wtorek, 28 marca 2017

zaskok

Wróciłam do domu. Czerwona, spocona, radosna.I tak dumna z siebie. Przeżyłam.
- Gdzie byłaś? - zapytał syn buzią pełną jedzenia, gdy weszłam do kuchni.
- A na kickboxingu. Zapisałam się. Power maks, czuję, że czuję. Każdy mięsień!
Starszy, aż wypluł do talerza to jedzenie, które tak mielił i mielił w buzi.
-Co?! Po tobie można wszystkiego spodziewać się. Zaraz będziesz skakać przez płoty, z dachu, i przyślesz zdjęcie z Wenus.
- Hahahahah teraz to pojechałeś chłopie. Wiesz całe życie marzyłam, by nawalać w worek i teraz tak będzie.

Faktycznie, przez pół życia karmiona filmami z Van Damme'n, z Bruce Lee,  marzyłam, by uprawiać jakieś sztuki walki. Najlepiej tajski boks. Ale rodzice zawsze wybijali mi to z głowy, a później pomimo niezależności jakoś tak życie pognało do przodu. A teraz? A teraz stoję w miejscu i rozglądam się co by tu jeszcze przeżyć.Teraz cieszę się jak dziecko, ze przeżyłam pierwszy trening. A był morderczy.

- Wiesz zastanawiałam się czy zakwalifikuję się na zapis, taka staroć, to tak nawet głupio.
- No co ty, ja się cieszę, w takim wieku powinno uprawiać się sport, jakikolwiek. Następuję zwyżka formy fizycznej, lepsza przemiana materii .. - odpowiedział instruktor.
- I można zaskoczyć powalając kogoś celnym ciosem- zbrechtałam.

Wyżyję się, spalę w sobie agresorka, będę mieć płaski brzuch i mocny cios. I żadnych tłustawych ramion z obwisami jak firany w dawnej jadalni na pkp. Ble.

Ćwicząc, patrzyłam, na lustro, które było przede mną. Nie mogłam powstrzymać się od śmiechu. Czerwony, bezkształtny kalafior to ja. Wow, potęga. Potęgą było nie pomylić kroków. Podstawy uderzenia. Obrony. Praca nóg.
Mój nowy raj.

Opanuję podstawy to będę walić w worek. A jak będę walić w worek to kupię sobie swój i będę dalej walić w worek. Cudowna esencja życia. Wszystkie sny, marzenia i pragnienia zamknę w pięści i przypierdolę nimi mocno w worek. Aż nic nie zostanie. Nic, nic, nic.

Muszę dorzucić bieganie. Rower. Rolki. Zagubić w sobie poczucie więzi z krainą cienia. Zdeptać pragnienie śmierci To coś, co we mnie drzemie, najlepiej opisał Charles:

Jest we mnie coś nad czym nie panuję. Nie potrafię przejechać samochodem przez most bez myśli o samobójstwie. Nie potrafię spojrzeć na jezioro czy ocean bez myśli o targnięciu się na własne życie. Nie trwa to długo, ale zawsze mnie zaskoczy: SAMOBÓJSTWO. Jak światło pojawiające się nagle. W ciemności. Jakby było wyjście, które pomaga ci zostać. Rozumiesz? Istnieje też możliwość, że to szaleństwo. A to już nie przedszkole, kolego. Więc zawsze gdy spiszę dobry wiersz, dostaję zastrzyk energii, żeby iść do przodu. Nie wiem jak inni, ale czasem, gdy schylam się żeby włożyć buty, myślę sobie, "Jezu Chryste, i co teraz? Przesrałem życie, mam dość, nie daję rady". Muszę odrobinę z tego wyrwać, ale nie za dużo. Przypomina to przełykanie gówna całymi wiadrami. Nic dziwnego, że więzienia i domy wariatów są pełne, podobnie z rynsztokiem. Dlatego lubię patrzeć na koty, one mnie luzują. Sprawiają, że czuję się dobrze. Nie wsadzaj mnie do pokoju wypełnionego ludźmi. Nigdy. Zwłaszcza w święta. Mówię ci, nie rób tego.
— Charles Bukowski, fragmenty książki „Kapitan wyskoczył na lunch, więc marynarze przejęli statek".


A kota chce Młoda. I to chce strasznie mocno. I będzie mieć. Kiedyś, na lato,  na sierpień. Gdy będziemy w domu. Na razie to ja kota dostaję przez nią.
Młodej nic nie pasuje. Wszyscy chcą pizze, ona nuggetsy. Każda koszulka uwiera, bluzki za ciasne a skarpetki i majtki do bani. My idziemy prosto, ona znika gdzieś po kątach. Zawsze na opak. Zawsze coś nie tak. Zawsze coś.
- Wiesz  Młoda, czasami już mnie tak irytujesz, ze mam wrażenie, że ciebie nienawidzę, naprawdę, aż nie mogę, no nie mogę.
Córka popatrzyła na mnie.  Jej wielkie brązowe oczy ze zdziwienia przeszły na psotny blask.
- Ale i mnie kochasz najmocniej na świecie! - rzuciła z pewnością siebie.
- To fakt, kocham cię, ale kiedyś nie wytrzymam. 
- Ale wiesz, że ja mam wszystko w tyłku. Jak ty mamo. Jesteśmy takie same.
- I to mnie wkurwia, kochanie, najbardziej.

Ale co tam. Zapisałam się na zajęcia. Będzie to nowa forma mego życia. Lubię siebie rozpieszczać. I dać sobie wycisk. Czy wytrzymam? Kolejna granica przede mną. Mój Rubikon.
Kiedyś czas zacząć spełniać swoje marzenia. Bo życie minie, oj minie.
A czas szybko ucieka. Spojrzałam na zegarek. Wskazówki wskazywały na  21:30, a Młoda dopiero weszła pod prysznic płacząc, że jednak ma jeszcze jedno zadanie do odrobienia. Starszy zaczął się  drzeć, by nie płakała tylko szybciej wyłaziła z łazienki. Mooniek puścił jakiś jazz, by zrobić z muzyki ścianę wyciszenia. Dom wariatów. Puściłyby mi nerwy, ale jak dobrze, że wszystko mnie boli, jak dobrze, że nic mi się nie chce. Jęknęłam tylko:
 - A ja wam mówię, ze kiedyś nie wytrzymam i się wyprowadzę. Gdzieś w cholerę wynajmę pokój, znajdę pracę i już.
- Mamo, to twoje życie i wszystko możesz.
- I to sobie zapamiętaj synu. To sobie zapamiętaj ...





(hmmm....Cerekwicka w końcu nagrała coś na miarę siebie i swojego głosu, czas najwyższy )





Spełniajcie się, bo życie tak szybko odchodzi 
👹😛😎




poniedziałek, 27 marca 2017

poveste









Chodzę i mówię co mnie irytuje. Irytuje mnie to, że chodzę i to, że mówię. Po co mówić, po co chodzić. Po co cokolwiek robić. Inaczej jednak nie mogę, jak chodzić i mówić. I nagle ten zlepek ewoluuje na moich oczach. Układa się w most, w drogę taką. Na przęsłach. Wahadłowy. Pięknie niebezpieczny. Z brakującymi deskami. Co drugiej dechy nie ma, a co czwarta połamana.Wiem, gdzie jestem i na czym stoję. Ale idę tam, gdzie idę. Lubię tak prowokować i gnać uciekać, szukać. Lubię włazić na ten dziurawy most i skakać po nim. Skakać, skakać i krzyczeć, a niech chwieje się, niech runie. Niech wszystko runie.
Nowa budowla. Nowe zdarzenia. Nowa tragedia. Nowa historia.
W pewnym mieście pewien facet miał wybudować świątynie, a ponieważ był mistrzem to został wezwany. Władca, który go zawezwał, siedział w wannie pełnej krwi.  Był poszukiwaczem nieśmiertelności. Też tak można. Zamiast koziego mleka - blood. 
Kiedy wstał z tej wanny to stanął w nagości swej okrytej purpurowym płaszczem. Płaszczem z krwi. 
Ta krew ciekła mu z nosa, z brzucha.  Ciekła mu z przyrodzenia i kapała: kap kap kap. 
Kap, kap, kap ...
I z moszny tak: kap, kap, kap.
I w tym kapie, w tej krwi stojąc, władca przemówił:
 -  Wybuduj mi chłopie najpiękniejszą cerkiew, świątynię, która będzie niepodobna do innych budowli, która będzie moja, i którą będą podziwiać pokolenia.
- Zbuduję.  Nigdzie nie zbudowałem takiej samej świątyni, zawsze kolejna jest piękniejsza od poprzedniczki.
 - Kolejna lepsza - zamyślił się władca. "Kolejna .. " - A komu ty chcesz budować jeszcze, co?
- Panie, świat nie kończy się na twoich kaprysach.
- Nie? - zdziwił się władca i już nic więcej nie powiedział, tylko uśmiechnął się. Tak lekko krzywo. Szyderczo nawet po trosze.
Władca nie mógł lepiej trafić, ale za to mistrz wpadł w samo gówno. W sam środek krwi. Tak oto śmierć zaczynała swój taniec: kap, kap, kap.
Manolo siadł na placu budowy czując wielką niemoc. Nie było myśli, nie było nic. Tylko fallus cieknący krwią machał swoją główką.  Wciąż miał w głowie: kap, kap, kap. 
I  nie szło mu nic. Nic, nic, nic. Cholerny fallus zamiast wiary wypełniał mu sny.
Manolo wracał do domu wieczorem, do swojej siedemnastoletniej żony i wtulał swą głowę do jej łona. A w łonie tym rozwijał się ich syn. I tak mijał tydzień, jeden, drugi, trzeci: syn rósł, a mistrzowi nic a nic nie rosło. 
I tak Manolo siedział na pustym placu budowy i tylko dłonie żony przynosiły mu radość życia jak i nadzieję, że jutro będzie lepiej.
Będzie lepiej, będzie lepiej, bo lepiej musi być. I któregoś dnia zleciał anioł. Popatrzył na plac, popatrzył na chłopa:
-  I co? i gówno. Myślałeś, że wybudujesz cerkwie, ale bez nas to dupa blada. Ale wiesz co, zróbmy tak. Zamurujesz w fundamentach świątyni pierwszą osobę, która zjawi się na budowie, a my już ogarniemy resztę. Znaj naszą dobroć ważniaku.
Co tam jedno ludzkie życie. Świątynia ku chwale Boga musi stanąć. I niech władca ma swoją dumę.
Manolo się zgodził. 

Nastał kolejny dzień. Mistrz poszedł na budowę i zaczął ciąć dechy, układać je i myślał. Myślał, układał, ciął.  
A tu żona przyszła. Ze śniadaniem którego zapomniał. 
- Kochana moja jedyna, niezastąpiona...
Ucieszył się. Wzruszył. Ucałował.
I zesztywniał. 
Zamarł.
To była pierwsza osoba, która weszła na plac.
Anielski plan. Pełen miłości. Zrozumienia. 
Tak, tak, tak, kap, kap, kap...
Co mógł zrobić? 
Co?
To co musiał zrobić.
Zamurował żonę wraz z nienarodzonym synem. Na żywca tak. Cegłówka po cegłówce, cegłówka po cegłówce, cegłówka po cegłówce, cegłówka po cegłówce, cegłówka po cegłówce ...
To nie był strzał z pistoletu. to była cegłówka po cegłówce. Milion sekund, tona myśli.  A on? A on wciąż kładł tą cegłówkę po cegłówce, cegłówkę po cegłówce. Swoimi rękoma tak kładł.
Cegłówkę po cegłówce.

Taki był układ z aniołem, tak chciał świątynie, tak ...tak kurwa ...jak kurwa tak można?
No jak? Jak można?
A jednak można.
Mężowie potrafią tak. Tak kłaść.  Tak cegłówkę po cegłówce.
Podobno nawet w oczy sobie spojrzeli, przed tą ostatnią cegłówką: spojrzeli sobie bardzo głęboko w oczy.
Ile trwała ta chwila, co myśleli, co powiedzieli, ile milczeli, co czuli?
Za słabo czuli, by zdemontować mur i olać świat. Demagogia wiary zeżarła ich dusze.
Manolo może i kochał żonę, ale swoją sławę i wiarę kochał jeszcze bardziej. A ona? Ona jego kochała - nie uciekła. Poddała się. Ku chwale boskiej.
Ofiary miłości.
Tandetne piękno.
Jak krew cieknąca po mosznej: kap, kap, kap.

Aniołowie dotrzymali obietnicy. Powstała urzekająca budowla, która stoi do dziś w Rumunii.
A Manolo co? Po tym jak go władca uwięził to chciał uciec z niewoli,  z tego szczytu dachu, skąd zabrali mu drabinę, ale tylko powielił mit o Ikarze. 
Zawsze ktoś coś powiela. I głupio potem umiera. Jakby nie wiedział....

Świątynie można podziwiać w Curtea de Arges. 
Arges, to rzeka, to imię żony Draculi. To też jest niezła historia i też do dupy. 
Wszystkie historie są do dupy.
Tak jak mój most.

