpryskujące się bańki nie wpadały jej do oczów. Zakochała się w okularach. Nie chciała ich zdjąć.




I prawie poszła w nich spać. Nie ma to jak dostać hopla na jakiś punkcie.


No, ale każdy jakiegoś świra ma. I dobrze.




środa, 13 marca 2013

orgazm

Chomik oszalał. Wcina klatkę. Nocna muzyka jednostrunowca.  Na drutach coraz mniej farby. To nic, ze dostaje co tylko dostać może. Zęby wciąż o druty walą.  A może to próba ucieczki na wolność?!
Sierściuchowi dałam dzisiaj nową przekąskę. Chrupkę. Taką malusią.



Nawet trociny z oczka nie strzepał! Tak wyrwał! A mi się wyrwało:

- No gadzie ale teraz będziesz miał orgazm!!!





- Orgazm? A co to jest?! - spytała się Młoda, która zamiast zakopać się w maskotkach, nieoczekiwanie znalazła się koło mnie! AAAA!!!!

- Eeeeeeee....... - coraz większe oczy me zaczynały przysłaniać coraz większą pustkę w głowie mej - eeeeeeeeeee ......to taka radocha, wiesz odlot, eeeeee.....orbitowanie bez cukru......

- Aha - Młoda mruknęła i poszła. Uf ...

No to sobie pogadałam.
Ciekawa jestem kiedy i w jakim kontekście użyje tego słowa.

A to wszystko przez T. Wyjechał. Zostawił mnie. Na cały tydzień. I to w tym wieku, kiedy zawsze się chce. Wprawdzie nie wszystko, ale to jedno  -zawsze. Ech ...
Ha, ha, ha ....



pa pież

Wybrano nowego papieża. Rzekomo połowa świata się ekscytuje tym faktem. Niezrozumiały jest dla mnie kult jednostki.
Bo to tylko człowiek. Każdy jest ułomny. Każdy ma coś za skórą. Nawet św. Teresa. Nie ma doskonałych ludzi.
Nie ma co sie cieszyć- przecież jeszcze nic nie zrobił.
A co zrobi?!
Któż to wie?!

Jeden człowiek i taka władza.
Ilu ludzi mogło zrobić wiele dobrego, a nie zrobiło nic?
A nasz rząd - co robi?

Będę się ekscytować jak papież zmierzy się z problemami Kościoła. Problemami, które są problemami świata poniekąd.

Jak dobierze się do pedofili. Niech zamknie ich w zakonach. Albo stos uruchomi. Ha, ha, ha ....
Niech uzna prezerwatywy.
Dla dobra nie tylko Afryki.

Wiele by wymieniać. Tak z punktu szarego człowieka.

Niech zmierzy się ze skostniałością Kościoła..
Niech ewoluuje. Ku ludziom.
Niech księża mają rodziny. Niech wiedzą o czym mówią.

Dobro człowieka powinno wypływać z serca, a nie dlatego, ze ktoś mi każe, ktoś mi mówi.
Wiara jest stanem duszy, potrzebą modlitwy, a nie całowaniem w pierścień.

Aczkolwiek wiele uczymy się od innych. Ale za słowami powinny stać czynny. A nie teorie.

Bóg jest poza murami kościoła. Jest pośród ludzi. I tam kościół powinien zmierzać.


codziennik ik

By zasnąć i nie budzić się w nocy to trzymam oczy tak szeroko otwarte dopóki się da, a potem padam. Bez świadomości. Plus tabletki przeciwbólowe. Efekt piorunujący - nie budzę się już o czwartej w nocy.
Ech, co mi przyszło na stare lata......

Wczoraj padłam, zakopałam się w kołdrę i przestałam istnieć.  Z niebytu  wyrwał mnie nagle dźwięk. Co to?!  Zakopałam się mocniej. Nie łypnęłam nawet okiem. Do głowy zaczęły się przedzierać głosy. Jedna tabletka i taki odlot?! O Jezuuuuuuuuuuuuuuuu........

W końcu dotarło do mnie, ze mam dzieci. Że to córka. Poszłam do niej spać, bo "boję się", "stęskniłam się", "mamo, przytul".
Fajnie śpi się z maluchem. Sny stały się lekkie, kolorowe.....


Poranna wiadomość zadziała lepiej niż kawa. Syn  jednak weźmie  udział w olimpiadzie sportowej. Będzie jednym z pięciu reprezentantów przedszkola. Rywalizacja między wszystkimi placówkami z naszego miasta. A jest tych przedszkoli jedenaście.
Nie wierzę.
Mówił, ze odmówił i go poparłam. Dlaczego? Bo koleś nie wie na jakim świecie żyje. To filozof, a nie sportowiec.
Ale nie ma nic gorszego niż tracić wiarę w swoje dziecko. Więc super -muszę go przygotować, że to jest zabawa, tu start a tam meta, i bez medalu niech nie wraca .......hahahaha.

Swoją drogą to przez całą szkołę podstawową obstawiano mną wszystkie zawody sportowe. Nie dlatego, że byłam dobra, tylko dlatego, że nie było lepszych. Ha, ha, ha ...
Tutejsi "łowcy talentów" chcieli mnie brać do szkoły sportowej -koszykówka. Niestety, rodzice nie zgodzili się. Koszykówkę trenowałam na bazie szkoły średniej. Miałam nawet fanów. Przychodzili nawet na treningi. Potem się dowiedziałam dlaczego. Bo podobno fajnie cycki mi skakały.

Dzisiaj Trzynastego.......nie wychodzę, przytrzymam się Rolanda Topora. W taki dzień  czarny humor wchodzi wyjątkowo.




A muzycznie katuję:

Faithful Down, L.ame Immortelle -czad

https://www.youtube.com/watch?v=QFIVxB6jKpI

https://www.youtube.com/watch?v=JxmSL2kRDok


https://www.youtube.com/watch?v=A6gP16aMWto&list=PLB8E2B8B19E0C7C3A



https://www.youtube.com/watch?v=Vn3tp0pdOF4


https://www.youtube.com/watch?v=6nYW86UsZt0

etc ....;P









wtorek, 12 marca 2013

kartki pocztowe

Kiedyś był piękny zwyczaj wysyłania kartek pocztowych. Zapisana historia życia. Kartki sprzed tych nastów lat wciąż mam. Są zakładkami do książek. Przewracam strony i micha cieszy mi się przeokrutnie.

Teraz mało kto wysyła kartki. Zwyczaje zmieniają się chcąc brylować w barwach teraźniejszości. Moda nie zawsze jest cool.
Ale cóż, sms szybciej się wyśle niż kupi się znaczek. A szkoda...

Dzisiaj dostałam dwie kartki ! Od ....Dzięki!

Poszperałam trochę w pierwszych lepszych książkach. Nie we wszystkich oczywiście. Niech kartki czekają na swe odkrycie.














































Mam wiele książek bez zakładek.


Książki czekają na Twoją kartkę :D -

Młoda rysuje -grafomotoryka ważna rzecz! - i świetnie jej wychodzi :)


Jeśli ktoś jeszcze będzie o mnie pamiętał - wielkie dzięki!!!!!!!!!