środa, 15 maja 2019

bieg

Muszę zacząć biegać, muszę zacząć biegać, a kiedy wybrzmiewało "muszę" to na drugi dzień bębniąc o parapet, wybrzmiewał deszcz.
Ale nadszedł ten dzień. Nadszedł ten dzień, kiedy przestało padać. Wyszło słońce.
Nie miałam wyjścia.
Rozpakowałam zamówione rzeczy.
Założyłam. 
Dzielnie założyłam. Jednak co chwila odwracając głowę nasłuchiwałam, czy jednak "muszę" nie współgra się z bębnieniem.
Nic z tego.
Cisza w słońcu.
Nowe buty, nowe spodnie, nowa koszulka, stare skarpetki i bieg. 
Bieg, bieg, bieg.
Epickio musiałam wyglądać: wlekąca się, trzęsaca  galareta, jakbym wypadła z kuchni i spieprzała przed szalonym kucharzem, tyle, że na jednej nodze. 
Zadyszałam się w hitach sezonu.
Na drugi dzień znowu zaczął padać deszcz.
Wniosek?
Jak dla mnie to sport może być, ale tylko w łóżku.

Zatnonęłam w pościeli. Sport? Wygięłam się! sięgając po czekoladę.
Ćwiczę.
Żuchwę ćwiczę. Wyciągani rąk ćwiczę.

- Ale masz tłusty brzuch hahahahaha
- Brzuch nie jest tłusty, to tylko jelita pełne gówna.
- Jesteś obrzydliwa!
- Mam buźkę w czekoladzie?

Tak na marginesie, nie wiem czy tylko mi, ale po gównie czekolada jakoś dziwnie brzmi.

Wychodząc z toalety mam nieodparte wrażenie, że człowiek jest pełny gówna.
Potem włączam telewizor i zyskuję pewność własnej idei.
A właściwie błędność, bo gówno wszędzie leży.


Gówniany świat.









wtorek, 30 kwietnia 2019

bo nie wiem


... prawdziwą miłością jest tylko uczucie, 
które rodzi się nie z popędu ciała - lecz z potrzeby serca!




Jak byłam dzieckiem kochałam lego. Miałam je pomimo nie sprzyjającego ustroju, w którym papier toaletowy bywał szczytem marzeń, a na półkach królował ocet. 
Wydarłam je płaczem z rąk wujka. On, Amerykanin w chuj bogaty, był zaślepiony dolarami i tylko to widział. Po latach opowiadano, że na Boże Narodzenie swojej żonie zawsze dawał ten sam prezent i jedyny prezent: kalendarzyk firmowy, choć dom miał w Buenos Aires, w Miami i gdzieś jeszcze w Afryce.

Klocki były cudowne. Małe, kolorowe z milionami pomysłów na siebie. Można było zbudować dosłownie wszystko, dom, drzewa, zwierzęta, samochody. Najczęściej budowałam domy. Ciepłe, choć  funkcyjne. A wokół nich stawiałam płoty. 
Znaczące. 
Do dzisiaj mi to zostało. Buduję, ale i burzę. Buduję i burzę, buduję i burzę. Ale płotów już nie stawiam. Żyję bez granic. Jeśli tylko mogę. 
Tyle, że świat w porównaniu do klocków, jest coraz mniej kolorowy. Może dlatego śmierć jest już tylko ciemną plamą?





W leniwym bicie lewitując patrzę na kolejne maile służbowe. Z maila przeskoczyłam na you tuba, 
Hm, po co mam tracić czas na mówienie do ściany, ściana i tak swoje wie... zaparzyłam kawę, leniwie zaczęlam rozpuszczać się w bitach. Przede mną leżał  "Twardzioch". Szczepan, nie landrynka. Ballada o pewnej panience. Zatonęłam w lekturze odurzając się słowami. Telefon zaterkotał.