Deski jak słowa, jedna po drugiej, jedna po drugiej. A most wciąż dziurawy, rozkołysany, niebezpieczny. Ale mój. Bez aniołów. 
I bez św. Jana w pobliżu. A Nepomucen powinien stać, choćby w cieniu. 
Powinien.

Powinno być wiele rzeczy.

Tak, tak, tak, kap, kap, kap.....

Tylko bez aniołów. Niech ich szlag. I bez ślepej miłości do aniołów, którzy wcale nie są idealni.

Ideały nie upadają.
Podobno.

Walczą o siebie.
Na dziurawych mostach.









.
***.......story wszelakiej maści: Kruszona Michał: Czarnomorze skąd pochodzi historia Manola




niedziela, 26 marca 2017

foto :)

. Cierpię na niesforność serca i nieznośne napady lekkomyślności.
 Jeśli idzie o samokontrolę, mam luki u podstaw."
- B. Asher














































foto: Mooniek
























































foto: Arte










sobota, 25 marca 2017

niech....


foto Arte:D















idę zrobić sobie
niepoczytalną niedzielę
zawrócę sobie 
w głowie
milionami gwiazd
i obietnic słowami
niech żrą duszę
niech znikną mi sny
w cieniach 
czerwonych olbrzymów
białych karłów
i shotów podawanych
 do stolika
niech niknie wszystko
niech wszystko
będzie niepoczytalnością
niech
niech 
niech 
niech barman zmieni płytę
niech da więcej shotów
chcę więcej niech
niech to trafi szlag
idę
idę
idę
zrobić sobie
niepoczytalną niedzielę



Arte











niedziela, 19 marca 2017

vol 1


“Chcę z Tobą robić wszystko. Przez całe życie.”
~ Francis Scott Fitzgerald






Weszła do biura i rzuciła szefowi papiery na biurko. Spojrzał na nią spod oka. Niezła sztuka. Wyrachowana, zimna, pociągająca. 
"Jak butelka bourbona z 1912 roku" - pomyślał.
Bardzo pociągająca. Tylko niedostępna jak złota karta kredytowa w banku. Choć, z czasem, z czasem wszystko zmienia się. "Cierpliwości zatem, cierpliwości" -pomyślał, ale dla zasady warknął:
- Co tym razem?
- Zamówienia szefie.- jej głos miał nutę obietnicy pieszczoty. 
"Co za suka" - przeleciało mu przez głowę.  Nie cierpiał tego typu kobiet. Świadomych swojej atrakcyjności z pełną gamą zasieków.
Wziął do ręki dokumenty i zaczął wnikliwie czytać. Sytuacja była naprawdę ciężka, i należało sięgnąć po awaryjny plan. Znowu awaryjny plan. Miał nadzieję, ze i tym razem uda się. Wciąż próbował odbić firmę od dna, ale konkurencja zabierała mu rynek. Kiedyś było prościej. Lepiej. Teraz nawet i marketing nie dawał rady. Szlag. Szlag jasny! Podniósł głowę znad dokumentów i spojrzał w jej oczy. Były zimne, przenikliwe, pewne. Z blaskiem radości i braku wahania. 
"By cię szlag" - pomyślał - By szlag to wszystko". Otarł ręką czoło.
- Kurwa ...- jęknął.
 Spojrzała na niego. Figlarnie.
- Tylko tyle powiesz, szefie? - zapytała z anielską bezczelnością.
- Tylko, kurwa, tyle. Bierz 10 wkładów. Rozumiesz? Tylko 10! Nie chcę kontroli!
- Spokojnie, szefie. Dyszka to dyszka.
- Ale rozłóż to na dwa, trzy tygodnie.
- To moja działka, nie pouczaj mnie - syknęła jadem pełnym słodyczy.
Biorąc papiery spojrzała na niego morderczym wzrokiem i wyszła. Liczyła na większe zamówienie, ale dobre i to.
W swoim biurze przebrała się. Spojrzała do lustra. Poprawiła krzywo zapięta broszkę,  wyrównała klapy marynarki i wygładziła spódnice. "Ujdzie - pomyślała - wszystko ujdzie, jak zwykle".
Wyszła. W końcu nadszedł czas na realizację bonów.


Wjechała windą na 22 piętro budynku 33 piętrowego. Wysiadła i wyszła na korytarz. Był ciemny, długi i paskudny. Czuła się jakby chodziła w dżdżownicy. Od głowy do dupy, czy też na odwrót.
- Kiedyś dostanę tu obłędu...
I jeszcze te mrugające światła jak z pieprzonego tandetnego filmu amerykańskiego. 
Jej mieszkanie było azylem weekendowym, wpadała tu nie tylko zamieść pajęczyny. 
Z przedpokoju weszła do kuchni i nastawiła ekspres na kawę. Przyjemny aromat wprawił ją dobry w humor. Włączyła radio i nucąc Aurę "If you":
If you find yourself lost,
I'll find a way to get to you,
If you find yourself lost,
I'll find a way to get to you
 otworzyła okno. Spojrzała na ulicę:
- Jak mrówki, jak mrówki - zamamrotała wyciągając karabin z lodówki. Wróciła do nucenia:
LOVE, MERCY, TENDERNESS, FREEDOM
LOVE, MERCY, TENDERNESS, FREEDOM
Złożyła go w jedną całość. Piękny. Lekko przejechała palcami po kolbie, jak po ciele kochanka. Pocałowała zimna stal.
- Moje kochanie.....
Spojrzała na ulicę  i przez lunetę zaczęła rozglądać się za celem. Nie będzie to, jak za nastolatki, lampa uliczna, ani żaden pieprzony ptak. Trudny wybór komu zgasić świecę. "Jak dmuchnę to na amen". Rozśmieszył ją własny żart. Na moment. 
"Niebo dzisiaj otwieram.  Niebo - raz, dwa, trzy, kto ma na sobie niebieski zobaczy niebiańskie pieski"
Wycelowała. Trzy osoby upadły na chodniku. Facet w niebieskim swetrze, dziewczyna w niebieskich dżinsach i chłopczyk w niebieskiej kurtce. "Może zrobiłam wam przysługę, kto wie, kto wie...." Nie miała czasu patrzeć jak panika ożywiła przelewający się do tej pory, leniwie tłum. 
"Tak, panika jest dobra energią" - pomyślała i uśmiechnęła się.
Rozmontowała broń i schowała. Wyszła spokojnym krokiem. W mundurze policyjnym.









toporowsko



Kretyn to istota zabawna, malownicza. Obcując z nim, człowiek zyskuje na pewności siebie, słowem - kretyn wprawia w dobry humor i zapewnia zdrowie.




Wzięła swoją glowę i spuściła z 10 piętra, po schodach. Bum, bum, bum..., a kiedy dobiegła ją na parterze, wzięła pod pachę i poszła zagrać w kosza. 
Trening rzutów osobistych nie był niczym innym jak niemiłosiernym waleniem o obręcz i tarczę. Stała długo i cierpliwie rzucacając i rechocząc przy tym okrutnie.
Nawet raz dostała zębem w lewą pierś. Zębem, który odbił się od tarczy podczas rzutu.  Rozbawiło ją to przeokropnie.
- To był atak lwów - ryknęła - zaraz was powybijam wszystkie.
I dalej tak stała i rzucała, aż mózg eksplodował i wypadły oczy. Znudzona zepsutą zabawką wykopała głowę gdzieś w niebo i nie patrząc gdzie upadła  poszła do piaskownicy. 
W piachu wyrwała jedną rękę i zrobiła z niej łopatkę.  Siedziała na brzegu piaskownicy i ryła nią korytarze i zamki. 
A potem,  w szale tworzenia, pobiegła pod kosz, by odszukać w trawie oczy. Miały być cześcia herbu - Wydłubiskowa.
Kiedy je znalazła, okazało się, że jedno oko było już rozdeptane a drugim bawił się mały szczeniak. Chciała go kopnąć w zadek, by odzyskać swój skarb, ale stwierdziła, ze pacanie go łopatką będzie weselszą zabawą. 
Nie chciało się jej biec z powrotem do piaskownicy, więc oderwała sobie nogę i skacząc na drugiej, podążała za psiakiem celując w niego, raz to w głowę, raz to w zadek.
Nie zauważyła, kiedy wypadła na ulicę.

Facet kadłubem rozbryzgał krew, która spływała po przedniej szybie. 
- Ja pierdolę, co to było? Gołąb?
Wysiadł z auta i zobaczywszy to co zobaczył wezwał policję.
Policja wezwała karetkę pogotowia.
Sekcja zwłok wykazała brak serca.

Śpij Kadłubku spokojnie.













piątek, 17 marca 2017

gosstracja :P

"Są chwile, kiedy myślę, że nie pasuję do jakiejkolwiek relacji międzyludzkiej."





Funkcjonowanie w strukturach społecznych i udawanie człowieka jest strasznie męczące. Przyszłam i padłam. Zasnęłam  w swoim świecie. Oddarta z ról zasnęłam po prostu. Z uśmiechem; Na swojej kartce papieru. Niezarysowanej, niepokreślonej. Pustawej takiej. Zasnęłam w swoim świecie. A miałam podłogi umyć. Straszne. Sumienie kobiety uległej zbiczowało się słowem: - Ty leniwa cipo! Cień macochy przewinął się karcąc mnie jak Kopciuszka. Czy tak nie jest? Czy Macocha nie jest tą inną kobietą: matką, babka, ciotką, sąsiadka, która każe być niewolnicą, bo przecież taka jest rola kobiety.
 Fuck! 
Oliwek brak w lodówce
To jest dopiero problem. Niepełne życie, niepełny smak sałatki. Powrót na kartkę. Zawiśnięcie w pustej przestrzeni. Żadnej kreski, żadnego ruchu dłonią. Nic. Pustka. Czystość idealna. 
Kurwa.

- Potrzebuję pracy, Cokolwiek. Bo zwariuję. Cofnę sie społecznie i poproszę o łóżko w psychiatryku,

Tylko czy ja potrafię cokolwiek? Technik ekonomista, animator kultury, pedagog, referent, chuje muje dzikie węże spierdzielaj na taśmę i śrubek, kurwa, nie pomyl. 

- Mooniek! będę na twoim utrzymaniu, będę pić i pisać i robić ci obiady. Pasi?

Nie, nie poddam się tak łatwo. Wszystko tylko nie gotowanie!

- Nie proszę pani, nic  nie wiem o ZUSie, poza tym, ze w swoim czasie miałam problem zdrowotny, stad ta przerwa w zatrudnieniu i musiałam walczyć z systemem. Ale naliczanie składek jest nieznanym mi tematem, który chętnie poznam. Od tego jest staż prawda, żeby nauczyć się, czy jednak chcecie, jak większość pracodawców, tanią siłę roboczą?

- Tak wiem, ze na odcinkach wypłat są wykazane potrącenia, ale nie patrzę na to, bo inaczej by mnie szlag trafił, jak każdego człowieka. 

 - Cieszy mnie bardzo, że państwo będą ogłaszać rekrutację. Mam 44 lata i o niczym nie marzę jak o stabilizacji zawodowej i uczciwej płacy.


- Porzedni pracodawca owszem, chciał zatrzymać,ale przecież w tym celu należy stworzyć nowe stanowisko pracy oraz ogłosić konkurs. Jeśli tak będzie wezmę udział. Jednak na dzień dzisiejszy, tak jak Państwo - można stażystami pracować, prawda? Wszystko to polityka pieniężna, a nie osobowa.Ludzka.

- Wie pani co, jak człowiek pracuje świat wydaje mu się ciekawy i z możliwościami. Kiedy jednak zaczyna szukać pracy wszędzie są szlabany. Dajcie mi cokolwiek, bo za studia muszę płacić. 

- Wiem na czym ta praca polega, bo jednak od 10 lat jest w temacie, a przez 13 parałam sie w tym klimacie, nie mniej jednak nie obiecuję, że będę dyspozycyjna, bo nie wiem co jutro będzie. A naprawiać świata, w sumie, już nie mam ochoty, bo wiem, ze się nie da.

Zawsze słyszę, że poradzę sobie. A jak nie poradzę to co? Będę pić, pisać i obiadki robić. Albo wyjadę i zostawię wszystko. Życie od nowa. Czemu nie?


Interesujące jest, że ludzie wierzą we mnie bardziej niż ja w siebie. Praiwe jak w takiego kolesia, hahaha. 
Ciekawe co Jezus czuł wisząc tak na krzyżu przed tłumem. Zasiadłabym koło niego, zapaliła trawkę. Pogadała. Jak z człowiekiem mimo, ze totalny wariat. Ale  ja też potrafię słowami rozpieprzać ludziom życie. Dogadalibyśmy się. Przyjaciel na chwilę. A na chwilę to on w sumie umarł. Potem wstał z  matwych:

- Mózg, mózg, mózg...

Myślenie zwodzi na manowce. Najlepiej ludziom wyżreć mózgi, niech nie myślą, niech nie krzywdzą. Niech...
Obłęd,
Kurwa, jeden wielki obłęd.




































poniedziałek, 13 marca 2017

marchewka




Na­leży każde­go dnia posłuchać krótkiej pieśni, 
przeczy­tać dob­ry wier­sz,
 zo­baczyć wspa­niały ob­raz 
i jeśli byłoby to możli­we - wy­powie­dzieć kil­ka rozsądnych słów.








Stojąc w sklepie, w kolejce do kasy, dopadło mnie uczucie beznadziejności i zaczęłam dusić się. Ściana muzyki płynąca ze słuchawek nie schowała mnie szczelnie przed światem. Nie,  tym razem nic nie działało. Rozpięłam nerwowo kurtkę.  Tlum ludzi, który niby stał w miejscu, jakoś się ściaśniał. Byłam bliska omdlenia. Coraz bliżej jakos tak coraz bliżej. 
Poczułam przerażające przytłoczenie człowiekiem, ale dzielnie ściskałam w ręku pęczek szczypiorku i ogórek i marchewkę. Marchewka. Marchewka związana jest ze sztuką. Sztuką mięsa. Nikt jej nie namalował. Lady Punk tylko żaspiewał , a królik Bugs wcinał. Smutne. Ale w końcu marchew to nie jabłko, Kochajcie marchewki. Ten kszałt faliczny, ten kolor wolności i czupryna nadzei. Genialne połączenie. 
Tak, oskrobię ją i wrzucę do pudęłka plastikowego, a potem wsiądę na rower i pojadę przed siebie. Daleko gdzieś. Tak z 15 km daleko od domu. W las. Albo nie, bo tam są kleszcze. Nad rzekę. Nad brzegiem rzeki siądnę sobie i zjem tą marchewkę. Nie oddam tej marchewki, wiesz tłumie. Nie oddam! Za marchewkę nawet zginę!
Człowiek.
Człowiek.
Człowiek.
A do kasy wciąż tak daleko. Serce zamiera samo w sobie gdy ludzkie oddechy pompują lęk. Marchewka, rzeka, wolność. Oddychaj Arte, oddychaj,,,

- Wiesz,  nie oddam cię na nawet za 100 cukierków. Zreszta jakie sto. Nawet za milion. A w ogóle to ciukierki są niezdrowe. Za milion też cię nie oddam, bo w życiu to nie pieniądze się liczą, ale rodzina, miłość....
Spojrzałam na córkę. Kurczę, jakie to wygadane, i nawet tak głupio dziobem nie kłapie. 
- Dzięki Młoda, ale czasami ludzie odchodzą.
- Wiem, ale ty nie umrzesz.
- No nie umrę. Ale jakby co, to jak masz żyć?
- Z tatą i Starszym. 
- Tak, ale jak?
- Radośnie i żebyś była dumna ze mnie.
- Bingo Młoda!
- Ale ja się boję w nocy ...
- Ja też i dlatego śpię, wiesz? - zachichotałam, a Młoda zę mną.
- Nooo mamo....
- Nooo córcio....

Do domu wpadł syn.
- Mamo, a mi się marzy szarlotka na ciepło z bitą śmietaną...

Faceci....Chyba miał ciężki dzień. Albo mentalny okres. 

- Synu, mój drogi i kochany, jest  już cudem, ze robię obiad, a ty chcesz szarlotkę? Koniec świata. Albo zapraszam cię do cukierni, albo czekaj na babcię.
- Nie, ty mamo zrób, proszę...

Szlag, do czego zmuszają mnie te dzieci. Do życia, szlag jasny, do życia, 
A tak chciałam się na marchewce rozpieprzyć. Czyż ona nie przypomina statek kosmiczny?
 Apollo 13.
 Fiu,














Smutno mi, Boże! - Dla mnie na zachodzie
Rozlałeś tęczę blasków promienistą;
Przede mną gasisz w lazurowéj wodzie
Gwiazdę ognistą...
Choć mi tak niebo ty złocisz i morze,
Smutno mi, Boże!

Jak puste kłosy, z podniesioną głową
Stoję rozkoszy próżen i dosytu...
Dla obcych ludzi mam twarz jednakową,
Ciszę błękitu.
Ale przed tobą głąb serca otworzę,
Smutno mi, Boże!

(.........)
                                                                           Słowacki


---------------------------------------


aaaaaaaaaaaaaaaaaa nie tylko ja tam mam, nie tylko ja :P :D
a właśnie to chciałam powiedzieć:




"Duchowo jesteśmy w całkowitej dupie.
Życie wewnętrzne zastąpiły nam internet oraz zakupy."





