czwartek, 28 lutego 2013

chomikofo

Wieczorem postanowiłam upolować chomika. Ustalić, którędy myka. Już ja cię dorwę Maleńki, a jak. Chomiś przebudził się i zaczął pałętać się po klatce. Siadłam sobie z książką i zerkam na sierściucha. A chomiś, nie głąb, zaczął sobie robić toaletę. A to umył łapki, a to uszka, a to się naskubał i wydrapał. Poszedł do miski, poszedł napić się. No głupa rżnie, ze nie mogę. Po pół godzinie stwierdziłam, o,nie brachu, tak bawić się nie będziemy. Zgasiłam światło i poszłam do pokoju. W mieszkaniu zapanowała ciemności i cisza. Nastawiłam radary. Nie minęło 5 minut jak usłyszałam lekkie BACH!. A MAM CIĘ GAMONIU, HEHEHE! A jak , Zygmunt był już na szafce, poza klatką. O ty łobuzie!!! Okazało się, ze dziura od rury nie była dobrze zakryta i  dzięki tej szparze wyłaził sobie na nocne spacerki. Ale czy on to zrobił czy to moje niedopatrzenie, któż to wie. Z czasem wszystko wyjdzie na jaw.

Teraz pałęta się jak nieszczęśliwiec. Niech kombinuje.



Dzieciaki zluzowały na maksa. Nie chce im się wstawać, nawet o 7.30. Od momentu mojego zwolnienia lekarskiego straciły poranny rytm i "rygor". Wczoraj zostały w domu z powodu pokaszliwań, ale, ze wszystko wydaje się być w porządku, więc koniec laby i dzisiaj do przedszkola marsz. Ale łobuziakom nie chciało się wstawać, bo one chcą zostać w domu. W końcu nadeszła minuta ostateczna. W akcji porannego zamieszania straciłam równowagę. Machanie łapkami i refleks uratowały mnie przed upadkiem. Zaklęłam okrutnie:
-Szlag! Jasny!
A moja córa tak stojąc z boku, tak patrząc filuternie spod grzywki, która włazi jej w oczy, rzekła spokojniutko:
- Oj, Arte, uspokój się.....
O mało co, nie fiknęłam drugi raz.


Pogoda zrobiła się piękna w sam raz na spacer. To poszłam sobie tu i tam. Przeszłam ulicą "cudów". Ulica ta leży niedaleko brzegu rzeki. Stare, zaniedbane kamienice wymieszane z blokami PRLu. Życie toczy się na ulicy. Pełno też Cyganów, którzy są narodem wielce hałaśliwym.
Idę sobie spokojnie. Facet mnie mija.
- O taka fajna kobieta, ładna a już kaleka. Niech się pani nie martwi, życzę pani dużo powodzenia.
O mało co, a zabiłabym się o kule ze śmiechu. A że o gustach nie dyskutuje się to odparowałam:
- Dzięki. Panu też życzę powodzenia.
- O proszę pani w moim wieku to wie pani...
- Nie wiem, No to życzę dużo zdrówka.
I poszłam z takim bananem na twarzy, ze ja cię nie mogę. Szkoda,że nie zerknęłam do reklamówki  faceta, co on tam targa, bo też kupiłabym to. O, żesz, mocny trunek musiał być.
- Dobrze, ze zima się skończyła, to może pani spokojnie iść - następny facet rzuca złotą myślą. Nie mogę, hahaha. Tym razem podpieracz murka. Na zabicie oczekiwania najlepsza rozmowa. Kac może mniej boli.
- Wie pan, gdyby zima była to założyłabym narty, w końcu kijki mam.
I poszłam cała zakaszlana ze śmiechu. Oto pierwsze kwiatki nadchodzącej wiosny. Świat zaczyna weseleć.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz