niedziela, 14 maja 2017

przeznaczenie

Czasami najlepszą rzeczą, jaką człowiek może zrobić,
 jest niewtrącanie się w sprawy przeznaczenia. 
Na nasze modlitwy udzielona być może odpowiedź, 
której się nie spodziewaliśmy i wcale sobie nie życzyliśmy.





- No to teraz będę mykać na zloty. I nawalać z pięchy w knajpach - zbrechtałam ubawiona wizją mrocznych knajp, zakapiorowatych ryjów i prawa pięści.
Mężulo spojrzał na mnie z miną, "no nie, ona znowu..."
- Rambuś!
- Żatuję. Bawią mnie te sporty i tyle.
- Ciebie całe życie bawi i wszystko jest dla ciebie żartem.
- Nie, mam być poważna i umrzeć z nudy Weż...
- No, a tak rozwalisz się na drodze.
- Trudno, pomyśl, że będziesz wolny. Zresztą i tak jesteś.
- Idź głupia.

sobota, 13 maja 2017

bez znaczenia



- To twój problem.
Nie reaguję. bo skoro mój to mój, więc zniknie jak bańka mydlana, Wszystkie problemy tak mi znikają.
Mój? Mój problem? Jaki mój problem?
Z papieru składam motyla i kładę na dłoni.
- Teraz motylu zamieniasz się w mój problem - mówiąc to dmucham w jego papierowy odwłok.
Krótki lot. Motyl spada wprost pod mojego buta. Nie ma.
Nie ma żadnego problemu.
Odpalam papierosa. Wszystko jest jak ten dym. Znika.  Z czasem wszystko blednie i znika.
 - Nawet ten smród - pomyślałam gasząc peta.

niedziela, 7 maja 2017

story








- Zadzwoniłbym, ale nie. Zresztą skasowałem numer.
- A nie pamiętasz go?
- Nie...
- Jak nie pamiętasz numeru to nie była miłość.


Wieczorem wspominał słowa przyjaciela.
"Więc co to było?" - zasnął owinięty w pytanie.


Jednak znalazł ją. W dzisiejszym świecie łatwo jest namierzyć człowieka. Nie ma ucieczki.
Ucieszyła się.
- Tęskniłam.
- Ja też.
Poszli na spacer. Liście tańczył wokół ich nóg nieśpiesznych. Spotkanie przyniosło ulgę lepszą od specyfików z pobliskiej apteki.
Złapała go za rękę. Ścisnął lekko. Dotyk poszerzył im uśmiech.
- Jak dobrze, że jesteś, po prostu jesteś..
- Też się cieszę...nawet nie wiesz jak.....
- Ciiiiiii... nie mówmy nic. Słowa są niepotrzebne.
Liście, w ciszy swej i ich. tańczyły dalej wokół ich nóg.


Wyjechali razem na weekend. Bywali też w kinie. Na szarlotce. Na kawie. Na kolacji. Winie. Chińszczyźnie. Wernisażu. Byli razem. W chwilach wyrywanych życiu byli razem. Siadali przy oknach ciekawości opowiadając co widzą. Inne obrazy tworzyły nowe, zaskakujące konstrukcje. Dopełniali sobą formy.

Ona pisała częściej, On milczał.
Ona wiedziała, ze on tak ma. On myślał.


- Nie myśl tyle, tylko idź tam, gdzie czujesz. Zanurkuj w życiu. nie bój się. Woda w nosie to nic strasznego.
- Nie wiem co czuję. Czasami nic nie wiem.
- Zanurkuj, proszę.
Podciągnął nogi pod siebie i dalej bujał się na fotelu. Bez słowa. Z wymownym spojrzeniem.
Ona zaplotła dłonie na lampce wina w bezsilności modlitwie.    

Poszedł z nią na dyskotekę. Spotkali znajomych. Zaczął z nimi rozmawiać zapominając, że przyszedł z nią,
- Nie, nie jesteśmy razem. Kumplujemy się, raczej na nowo -odpowiedział na zdziwione oczy.
Jej oczy też były zdziwione. Wyszeptała:
- Wypijmy zatem za koleżeństwo miłe.
Spojrzała smutno na niego.
Najbardziej odczujesz brak jakiejś osoby, kiedy będziesz siedział obok niej i będziesz wiedział, że ona nigdy nie będzie Twoja - zacytowała sobie słowa Marqueza. Wypiła kolejną setkę. Wódka rozpaczy rozpaliła jej wnętrzności. Niech pali.
Poszła tańczyć z kolegą. Nie schodziła z parkietu, bo nie było do kogo wracać.
Wyszedł bez słowa z lokalu.
Ona bez słowa odeszła z jego życia.


Na rok.


Wróciła. Po roku zadzwoniła do jego drzwi.
- Czekałem - odpowiedział. Wziął jej  kurtkę - Zimno tej zimy, prawda?
Poszedł zrobić kawę. Ona weszła do pokoju. Oglądała książki. Zawsze tak robiła wchodząc do czyjegoś domu. Spięte kartki, wyprężone grzbiety, rytuał.
- Co czytasz?
Siedzieli długo i rozmawiali. omijając siebie bez słowa.


Byli dla siebie ważni. Trzymając ten ciężar ważności nie potrafi w swoich rękach nic innego utrzymać. Zajęte dłonie straciły z sobą kontakt.



- Zadzwoniłabym, ale skasowałam jego numer.
- I nie znasz go na pamięć?
- Nie, i nie mów mi tylko, że to nie była miłość.




















prosty dzień






Czy życie jest czekaniem?

Beckett, Beckett, Beckett.
Musze wrócić do Becketta.
Pragnienie jego budzi mnie po nocach.
Jedyny pożądany facet.
W okresie.

Poza Hole'm, oczywiście.

- Czy zna  pan Becketta?
Wzrok pełen widelców, zacięte usta w milczeniu, odejście.
- Nie jestem wariatką!! - krzyczę za odchodzącym.
- Czy zna pani Becketta?
- Taki tutaj nie mieszka. Nie znam.
- Czy pan zna..
-Spierdalaj wariatko.
Uciekam. Biegnę. Tramwaj. Pędzę. Wpadam głową na zamknięte drzwi. Łamię nosa. Krew marze mi koszulkę. Moja ulubioną. Płaczę, Kurwa. Samuel, za co?
- Za życie, kobieto, za życie.

Kto czyta Samuela?
Kto jest w stanie zrozumieć?

Był wielki.
Żyje na wykładach z literatury.
Poza nią go nie ma.

Jest za to McDonalds.

A Murdoch to co?

A lista mogłaby być długa.

A i tak wszyscy wolą H&M.

I fejsbuka.

I.... co teraz Polska czyta?

Orędzie smoleńskie? hihihihi

Gdzie znaleźć sens?
Gdzie znaleźć człowieka?

W mikroświecie.
W sobie.

Telefon zabrzęczał. Kogo niesie?

- Arte, napisz w końcu napisz o miłości, przyjaźni, cieple, wsparciu. Nie pisz tak, Nie lubię twego mroku
-Oj tam, potknęłam się o znalezioną inspiracja,  nic ponadto, hahahaha. Czytaj i rechocz biorąc poprawkę na moją roześmianą gębę.
- Przestań, naprawdę nie lubię twojego mroku. Napisz o tym, że warto. Bo warto. Wiesz o tym. Rozbaw swoim ciętym językiem.
- To przez Mroki. Książkę. Nic więcej. Już się naprawiam. Przepraszam za siebie, hahaha.


Od ciętych języków wolę szarlotkę. Piekę z dziećmi. Uwalam ich mąką, a oni krzyczą:
- Nooo mamo ...
- No co ....

Robię kotlety mielone. Wcinam surowiznę
- Hmmm - mruczę -a jednak mam w sobie dziką bestię. Żryj mała, żryj, tylko ręki nie gryż. Grzeczna bądż, bestio.
Chichrąm.
Czubek jest ze mnie.

