środa, 6 lutego 2013

york new york

Mam przekichane - rehabilitantka katuje moje ciało, a syn głowę. Liczby opętały Starszego. Opanował zegarek. Robi sobie małe zadania na zasadzie 2 razy 2 plus 2 równa się 6. A dla mamy - ile to jest 4 razy 196? Czekam na poniedziałek - niech wraca do przedszkola i nie katuje mojego umysłu.

Już mi się śniło, że siedzę w białym wypasionym aucie. A koło mnie co?! Pies. York. Masakra jakaś.
Zawsze mówiłam, że matematyka mózg mi ryje. A tu proszę - mam osobistego stolarza.
- Mamo, a ile jest ....
I gotowe -  limuzyna i szczekająca szczotka. Dobrze, ze nie spojrzałam w lusterko .....to by było. Moje ciało wciśniete np w kreację, z mega dekoltem, do tego perły, a jak,  i  make up jak z...... z pewnością poranna kawa  nie odwirowałaby tego porażenia mózgowego.

 Synek na szczęście synek ma inne zalety, takie ludzkie. Jako kierownik zamieszania pogonił swoją siostrę do wycierania kurzów. Ty tu, ja tu - podzielił półki na rewiry i sprzątali. Jeden był warunek - mam nie grać.
 Kurde, za porządek?! Klawisza nie dotknęłam!

Córka też łapie klimat:
- Ty nie możesz, bo masz chorą nogę.
Ha, ha ha, w porzo. Choć na tyle zdało się to wszystko. Empatia kiełkuje.

Liczę czas na odstawienie kul. Już za chwileczkę, już za momencik. Dość tego. Czuję się wyatuowana z życia. Zasiadłam niczym w bujanym fotelu i bujam się tylko w dwie strony. A reszta świata?!

Choć z drugiej strony - czy mi źle?! Po co ta życiowa gonitwa?! Co jest ważne w życiu, kiedy życie takie kruche jest? No to cieszę się każdym dniem, nie myśląc o jutrze...

Jestem z Maluchami. One są jak wyspa nieznana. Prawie każdego dnia odkrywam coś nowego.
Bo dzieci odkrywają coś. I każdego dnia żałuję, ze tak szybko rosną. Dotarło do mnie przemijanie.
Flaszka w lodówce mrozi się ...

Dzieciaki ...te ich przytulaski, całusy, słowa, np. wracam z kuchni, a córka potrafi przytulić się mówiąc:
- Stęskniłam się.
Syn, który potrafi poplątać się w słowach., bo nie wie jak powiedzieć mi, ze mnie kocha, bo kocha mnie tak strasznie i mocno że... że...że mnie nigdy nie opuści. 

 Magicy -Pajęczarze zamotali mnie w sidłach słowach. Aż głupio krzyknąć. Kolejny banał ciśnie sie na usta -te małe istoty nauczyły mnie na nowo spostrzegać świat. I siebie też. Ha!, bystra jestem: dostrzegłam to. W końcu!

Staram się zmieniać dla nich. Ale bez przesady. Kwoka jestem owszem, ale z pazurem. A nawet dwoma pazurami. Widocznymi dwoma pazurami. Reszta chowa się w legowisku, gdzie się wygrzewam siedząc w tych domowych pieleszach. Niech no ja tylko wyjdę.

Dzieciaki, jak T nie ma, to wlatują mi do łóżka. Cieszą się,mówiąc, że ich nie wyniosę. Nie protestuję zbytnio, bo i czyż to nie cudownie móc zanurzyć nochala swego w dziecięcych karczkach? Oj, boskie to jest uczucie. Nie odmawiam sobie tego, póki mogę. A mogę, bo T nie ma . Ha, ha, ha.
Oczywiście moje miejsce w łóżku jest po środku. Czytaliśmy  Bubusia Buchatka i żartowaliśmy w trójkę. Uwielbiam te chwile. Dzieciaki poszły spać, a ja popłakałam się zniewolona tym cudnym czasem. Znowu ze mnie zrobiły tkliwą babę.
Mówiłam: magicy.


Albo zbliża się menopauza. I to dopiero będzie się działo, ja pierdolę .




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz