poniedziałek, 21 stycznia 2013

Afgan

Ściągnęłam sobie plaster. Wolność dla kolana. No i nie mogłam powstrzymać się.


Dwie dziurki -oto cud medycyny  na mnie.


Dzieciaki zawołały mnie do pokoju. Odmówiłam wejścia. Prawie wszystkie zabawki były na podłodze. To czorty małe!!! Kurde, mój Afganistan normalnie. Co klocek to mina. o!, nie!
Syn wieczorem posprzątał. Zrobił to idealnie. Zaskoczył nas niesamowicie. Książki równiutko poustawiane na półce, zabawki też. Na stolikach nic nie było. Szok!!!
- Teraz będziemy sami sprzątać po zabawie, i zabawki odkładać na miejsce!
- A ja nie! -krzyknęła Młoda
- Będziesz!!!!!
Wybuchła awantura. Mówiłam -Afgan normalnie.

Dla spokoju zaczęłam czytać Jasia i Małgosię. Wersja w ciezkim brzmieniu słów braci Grimm.

Jak pierwszy raz przeczytałam tą bajkę to Młoda stwierdziła:
- Ale to głupie.
Potem dodała, ze mnie do lasu nie puści.
- To chyba ja ciebie, kochanie.
Rozmawialiśmy. W końcu przestała się bać.
- To tylko bajka - teraz mówi.
Ufff, będzie dobrze. A swoja drogą wciąż się dziwię jaką potęgę mają słowa- straszydeł ze Scooby Doo nie boi się, a tutaj wtula się we mnie wystraszona. Może to początek rozwijania się empatii.
Reakcję syna też trudno zapomnieć.
-Nie mogli pracować?! Dlaczego tato posłuchał się? On nie był zły.
- Oj synku, widzisz są takie baby co robią facetom z serca jak i z mózgu sito.
-Ale ty taka nie jesteś!
- Nie wiem, hahahahahaa, zapytaj się taty.
Ale potem odbyła eis rozmowa poważna.

Kule doprowadzają mnie do szału. Gdzie i jak nie postawi sie ich to lecą. Czuję sie zmęczona tym wszystkim.
Szukam pozytywnych stron. Żart redukuje ciśnięcie gumy od majtek w kostki.



Obsługa kontaktu? Nawet ze środka pokoju. Poprawienie firanek? Jedną reką!
Trudność ? Przeniesienie kawy z kuchni do pokoju.
Rok temu nauczyłam się skakać na 1 nodze z filiżanką w reku.
Teraz cóż, mam czas na trening. Może opanuję kolejną sztukę.
A potem czeka mnie olimpiada paranormalnych.

Wieczorem opowiedziałam sen T.

- Śniło mi się, ze byliśmy na spotkaniu towarzyskim. Kurde, mega, bo byli prawie wszyscy. Śmiech, żarty, bajera klimat. I nagle przypominam sobie, że mam dzisiaj urodziny i to 45!! 45!!! o ja cie pitolę..
Lecę do ciebie i mówię, ze mam urodziny, ze korzystając z okazji montujemy impre. A ty nic, zajęty rozmowa zignorowałeś mnie. Ale ty jak gadasz to świat przestaje istnieć. Ech, zrobiło mi sie smutno,machnęłam ręką  myśląc" A gon się waflu!" i poszłam do ekipy z zapytaniem, gdzie balujemy? Knajpa? Domówka? zapraszam bo mam urodziny i to o kuźwa, czterdzieste piąte!!!!
Nic!!Zero reakcji. Zrobiło mi się smutno i ze smutkiem wstałam.

 I kiedy opowiedziałam ten sen to uzmysłowiłam sobie, ze chyba byłam duchem. O zesz w mordę, pasowałoby. To niemożliwe, by T o moich urodzinach nie pamiętał, by znajomi zapomnieli. Ha, chyba odejdę nieoczekiwanie. Śmierć nagła. Podobno wówczas dusze są na ziemi, wśród żywych.
Zresztą biorąc pod uwagę ostanie moje przypadki to już się ze mnie śmiano:
- A w następnym roku to co? bioderko? I co rok to wyżej?
Historia układa się w spójna całość. Nie mogłam się powstrzymać.



Reakcja T:

- Stuknij się, wariatko.

No to sie stuknęłam.






Wypijmy! - za życie, póki trwa.











Brak komentarzy:

Prześlij komentarz