Dzika bestia.

Zakochuję się w dzikiej bestii.
W śwince morskiej bez włosów.


- Przecież chciałaś kraba!
- Ale krab w niczym nie przeszkadza.
- Ale mama chce też agamę brodatą.
- Twoja mama chce wszystko.
- To tak jak ja.
- Ale ty, córciu, masz osiem lat.
- Patrz Młoda z pewnych rzeczy nie wyrasta się.... Kochanie, ale ta świnka...
- A kot?
- One będą się kochać, wiesz, jak my. Różnica kolosalna, ale co z tego?
- Poczekam, aż ci przejdzie.
- Mało co mi przechodzi, poza grypą.

A potem poszłam na motor. Bak ściągnięty. Muszę jednak kupić parę środków i denaturat. Zabawiłam się. Ubrudziłam. Poznałam trochę z  mechaniki. Ciekawe. Głowę wsadziłam do gaźnika, między szprychy. Zrobiłam głupią minę. Wysłałam do kumpeli mms'a
- Wpadnij w końcu do mnie.
- A co chcesz mnie wykąpać? hahahaha
- Głupia.

Poszłam umyć twarz.

A co dalej? Dalej co?


Pójdę potem na lody. Toffi niech mi cieknie po brodzie. Wyślę mms do męża:
- Zliżesz?

Wypiję kawę z teściową. Obgadamy ostatni odcinek "Ukrytej prawdy" oraz psychola Kaczora.


Zajrzę do matki.  Zaniosę szarlotkę. Posłucham jak jej dzień minął.

Zadzwonię wieczorem do kogoś. Pogadam. Poczytam. Potęsknię za milczącymi.
Wyślę sms.

Pomodlę się.

Ogram dzieci w planszówkę. Poczochram im włosy. Opowiem zabawną historię.

Dzień minie jak zwykle dobrze. W trosce o siebie i innych. .

Zasnę pod książką.

Proste życie.

Dobre życie.

Z miłością.




:D

























sobota, 6 maja 2017

mrok i .......


..Sprawą najważniejszą w tej całej historii jest pytanie, czy znajdujemy się na takiej orbicie, która może kolidować z torem czarnej dziury....                                                        J. Borszewicz Mroki


-----------------------------------------------------


Oczy to zobaczyły. Po gałce ocznej przeszedł spazm. Zamarła. Szlag. Jasny. Poszło. Iskry.
Tysiące rozespanych neuronów.
Po co?
Po co?
P co?!
Dlaczego?

Łamanie reguł.

Iskra. A jednak iskra.
Szlag.
Miało minąć.
Miało minąć.
Zanurkowała pod kołdrę, pod dywan, pod koc, pod kaktusa. W myśli swoje. W szafę.

Strach.
Rozkaz.
Ucieczka.
Przed bólem,
Nie ma.
Nie ma.
Nie ma.

Nie ma już nic
Jesteśmy wolni
Możemy iść


A jednak jest.
Zadziało jak defibrylator emocji.
Spojrzenie.
Iskra.
Moc pobliskiej elektrowni.
Wyjebane wszystkie korki.

Nie minęło. Nie minęło. Nie minęło. Nie minęło. Nie minęło. Nie minęło. Nie minęło.
Kostka została rzucona. Gra.
W dobrą sukę.

Spierdalaj.
Odchodzę.
Jestem z kimś
Zamerdaj mi ogonem
.

Odezwie się jak będą chęci.
W ogóle nie odezwie się.
Nie będzie nic.
Świst.
Tnie usłyszanymi słowami spokój.
Narzuconych zasad trzask łamanych kości rzuca na ziemie.
Leży.
Wciąż leży.
Połamana na złamanych regułach.

Nie jej reguły gry.
Nie jej.
Nie.

Zamarło serce. Dreszcz. Nie minęło. Nie, nie. NIE!
To tylko nadmiar kofeiny. Piąta kawa rozpierdala system.
To febra.
Minie jak febra.
Nie ma nic.
Dość tłumaczenia.
Reakcji.
Tyle lat wystarczy.
Idź, idź,
Do Smyka idź, tam tyle jest zabawek.

W lodówce zmrożona wódka. Lufa za lufą.
Lufa za lufą.
Karabiny.
Mała wojna.

Kobyła zdechła. Bunt przeciw światu. Przeciw sobie. Namaszczenie chorych. Wyjebane w przestrzeń chromosomy. Nicość.
I 9
Gra.
W statki.
Pudło.

Flota płynie dalej.

W Mroki.
W Mroki.

Mroki.
Mroki.
Mroki.


----------------------------------------------------------------------------




Zresztą — przecież i Ty wiesz, że wszystko, co w życiu najpiękniejsze i najwartościowsze, rodzi się z niepokoju, z niezgody na życie, z niezgody na niezgodę.                               J.Boszewicz Mroki






-----------------------------------------------------














-----------------------------------------------------------------------------





Pamiętasz? Darłam ryja przedrzeźniając tony.

Zostawiam cały świat bo słyszę, że wołasz mnie
Choć zimny jest mój wzrok
Gotuje w sobie krew


Twoja dłoń zmieniała ze mną biegi. Czułość na zakręcie.

Rozdziera niebo krzyk, 
To z piekła niesie głos
Do ucha szepcze, że mam zostać z Tobą tu
Łóżko rozpala się, kim jesteś powiedz mi


Przed nami była betonowa droga pełna takich dziur.
 - Takich dróg nie ma.
-  Wiele jest dróg. Dziwnych dróg. Popatrz.



Spacer w lesie. Dotykamy kory drzew. Opowiadałam o nich. O umarłych. Drzewa to skazańcy. Teraz oddają tlen. Za tą krew co przelali. Popatrz na te nogi rozłożone, zwoje mózgu w ziemi.
Noga na łono z konarów. Wspinamy się? Zaplączemy?
Wykrzykujesz wyliczankę:
 - Raz, dwa, trzy na me wezwanie, a za czwartym niech się stanie,a za piątym niech tu będzie, a za szóstym huknie wszędzie! GONISZ!


- Opowiadałam ci o Wenecji? - rozkładając koc na trawie zaczęłam mówić - Miasto kanałów i mgły. Sprzedanych serc. Ruletka. Karnawał. Namiętność, pasja. Historia o gondolierce z błonami między palcami stóp. Nie? Kiedyś ci opowiem. Opowiem ci jak Napoleon jadł kurczaki. W dzień i w noc. Opowiem ci wszystko.
 - Błony? - zdejmujesz buty, skarpetki.
Biegniemy po trawie.
- Niech świat drży. Niech biedronki gubią kropki.



- Opowiedz mi co czujesz. Mów, proszę. Namaluj palcem na skórze. Chcę poczuć twoje czucie. Chcę skryć się w twojej skórze.
Twe zamyślenie splotło zerwane mlecze.
Wianek.
Obietnica.


- Czytasz? Proszę, nasącz mnie potem słowem, myślą, swoim odkryciem. Wtop w wyraz. Zakręć. Nakarm molekuły niezrozumienia. Bądź moją odpowiedzią na wszystko.



Kawa na schodach. Pamiętasz? Spokój. Noc pełna gwiazd. Patrz tam, Plejady. Wiesz, bardzo je lubię. Kościół Masoński. 444 lata świetlne. Niebiański ślad samobójstwa.
- A  jaka jest twoja ulubiona konstelacja? Co lubisz wypatrywać w nocy?





-------------------------------------------------------







----------------------------------------------------------------

Robaki w największej ilości występują w zanieczyszczonym jelicie grubym. Pasożyty o różnej wielkości przebywają w niewydalonej warstwie odpadów. Jeśli jelito grube nie zostanie odpowiednio wcześnie oczyszczone ze złogów, w których żyją, to toksyny, które wytwarzają, stopniowo zatrują Twój organizm. Z odchodów pasożytów powstają też trujące substancje, które mogą podrażniać centralny układ nerwowy i wywoływać nerwowość lub rozdrażnienie.