* nieziemsko lubię ksiązki Stasiuka. Polecam :)

niedziela, 12 marca 2017

Witkacy...i...




"Sztuka […] to konieczność powiedzenia drugim istotom 
w formie Piękna o potworności samotnego istnienia 
w nieskończonym wszechświecie." 
Witkacy


"Formy dawnej Sztuki są dla dzisiejszych ludzi zbyt spokojne, 
one nie pobudzają do wibracji ich stępionych nerwów. 
Im potrzeba czegoś, co szybko i silnie wstrząśnie
 ich zblazowany system nerwowy, 
co podziała jak orzeźwiająca kąpiel 
po długich godzinach ogłupiającej, mechanicznej pracy."
Witkacy





Moonlight -Ergo sum




Beksiński (sciągnięte z internetu)










"Nie ma żadnych okropnych rzeczy. Znam wojnę, rewolucję, śmierć ukochanych osób i tortury. To wszystko jest głupstwo. Okropną rzeczą jest tylko nuda i to, jeśli żaden wiersz do głowy nie przychodzi i jeśli przy tym chce się coś pisać, coś, o czym się jeszcze nie ma pojęcia – tak jak mnie teraz. A! To jest prawdziwa męka."
Witkacy




"Dwa są tylko miejsca dla metafizycznych jednostek w naszych czasach: więzienie i szpital wariatów."                                                                                                                                                                                                                                                            Witkacy
                                                                                          

"Są artyści, którzy tworząc stwarzają pozytywne wartości w życiu, i są ci, którzy najistotniej tworzą niszcząc życie własne, a nawet innych."
                                                                                                                                                                Witkacy
                                                                                                         
                                                                        






...... . . . .  .. . . . .  . . . . . . . . . . . . . . . . . . 
Arte



Głupio tak myśleć. I chcieć. Chcieć czegoś więcej. Wychodzić poza granice dnia. Poszukiwać. Wypalać kolejnego papierosa rozmyślając o życiu gwiazd. Widzieć słabą konstrukcję świata. Zabawność w nadchodzącym zmierzchu. Gubienia się na oślizgłych powierzchniach. Klejenia się do kłamstw. Klejenia sie od kłamstw. Głupio tak to widzieć i milczeć i nie móc nic. Słowo chciałoby obnażyć,  jak Sofokles kiedyś, ale chowa się w nieśmiałości swej. Przetrącone kregosłupy wyrazów krzywią się. Wszystko takie płaskie jest, takie bezsensu. Gaszę papierosa w kropce groteski.
Zasiadam przed lustrem i nie przestaję się śmiać.
Stać cię na to cżłowieku?
Czy uważasz, ze taki wielki jesteś i tyle osiągnąłeś w życiu?Duma to piękna rzecz, nawet ze zrobienia gówna. Bo i nie kazdemu dane jest pięknie zesrać się. 

Dystans do siebie jest jak most ku wolności. Kim jesteś? Tak naprawdę, człowieku? Nawleczone szaty cesarza sa tylko ubraniem, a reszta to gra. Tak stworzony jest świat. 
Poker.
Skóra pęka od owocowych soków
Zamiast mózgu - arbuzy. Zamiast serca- cytryny. I nogi. bananowe szczudła.  
Uciekam tapetując się iluzją w poszukiwaniu pedzla na przemalowanie duszy.
Na czarno, na niewidztwo, na widztwo, na słuch, na bezsłuch, na powonienie i nie czucie i na dotyk i bezdotyk, ne myślenie i owocowe soki.







 Chagall




Chagall







trupim humorem :P :D



miałam obrać marchewkę
nalałam drinka
miałam stać
a siadłam
miałam

mialam
wiele planów
został tylko skrawek
papieru
podtarłam 
nim tyłek

zamiast
 dokonać obiadu
upiłam się
trzeżwością osądu



------------------------------------------------------------------------arte--------



wielkie oczy walały się po podłodze
z butami skakałam
prosto w źrenice

trzask trzask trzask

 trzaska tak w lesie
w nocy gdy cienie 
łamią światło ksiezyca
kładące się w liściach

gdy ty kładziesz się 
koło mnie w zreniacach twych 
trzaska nadchodzący świt

trzaska na śmerć
na niezgodę
na cień
na ciemność
na śmierć

trzaska tak 
na mej podłodze
i w lesie tak
trzask
trzask trzask



------------------------------------------------------------------------arte--------