Zadzwoniła kumpela
- Co tam? - zapytałam się rozleniwionym głosem. I zalały mnie słowa
 - Ty wiesz, że jadąc autem  zatrzymałam się przed pasami puszczając przechodnia. Facet chwiał się, więc pomyślałam, że niech lepiej przejdzie bezpiecznie. Spojrzałam na niego. To przecież była moja niedościgniona miłość, ty wiesz jak on podobał mi się jak chodziłam do podstawówki.No głowa mała. Ech, ale cwaniak skończył licho. Ty wiesz, że jest to któryś z kolei przypadek, że facet, który podobał mi się, skończył w szponach alkoholizmu. Ale żaden z nich nie okazał być się Markiem Hłasko.To tez tłumaczy mój wybór: kobiety, wprawdzie nie mają talentu, ale mniej piją ode mnie.
- Hahahaha i mówisz, ze idziemy na wódkę czy do łóżka, bo wiesz zgubiłam wątek.
- Głupia jesteś jak zwykle. Daj mi odpocząć. Idziemy na wódkę.
- Wreszcie jakaś pozytywna wiadomość tego dziwnego dnia.
- To do wieczora.
- Pa.
Chwilę później przyszedł sms:
"Zmrożę wódkę".
"Dwie" -odpisałam

Steve był niewidomy z natury, a ja jestem ślepa z głupoty. A swoją drogą, czy tam popierdoloną, kto teraz słucha Wondera??? 
A kto pije zimną wódkę w tygodniu?

Ten, komu już nic w życiu nie zostało.

Poza koncertami, wędrówkami i miłością :D







"Och przelizałabym każdy kawałek twojej skóry, twojej duszy, zaszyła się pod twą tkanką, by wiecznie czuć twój zapach i bicie serca, odurzać się ciepłem twym...." Może zacznę pisać pieprzne książki dla domorosłych zahukanych małomiasteczkowych jednostek?













czwartek, 11 kwietnia 2019

Każda kobieta w poważnym wieku dla utrzymania hormonów w równowadze powinna mieć wibrator, masażer oraz inne gadżety, które będą rozdzierać ciszę nocną.
Nadszedł czas swobody i nie krzyczenia w poduszkę.
Czterdziestka plus to nie program rządowy, ale hormonalnych potrzeb.
Ponieważ każda kobieta powinna mieć erotyczny sprzęt zatem i ja kupiłam co trzeba.
Za namową znajomej zakupu dokonałam na chińskiej stronie, ponieważ chinole mają w dupie europejskie standardy. Po tym wibratorze jest już chyba  tylko młot pneumatyczny.
Zachęcona odpaliłam różowe cudo i zaczęłam przemierzać swoją cipkę niczym kajakiem Missisipi.
Ugotowałam się sama sobą. Nawet nie wiedziałam, że mam tyle mięśni i że one działają. Poczułam się diabelsko.Naprawdę. Fala gorąca zalała mnie. Ciało samo się uniosło, najpierw tułów, potem nogi. Scyzoryk scyzork tak na mnie wołają, ja pierdolę, kosa ze mnie, a nie diabelska bestia!
Krzyk rozdarł niebo. Byłam dla siebie niczym Hera.
Drżenie rąk od drżenia wibratora oraz doznań utrzymywał się na długo. Slow, flow i chuj mnie wszystko obchodzi stało się piękną wizją.
Zamiast nervosolka użyj wibratorka.
Właściwie powinnam chodzić z nim w majtkach cały czas. Najlepsze lekarstwo na moją nerwicę, ale cóż na to powiedzą ludzie?
Co ci tak w jelitach jęczy?
Warczysz odbytem?
Ale fuj, co wy mówicie, to tylko dźwięk motoru, który odpada od mojej skóry.

Wsiadłam na motor. Rozpędziłam się i jadę na odkręconej do końca manetce,  zapierdalam po prostu. Motor drży. Ręce też. Och, nie. Ręce drżą...Pooooszło. Majty mokre. Przekaźnik neuronowy nie zwiódł. Szybka gra w skojarzenia i dobra odpowiedź organizmu. Bo kiedy ręce drżą? Gdy wibrator przemierza cipkę.
Umrę z orgazmem.
I niech jeszcze  trafi mi się parkinson. Odwieczny orgazm.
Uważajcie więc na chińskie zabawki. Bo nie tylko piwo można wylać ...






środa, 10 kwietnia 2019

Przekonaj, przekonaj mnie, że kochasz mnie wciąż,  że chcesz mnie, pożądasz. Przekonaj mnie, że chcesz ze mną być, żyć, chcesz patrzeć  jak się rozlatuję,  jak rozlatuje się moje ja i mój świat, jak rysy twarzy zacierają się w drżących rękach, jak zatracam się z czasem w czasie,  rozpuszczam się w zgarbioną bryłę, która przenika do płyty chodnikowej coraz bardziej człapiąc, a ty wciąż chcesz mnie, chcesz trzymać mnie za rękę, całując skroń, szepcząc, że jestem dla ciebie naj. Bądź i przekonaj mnie, że serce me ma milion powód, by walczyć o krążenie. Krąż we mnie, nasycaj sobą, bądź powietrzem mym. Sensem. Miłością. Duszą. Niech krew kojarzy mi się z życiem, z tobą. Nadzieją, na lepsze dziś i jutro.
Ręka zatrzymała się.
Samotność zgęstniała.
Czy można kochać tak, że aż chce się być tasiemcem w jelitach, by być blisko tak, że aż strach?


Znowu kaszlę. Kolejne przeziębienie. Od września licząc to chyba szóste. Wypluwam krew. Połykam coraz więcej tabletek. Przejdzie, za chwilę przejdzie. Wszystko przechodzi. Jak Polska podniosła się po latach rozbiorów, a mnie przecież nikt nie rozebrał, to tym bardziej szybko podniosę się. Nie mam czasu, by się kłaść i leżeć. W biegu czytam Bastę, lecę na treningi, gotuję, piorę, gram, słucham muzyki. Z niesamowitą chciwością cieszę się chwilą chłonąc każdą sekundę. Napełniam siebie słowem, obrazami, emocjami. Kolekcjonuję fragmenty życia.





I och, Boże, niczego mi nie brak w życiu mym. 








wtorek, 9 kwietnia 2019


Nie myśleć... Nie chcę myśleć... Myślę, że nie chcę myśleć. Nie powinienem myśleć, że nie chcę myśleć. Bo to także jest myślą." Czy nigdy nie będzie temu końca? Moja myśl to ja: oto dlaczego nie mogę się zatrzymać. Istnieję, ponieważ myślę... i nie mogę powstrzymać się od myślenia. W tej samej chwili - to obrzydliwe - jeśli istnieję, to tylko dlatego że brzydzę się istnieniem. To ja, to ja sam wyciągam się z nicości, do której pragnę podążyć: nienawiść, niesmak istnienia, to są także sposoby, abym istniał, abym zagłębił się w istnieniu.j








Schmerz. Ból. Po polsku brzmi niczym śmierć. A może szmelc.
Weltschmerz - znużenie światem.
Totalna rozpierducha w gonitwie za ideałem miłości i poczuciem bezcelowości życia.
 Pain. Ból. Doda się T i powstaje paint- barwa. Ból potrafi przynieść paletę doznań.
Najważniejsze by czuć, wciąż czuć, czuć. W tej gonitwie wciąż się goni nowe bodźce. Defibrylatory czucia. Łapania haustu powietrza. Do bólu tak. Do znużenia.





Egon Schiele, jeden z tych, którzy żyli krótko, ale intensywnie. Jeden z tych, których sztuka wciąż zadziwia. Odważna jak na swoje czasy, pozostaje w kanonie nieprzemijającej sztuki. Ale czy jakakolwiek prawdziwa sztuka potrafi przeminąć?

Miłość jest sztuką. Odpadają z niej fragmenty cudów (w tym i chemicznych) i pozostaje sama czysta forma.




Uwielbiam sprzeczności - mawiał Egon.
Współistnienie życia i śmierci.
Przenikanie dramatu i lubieżności, znudzenia z pragnieniem.




Nie osiądę na miejscu, na żadnej mieliźnie, nie rozbiję się o skały. Egon malował, Osiecka pisała, ja piję piwo. Wiwisekcje pędzlem, piórem, szkłem- obnażanie się przed światem, zrzucanie ubrań, emocji na stertę narcyzmu przy jednoczesnym chowaniu tego co na dnie duszy. Nie do osiągnięcia.

Schiele powiedział kiedyś, że „wszystko jest żyjącą śmiercią”

Weltschmerz

Pain

Odwieczna droga poszukiwań drzwi do wyjścia.

Czyż miłość, niczym śmierć, nie jest ucieczką do innego wymiaru?






poniedziałek, 8 kwietnia 2019

Dzisiaj siedziałam na balkonie zapatrzona w zachodzące słońce, które było widać między gałęziami drzewa. Był to poruszający widok.
Dłońmi skadrowałam  rozłożyste gałęzie,  czarne paski na tle czerwonym.
Pejzaż kończacego się dnia.
Gałęzie były niczym zakradająca sie noc. Rozciapierzone palce czającej się ciemności
zdrarły slońce do krwi...
Tylko czy aby dzień był wściekły czy ranny?

środa, 3 kwietnia 2019










chyba nie mam ochoty podnosić się

będę leżeć

zachód słońca wplątał się w pajęczą sieć

 transformatorów kolejowych

gasnące światło odbija się od butelki

nie, nie podniosę się

zeschnięty mlecz

spuszczony łeb

gasnący pet

piecze w usta




poniedziałek, 25 marca 2019



Jadę, jadę, zapierdzielam. W jedno oko dostałam blaskiem mijających mnie aut, a drugie zostało porażone widokiem rozświetlonych chmur, koszmarnych chmur, wilkołaczych chmur. Myśląc o statywie zahaczyłam o pobocze. Zniosło mnie, hamowanie przedłużyło mi życie. A potem była szybka jazda przez las na krótkich światłach. Rosyjska ruletka. Wyskoczy sarna czy też nie. A w duszy malował się chmurami wilkołaczy klimat. 
Zaśpiewałam. Zajebiście śpiewa się ten kawałek udając szwedzkiego kucharza z Muppetów.




Właściwie to mogłoby się moje życie skończyć. teraz. Na fali sukcesów. Nie znoszę porażek.




piątek, 15 marca 2019

patologicznie

Dzisiaj jadąc samochodem zostałam zabita pewnym widokiem, który bardziej mnie poraził niż patrol policji.

(- Proszę dmuchać.
- Ja? ja mam dmuchać?- zareagowałam oburzona - to mnie, władzo, dmuchają!!!)


Szli zaspanym miastem Żuliet z Żuliettą. On nieogolny, z błyskiem w oku patrzył wyniośle na świat. Złym błyskiem. Deprawator. Psychol. Dumny, wyprostowany, Aleksander Wielki melin. Uśmiech skrywany w zaniedbanym zaroście ukrywał kosę w kieszeni, która była ogrzewana  ściśniętą dłonią. Gotowy do ataku. Może  nawet czubkiem noża ocierał się o żebra Żulietty. 

Ona, z nieprzytomnym wyrazem na wykrzywionej twarzy, w brudnej kurtce, kulała przy nim. Jej chwiejny, niepewny krok,mówił, że wprawdzie idzie teraz bez smyczy, ale jednak wiernie przy nodze pana.

Władca i służka.
Ewidentna przewaga sil.
Kat i ofiara.

Żulietta szla jakby miała w pochwie  ukryta małą flaszkę. Może właśnie z tego powodu miała kulawy krok, który chwiał jej zgarbioną postacią. Skulona, zawstydzona, bez sił, ale coś zachowała dla siebie, tą butelczynę, tą godność w płynie, który teraz przelewał się jej między nogami. Kiedy jest pijana nie czuje nic, ani głodu ani upokorzenia.  Nie czuje  nawet tego gdy on żelazkiem prasuje jej plecy. Tyle, że nawet to jej próbuje zabrać, ten kawałek wyzwolenia, który musi tak skrzętnie chować.

A może to on włożył w jej cipę tą "małpkę"? Oto jego barek. Krzywy, brudny, brzydki, ale pełny.

Szli miastem jak myśliwy z trofeum.
 Oto moja zwierzyna, patrzcie. 
Nie, nie patrzcie na mnie, mnie nie ma.

Byli, brudni, zmęczeni, niedomyci. Alfa i omega. 

Zaspanym miastem szła para pełna własnych tragedii.
Ciężko było patrzeć. 

Kat i ofiara.

Jak trzeba zabłądzić by tak skończyć?

Dokąd szli?

Dokąd zmierzają?


