sobota, 19 stycznia 2013

bo tak to



W piątkowy poranek przebudził nas kaszel córci. Głeboki, nieprzyjemny.
 T poleciał do przychodni zarejestrować na wizytę. Zdążyłam zadzwonić, by również syna zgłosił, bo wstal zasmarkany.
Numerków już nie było- możemy przyjść i wejść miedzy pacjentami.
W przychodni byliśmy godzinę później. Moje kule zadziałały-ktoś nas przepuścił.
Syn- lekarka usłyszała szmery przy sercu. Cienie pod oczami. Dostał skierowania na badania.Pewnie robactwo, a szmery, są częścią pracy serca. Wujek Google wszystko tłumaczy.
W końcu z chorym serduchem nie mógłby śmigać jak śmiga.

Jak babcia odbiera dzieciaki z przedszkola to syn mówi -Pa, pa i biegiem wraca do domu. Sam. Babcia może sobie mówić. Domofon, drzwi i radosny krzyk: Jestem!!!!
Wczoraj też przyleciał sam. Wcisnął babci kit, ze strasznie chce mu się sikać, więc leci.

Cała czwórka w domu. Bajecznie. Dzieciaki skaczą nad moja nogą. T blady krzyczy, maluchy przepraszają. Kwadrans wystarczy, by znowu podnieść mi adrenalinę. Czasami nawet jakaś łapka oprze się o kolano. Nie jest łatwo. Czasami nawet i zawyję.
Tylek też boli. Odparzył się w szpitalu. Widocznie za długo nie mogę leżeć w łóżko, bo gniję.

- Powtarzaj za mną, jeden -słyszę jak syn szkoli siostrę swoja.
 - Jeden.
- Dobrze, dwa,
- Dwa
............
- Nie poddawaj się, nauczysz się liczyć do dziesięciu.

A za chwile słychać krzyk.
 - Mamo a on mnie bije....
-  Mamo, a ona zaczyna......

T puszcza Scooby Doo.
W ciszy wbijam sobie igle w brzuch. Jak ja tego nienawidzę.

Jakby to powiedzieć -Są kule, jest zabawa.




Nie umiem ich ogarnąć. W kuchni lecą, przeszkadzają. Na nogę stanąć nie mogę.
Nie mogę siąść na podłodze i okładać klocków z dzieciakami.
Wielu rzeczy nie mogę.
Straciłam część zleceń.
Zaczynam ćwiczyć -kolano niewiele się zgina. Początek.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz