niedziela, 22 stycznia 2017

,to takie polskie :)

-


- Chciałaś 20 czy 30 deko?
- Co? Yyy,,,A gram nie starczy na skręta?
- Co?! Oszalałaś!  Jakiego skręta? o ciasteczkach mówię!.
- A skąd mam wiedzieć o czym ty mówisz?  Aaaa dobra, obojętnie.
Odłożyła telefon. W tym całym swoim zasmarkaniu zapomniała, że koleżanka wyszła na szybkie zakupy. Jak za komuny:
- Kawę rzucili. Lecę. Zajmę kolejkę.
Tu wyczaiły mega ciacha. Do kawy coś być musi i na osłodę też. Wyciągnęła z torebki lakier do paznokci i klnąc pod nosem, bo wciąż robiła mega zacieki, zaczęła nakładać świeżą warstwę na ubytki. Był to szybki retusz wytartego na spinaczach lakieru. Szlag, znowu telefon zadzwonił.
" Nie dadzą pomyśleć!". Tym razem był to  służbowy.
- Proszę, odbierz, bo mam pazury świeżo pomalowane - rzuciła w stronę Matyldy. Ta niechętnie oderwała się od papierów.
- Nie znoszę telefonów - mruknęła przechodząc gładko na słodki głosik - Proszę? ....Tak, już łączę.
Odłożyła słuchawkę.
 - Przynajmniej nie był upierdliwy - rzuciła w jej stronę i z powrotem zajęła się papierami.
Łucja machając palcami zaczęła kręcić się na fotelu. Upierdliwy....upierdliwe to jest życie. I kaszel, Znowu przyszła zima wraz z treningiem płuc. Nawet zapalić nie mogła. Miała dosyć.
- Pni Łucjo, dlaczego pani nie pójdzie do lekarza?/
- Pani kierownik, ale kto będzie pracował, skoro połowa pracowników jest na zwolnieniu? - mówiąc to podała pocztę. Kierowniczka nie zdążyła odpowiedzieć, gdy Łucja zniknęła jej z pola widzenia.
Weszła do pokoju, w którym pracowała,
- Wie pan co - rzekła do przełożonego - już wiem skąd wzięły się te dziury w sprawozdaniu rocznym.
- Tak?
- Przejrzałam wszystkie sprawozdania cząstkowe i jedno zostało błędnie podane. Niestety,  ale to pan robił to sprawozdanie i źle pan podał dane, i to jest ten błąd, który źle rzutuje na całość. -  Łucja w dalszej części wywodu wypunktowała szefa, pokazując brudnopis z jego błędnie wyliczonymi danymi. Szef spojrzał na materiały i  porównał. Zaniemówił. Pokręcił lewą końcówką wąsa. "Oj Łucja, strzeliłaś sobie w kolanko, a nawet w serce!" pomyślała widząc jego minę. W końcu wykrztusił.
- Te dane miałem od pani -szef poszedł w zaparte -Rozumie to pani Łucjo?
-Nie, nie mógł pan mieć tych danych ode mnie, ponieważ, jeszcze raz panu to tłumaczę, w tym czasie byłam na urlopie a ponadto część danych spłynęła w czasie mojej nieobecności, więc jak mogłabym je podsumować?
- To od pani miałem te dane! - zawarczał prawie już czerwony przełożony trzymając w trzęsących się już rękach materiały- od pani i proszę to sobie zapamiętać!Od pani miałem te dane!
- Acha, to interesujące. - Łucja spojrzała na przełożonego z wyraźnym niesmakiem - Oto siła przełożonego i odwieczna wina niewinnego pracownika.Takie to polskie, - Łucja wkurwiona wyszła, ale nie trzasnęła drzwiami. Ledwo doszła do stanowiska pracy rozbrzmiał się telefon.
- Proszę?
- I proszę zrobić korektę tego okresu! - przełożony rzucił słuchawką. Łucja poszła do kadr:
 - Jestem za stara, by robić mnie w wała. Nie chcę przedłużenia umowy.
- Ale co co się stało?
- Nic.
Wyszła wpadając na koleżankę:
- Ciasteczko?
- Bez flaszki, kochana, to dzisiaj nic mi nie wejdzie.











T.A. Flower Powieść o Zeldzie Fitzerald














poniedziałek, 16 stycznia 2017

niedzielnie


- Mooniek, kup półkę na przyprawy. Tu, taką nad stołem. Jaką chcesz.
- Sama wybierz.
- Eee tam, zaraz będziesz marudzić.
- Bo jestem od tego.
 - I tylko od tego.
- A ty nie masz gustu.
- Jakbym miała to nie wyszłabym za ciebie
- Jakbyś miała to nie mówiłabyś tak głupio.
- Czego? O półce?

niedziela, 15 stycznia 2017

angels





foto: Arte


foto: Arte 



a po wypiciu inki co zostało?

aautoportret! :)
foto:Arte


anioł czerwcowy , hahaha
zabawny jest znak Raka :D :P
(z netu)







Kiedy czuję się słaby
I mój ból spaceruje wzdłuż jednokierunkowej ulicy,

Patrzę do góry

I wiem, ze zawsze będę obdarzony miłością.

I kiedy rośnie to uczucie,

Ona tchnie ciało w me kości

I kiedy miłość jest martwa

Zamiast tego kocham anioły

                                               Robbie Williams Angel







Każdy człowiek ma swojego anioła. Każdy znak zodiaku ma swojego anioła. Anioły są wszędzie. Anielski jest świat. Tyle, że pełen burdelu. A one ogarniają go skrzydłami, zamiatają. Pilnują. Strzegą. Pomagają. Niestrudzone w wiarę w człowieka.
Czasami mam wrażenie, że anioły mieszkają w ludzkich istotach. W tych przyjaciołach, co nas strzegą i wspierają. W tych obcych, co potrafią być mili. I w tych mówiących prawdę. A potem ludzi bolą kręgosłupy, a oni się dziwią, od czego tak, od czego? A ten ból bierze się od schowanych skrzydeł, które gniotą ich z tyłu. Tą boleść, czasami, mylą z kopniakami w dupę. Jedno piętro niżej a jaka inna jest kwintesencja cierpienia.

środa, 11 stycznia 2017

w czeskim klimacie

                  Weszłam do wc i doznalam wstrząsu własnego istnienia. Wstrząsu anafilyktycznego. Mam w sobie Czecha. Czesi to śmiejące sie bestie. Tak napisał Hrabal odnosząc się do poczucia humoru swoich rodaków. Knedliki, piwo i rechot. Ze wszystkiego. Sztuką jest posiadanie dystansu do siebie jak i świata. Zamiast religii powinny być zajęcia z sarkazmu, autoiroinii, i popuszczania spodni w pasie.
 I bąków też, jak w filmie BFG Spielberga. Na marginesie mówiąć: BFG za cholerę nie zastąpi E.T. Nie ten palec. Choć piękne uszy.

Uczenie inteligentnego poczucia humoru, by nie było potem żenujących Szopek Noworocznych, powinno być sztandarowym punktem w nowej uchwale o systemie  Oświaty. I to byłby jedyny sensowny punkt. Zamiast krzyża -śmiech. I wszystkim żyłoby sie lepiej.

wtorek, 10 stycznia 2017

dwubiegunowy odlot

                  Ota Pavel przez szajbę wpisał sie w literaturę czeską. Był sportowiecem, komentatorem sportowym, który podczas olimpiady w Insnbrucku  dostał zajebistej szajby. Normalnie chłopu odwaliło. Koncertowy świr. Chciał podpalić budynek gospodarczy, by rozjaśnić mrok. Nie odbiło mu na tyle, by na męczarnie skazać zwierzęta. Wyprowadzał je z budynku: jedno po drugim, tyle, że plan spalił na panewce i został na tym przyłapany, choć to on chciał przyłapać Diabła.
 Ota musiał czmychać. Na boso gnał w śniegu. Daleko jednak nie uciekł.
                     Jak go złapali tak od razu trafił do psychiatryka. Tam napisał książkę. Później też pisał.  I napisal: "najważniejsze to pisać jakoś inaczej o tym dziwnym świecie". I sprostał temu niełatwemu zadaniu. Bo co fajnego może być w szarości? W bieli? W słońcu? W powtarzalności dnia codziennego?
                   On to wydobył. Wydobył skarpetki dla przemarzniętych stóp. W baśniowych koloroch były te skarpetki. Kto nie lubi baśni? Tam wszystko zamienia się w dobro i happy end. Nawet u braci Grimm. Chociaż Dziewczynka z zapałkami łamie me serce wciąż ,ale Andersen może też miał coś z głową, Może, Nie wiem.

poniedziałek, 9 stycznia 2017

sarkastycznie

W Szczecinie policjanci musieli przebrać się za aniołów. Założyli prześcieradła i dorobili sobie skrzydła. Chronili swą anielską mocą procesję Trzech Króli. Owsiaka chronić nie będą. Owsiak to gnida. Ale katolickie przebieranki są na wagę złota. A nuż ktoś chciałby rzucić się na trzech króli i zajumać dary, Tak więc oto policjanci ubrani w biel, zasiedli na konie i ruszyli w miasto. Zamiast pałki pewnie używali skrzydeł. A hasłem był Gabriel.
 - Tu Gabriel, tu Gabriel, rozróba na Rynku, łoimy innowierców skrzydłami!
Tylko ciekawe skąd mieli te prześcieradła. Ze swoich łóżek? Czy sam Kaczyńki dostarczył:
- Macie. Zostało po Lechu.
Kocham ten kraj. Po prostu kocham. Co wejdę na onet parskam w pracy jak koń. Nie ten trojański, ale ten z łąki. Wymiękam, po czym odpalam Konstytucję. Warto sięgnąć po nią. Poczytać. Zobaczyć co z niej zostało w dniu dzisiejszym. Cytatów dawać nie będę. Zbyt smutne. Jaro depcze po wszystkich, a jeszcze każą uznawać disco polo za twór kultury wyższej godnej promocji, bo przecież każdy słucha tych prostych słów i nut płynących wprost z serc Polaków. Trzeba ją promować, bo ona jest nasza, polska. Chciałam wyrzucić Chopina przez okna. Co będzie mi tu chłopina napindałał na fortepianie, nie w nasze to gusta ani nie nasza muzyka choćby mazurkiem ją zwali. Mazurek jest dobry, ale na Wielkanoc..
Rok temu pisałam, że największa klęską jest wybranie PiSu. Nie wiem kto głosuje na nich i lepiej mi nie wiedzieć. Lepiej niech oni oddadzą stery. Tylko komu? 
Komu bije ten dzwon. Nie bije on mężowi koleżanki. Odszedł w wieku, kiedy rozwija się skrzydła, bo ma się solidne podłoże, W obliczu śmierci nagle wszystko traci sens. Patrzę, jak ślionotok i burza myśli leci nad kolejną ustawą, zarządzeniem. Kogo to? Nie chce tracić życia i nerwów na coś, czego nie da się przeskoczyć. Jaki jest życia sens? Chyba nie praca i zabijanie sie z debilnych powodów, Odpłynęłam zatem w krainę diet. Len i dziurawiec będa moim wybawieniem i biszkopty też. Zaszaleję. Zawalczę o siebie. By móc wypić. A wypiję i pić będę za lepszą Polskę.








niedziela, 8 stycznia 2017

fantazja

Dwunasta. Po co mam wstawać z łózka? Z miliona argumentów, które są niczym, jak tylko niczym czy też bzurdnymi myślami, wpadam na ostatni. Konkretny. Rzeczowy. Siku!!!!! 
I lęcę i sikam i pluję krwią. Z ust. Tych wyższych. Posmak zamienił się w real. Tfu. Nie czyni to ze mnie Norwida. Nie czyni ze mnie to nic poza poranionym kawałkiem mięsa.

"Skowronek śpiewał - ja o świcie wstałem,
I czułem życie, i życie kochałem;
Lecz teraz zgadnąć nie mogę, dlaczego
Cięży mi niesmak, dziwnie pomięszany,
Jak woń fijołka świeżo rozkwitłego

I pogrzebowych kadzideł tumany.

sobota, 7 stycznia 2017

wkurw

Jak wygląda wkurw? Człowiek lubi personalizować, ubierać na coś ludzką skórę. Zaciągać. Zaciągać się, W Bestii i Pięknej nawet czajnik był ludzki, bo w bajkach przedmioty nie mogą być sobą. Byłyby niezrozumiałe? Wiem jak wygląda wkurw. Jak ja. Mroźnorozgrzane spojrzenie z latającymi gałkami ocznymi, które chcą zapaść się same w sobie. W poszukiwaniu mózgu. Włos rozwiany szybkim chodem. Nerwowość w ruchach zamykana skrzyżowanym objęciem rąk w talii. Krok nierówny. Zastygający. A może wkurw wygląda jak nos Bakuły? Jaki nos?, jak cała Bakuła po plastycznych operacjach z osobowością Agaty Młynarskiej. A moze tak pomieszać ciała z osobowościami? Kierunki ze spojrzeniami? Patchwork. Warhol z Dali.  Namalować. Jednym palcem. Po ścianie. Zaciek historii, I m&m zamiast oczu.

czwartek, 5 stycznia 2017

to nie sen



W nocy poczułam, jak córka kładzie się koło mnie. Podniosła kołdrę i wsunęła się pod nią delikatnie. Chciałam ją przytulić, pogłaskać po głowie. Ma fajną główkę, i lubię zapach jej włosów, Lubię, jak śpi koło mnie. Jej ciepło łagodzi rysy mej twarzy, a jej dobro temperuje mój rogaty charakter. Nie mogłam jednak się ruszyć. Nie mogłam. Trzymała mnie jakaś bezsilność jakby  ktoś przejął stery dowodzenia mymi mięśniami. Czulam się spętana. Chcę, chcę pogłaskać moje dziecko! Chcę się wtulić, objąć, pocałować. Nie mogłam jednak nawet palcem ruszyć. Nic nie mogłam! Nic! jak nic? jak nić? Muszę!!!Zerwałam się. zapaliłam światło. W łózku byłam sama. Jak sama...Gdzie córka? Gdzie moje kochanie? Jak to? Przecież czułam, ze kładzie się koło mnie, lekko wtula...
Poszłam do dzieci pokoju. Spojrzałam na ich łózko: spały. I to, o dziwo, przykryte. Wróciłam do sypialni i zgasiłam światło, Dziwne - zdążyłam pomyśleć, gdy usłyszałam jak syn nadchodzi. Zawsze wali piętami o podłogę niczym młody satyr. Ten chód jest jak logo. Marka. Nie można pomylić z innym towarem, przepraszam, z innym cżłowiekiem. Czyżbym go przebudziła światłem?
Syn wskoczył wprost na mnie. Zawsze to robi. Jakby próbował sobie przypomnieć ten moment, kiedy  pierwszy raz spotkaliśmy się, perwszy moment swego zycia, gdy pielęgniarka, zaraz po porodzie, położyła mi go na brzuchu. Zaległ. Wymościł sobie na mojej przestrzeni własne gniazdko niczym ptaszyna taka mala. Moja ptaszyna cudna. Chciałam poczochroć go po głowie, po tych włosach, które są jak druty, powiedzieć uważaj kochanie, duszę się, mój brzuch, to boli, połóż się koło mnie, ale głos zamarł w gardle. Nic nie mogłam powiedzieć, ani zrobić. Bezwład.Wstawaj, rusz się krzyczło we mnie, ale bezskutecznie. Nie mogłam. Nie mogłam. Zapalił się alarm w mojej głowie: uważaj, uważaj, coś jest nie tak, nie tak coś jest, wstawaj, zapal światło. To nie twój syn tylko demon zabiera ci oddech, krępuje węzami przejęcia duszy. Wstawaj! WSTAWAJ! WSTAWAJ! Nie moge , nie mogę MOŻESZ! MUSISZ! Nie mogę, nie mogę...Zerwałam się. Zerwałam się jedną wyswobodzoną ręką i zapaliłam światło.Co to było? Gdzie syn? Syna oczywiście nie było. Nikogo nie było. Tylko mój puls, oddech wskazywały na to, że jednak coś się wydarzyło. Straszne to jest gdy ciało śpi, a mózg generuje swoje układy. Zasnęłam. Zasnęłam przy zapalonym świetle. przy szpinaku. Trawiąc słowa Savaldora Dalego, który szpinaku nie jadał, bo mu przypominał wolność. Nie chciał jeść wolnośći, by nie znikła, czy jednak nadmierna wolność powoduje ból brzucha?
Dlaczego Dali nie jadłeś szpinaku?
Ja się najadłam. Najadłam się wszystkiego. Gastroskopia przede mną. pewnie tak jak kolejne badania, zapewne nic nie wykaże. Somatyczne objawy depresji? Być może...Dziwne to uczucie, kiedy dociera do człowieka myśl, że każdego dnia walczy o życie. Nie, by przeżyć, ale, by nie zabić się. Dzisiaj, nie, bo dzisiaj, to jezcze nie ten dzień. Dzisiaj zjem sobie popcorn. Pomogę w  zdaniu synowi. Rozśmieszę córkę. Jutro. Tak, jutro będzie dobry dzień. Życie na kredyt. Któregoś dnia jednak nadejdzie ten dzień. Dzień przepełnienia. Taki dzień inny od innych dni. Dzień bez jutra.Dzień Kłapouchego.



wtorek, 3 stycznia 2017

krew

Młoda do snu opowiadała mi, jak przegryzła makaron na pól i miała dwa długie makarony. Strasznie ją to bawiło. Z kolei mnie, to owo przecięcie na pół, strasznie zafascynowało.
- A ty wiesz jak najlepiej ciąć ludzi? Tak, nożyczkami, począwszy od miejsca, gdzie rozstają się nogi.
Moje palce udały nożyczki.
- AAAA moja cipka -  zbrechtała Młoda.
- AAAA mam dwie córy - zbrechtałam ja.
Ale nie było mi do śmiechu. Powrócił zapach krwi. Ten ciężki, lepiący się do wszystkich zmysłów smród. Nie można się od niego uwolnić. Nie można. Rozkladający się odór jest jak przekleństwo co trwa na wieki. Można rzucać pawiem, myć się parę razy dziennie, zapychać się jajecznicą, ale i tak ten smórd chłonie się. On wyłazi z porów, nawet gdy człowiek drży z zimna. Wycieka spod powiek. Robi za farfloce ze skarpetek, które drzemią między palcami. Krew- tak pachnie życię.Tak rodzi się człowiek, tak czasami umiera.
Oto krew baranka. Oto krew Chrystusa. Wino dla morderców. Eliksir szaleńców. Zabij baranka w ofierze. Zabij syna w ofierze. Zabijaj dla bogów. Przelewaj krew, która da ci wybawienie. Morduj dla wiary. Zajeb wszystko dookoła ku uciesze i radości boga. Oto kurwa tajemnica życia.

- Pani ma alergię.

Mam. Mam alergię, ale  nie wiadomo na co. Teraz wiem, Teraz wiem, że mam alergię: na krew, na to cholerne życie. Na to mam alergię. Moja dusza jest przepełnioną krwią. Az nadto jej we mnie. Aż kapie mi z nosa. Aż duszę się od jej odoru. Kaszlę w poszukiwaniu świeżego powietrza, Chcę z siebie to wypluć, wykrzusić.  I  padam. Padam na podłogę czując jak moje flaki zwijane są na korbę. W pępku tkwi mechanizm, żelastwo, które nakręca mnie na siebie. Wydziera wnętrzności. Chcę krzyczeć, wyprosotować się, zwinąc się, zemdleć, przestać istnieć, ale nie mogę. Nie mogę! Nie mogę...nic, kurwa, nie mogę. Nic, nic nie mogę. Łapię się w pół chcąc z siebie to wyrwać. Ręce, w bezładzie kreślonym przez cierpienie,  ściskają mnie wpół wbijając mechanizm do środka. Impuls udręczenia rozkłada członki w geście poddania. Tak kurwa szukam swojego krzyża. Tak błuzgam. Bluzgam przekleństwem i krwią. Rozkładam się, rozkładam ręce. Ból każe trzeżwieć,. przeżywać każdą sekundę. Każda sekunda ma swoją wartość. Swoje brzemię. Smak krwi czuję w ustach. Wylewa mi się nosem. Dusza pęka.
Pamiętasz?
Pamiętasz jak mordowałaś ludzi?

Cięcie.


- Mamo, ale chyba nie myślisz, ze umrzesz?
- Myślę.
- Ale od bólu brzucha nie umiera się.
- Ale ja umrę.
- A wcale ze nie!
- Bo co?!
- Bo masz nas a ja ci zaraz zrobię masaż.
- W takim razie nie umrę. Dziękuję, kochanie.