Idą na ulicę Wiejską do Barbary, która zawsze ma coś w lodówce, a oni nie jedli od dwóch dni lekko trzeźwych, a od trzech mocno pijanych. Barbara jeszcze ich nie goni, bo oni nie kradną. Żuliett każe Żuliecie sprzątać w kuchni, a on w tym czasie pieprzy Barbarę, bo Barbary nikt nie chce pieprzyć. 


Toną w alkoholu, tona w seksie, trzymając się tylko papierosa. Jednego na trzech.




;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;













Molestowanie seksualne, którego nie udało się uniknąć..


wtorek, 12 marca 2019

50 kroków

"Długo wędrowałem, zanim doszedłem do siebie"
 T. Rózewicz


Może wariaci to tacy ludzie, którzy wszystko widzą tak, jak jest, 
tylko udało im się znaleźć sposób, żeby z tym żyć.
William Wharton






Poszłam do marketu po mleko. Kupiłam trzy sekulenty. Dwie ksiązki. I jedną płytę. Podeszłam do kasy i poczułam, ze o zgrozo!, jednak o czymś zapomniałam. Tylko o czym zapomniałam? 
O czym? 
O mleku!
O Boże! 
Wróciłam się, bo bez mleka kawy nie wypiję. Czarna maż zaczęła mi zgrzytać między zębami i bujać serce zanadto.
Trzymając w rękach te trzy sekulenty, dwie ksiązki, jedną płytę, o zgrozo!, sięgnełam na dolną półkę po mleko, półprocentowe.
Żonglerka towarem.
Trzy procenty olałam na rzecz dbania o wagę. Wystarczy, że kraj zalewa plusodemagogia, a mnie tłuszcz, więc idę, idę na przekór- odejmuję. Niestety tylko na wadze towaru i portfelowi.
Nie chcę wysiadać przed zakrętem. Nie chcę wysiadać za zakrętem. 
Osiecka gdzieś po drodze wysiadła. Została w alfabecie Magdy Umer. Piękny alfabet pięknej przyjaźni pięknych kobiet, które miały piękne rysy twarzy i kory mózgowej.
Ja mogę co najwyżej swój stworzyć. To będzie wyzwanie. Arte w pamięci Arte. 
Ważność własnej osoby odnaleziona pod konieć ostatecznego oddechu.
Pchnięcie słowem. Gdy ostatnia litera wyrazu dopadnie kręg kręgosłupa zgasną oczy.












A - ambiwalencja uczuć - jednego dnia kocham karmel slony, a innego-gardzę
B- beka, w gwarze ozncza niezły zgon z niezłej wtopy, oto ja królowa, nie tylko łez
C - cyttryna, spożywam ją i bardzo lubię, ale tylko z tequilą
D - dreszcze, mam je gdy wieje wiatr i gdy słysze szept koło ucha swego i gdy, gdy
E - efektywność działań: osiągam cele
F - fantazja jest od tego, by śnić i śnię snem dalekim od Freuda
G - góry, bo wędrówką jest życie cżłowieka, więc wchodzę na szczyty, te jedyne, na które wejść mogę
H - Hydrozagadka - mam słabość do absurdu
I - ironia poprawia mi kiepski nastój choć myśl o Islandii równie dobrze na mnie wpływa
J - Jezus Maria peeszek
K- kocham jak mało kto ksiązki choćby
L - lato to pora, kiedy żyję, biegam i chce mi się
Ł - łakomstwo na wuzetki i napoleonki
M - motor, motor, motor
N - nieecierpliwość starego człowieka może tylko równać się z erupcją wulkanu, w którym magma wrze z niecierplwiości stania sie lawą, wybucham i dymię
O - osobowość złożona
P -papieros jest jedenastym palcem u ręki
R - ruble Dostojowskiego, rzucone przez Idiotę
S - seksistowski żart i seks w głowie
T - treningi: picia, sportowe i najdłuższego leżenia w łózku
W- wódka przemywam rany i pustki napełnia
Z - zdjęcia uwielbiam robić zachwycając sie przy tym zwykłością przedmiotów w niezwykłych promienach słonecznych





Zainstalowałam sobie krokomierz. Wykonałałam 50 kroków. Kawa, siku, siku, siku. Wciąż jeszcze śpię niedźwiedzim snem, czekając na ciepło.