- Muszę się w końcu porządnie wysrać.......





Na wszystko.
Na wszystko.
Na wszystko




-----------------------------------------------------------------------


Otwierają się okna... Świt po nocy przed pierwszą spowiedzią. 
„Jam jest Pan Bóg twój, którym cię wywiódł z ziemi egipskiej, z domu niewoli”. 
— Jesteś! — mówię trzymając głowę pod pierzyną.
 „Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną”. 
— Nie będę! 
„Nie będziesz brał imienia Pana Boga twego nadaremno”.
 — Nie będę! 
„Pamiętaj, abyś dzień święty święcił
”— Pamiętam!
 „Czcij ojca swego i matkę swoją, abyś długo żył i dobrze ci się powodziło na ziemi”. 
— Będę czcił! 
„Nie zabijaj”.
 — Nie będę zabijał!
 „Nie cudzołóż”. 
— Nie będę... Co to znaczy „cudzołóż”? Zapomniałem. Ale nie będę cudzołożył.
 „Nie kradnij”. 
— Nie będę kradł! 
„Nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu”. 
— Nie będę fałszował świadectwa bliźniego swego!
 „Nie pożądaj żony bliźniego swego”.
 — Nie będę pożądał żony bliźniego swego!
 „Ani żadnej rzeczy, która jego jest”. 
— Ani żadnej rzeczy, która jego jest... 
Pauza. 
„Jest jeden Bóg”.
 — Jeden! 
„Bóg jest sędzią sprawiedliwym, który za dobre wynagradza, a za złe karze”.
 — Jest!
 „Są trzy Osoby Boskie: Bóg Ojciec, Syn Boży i Duch Święty”. 
— Są!
 „Syn Boży stał się człowiekiem i umarł na krzyżu dla naszego zbawienia”.
 „Łaska Boska jest do zbawienia koniecznie potrzebna”.
 „Dusza ludzka jest nieśmiertelna”.

J. Borszewicz Mroki












------------------


story w 4 odslonach- 2015 może czas dokończyć?:)

/xxxxx-1.html
/xxxxx-2.html
/xxxxx-3.html
/xxxxxx-4.html

symetria

Symetria.
Symetria.
Symetria.



Milczała
Milczała.
Milczała.
Wymiękła.
Druga strona zza biurka wymiękła,
- Czy pani umie mówić?
- Nie wiem. Znam wprawdzie dużo słów, ale gorzej ze znajomością ich znaczenia. Chyba bezpieczniej jest nie mówić.

- Śniło mi się, ze miałam małe zawiniątko na rękach. Wiesz, kiedy się temu przyjrzałam, okazało się, że jest to mały słonik, Taki różowiutki, nagi, z podniesioną trąbą, wpisany swoim ciałem w okręg. Zawiniątko takie. Spał na moich dłoniach. Byłam zauroczona. Miałam komuś go dać, ale zapomniałam komu, a może nie chciałam nikomu go oddać?
- A może tak się rodzą szczęścia?



Symetria.
Symetria.
Symetria.



- Słyszałeś? Słyszałeś? one znowu będą się tatuować, nie wiem jak ty, ale mam tego dość.
- Ale co zrobisz?
- Wy nic. Zamieszkajcie razem, a my razem.


- Wypijmy za, za, za...


Symetria.
Symetria.
Symetria.




- Patrz, dziecko, patrz- mówiła matka do swojej córki szukając nerwowo portfela - jak nie będziesz się uczyć to wylądujesz na kasie, jak ta pani. Patrz, dziecko, patrz. Chcesz być w życiu nikim?
Zapłaciła.
Odeszły.
Kasjerka po chwili ocknęła się. Jak z letargu.
- Patrz pan, jaka kurwa....


Przy kasie. Klientka podaje zapakowane wędliny kasjerce.
- Czy to jest dobre?
- Nie wiem. Mam to otworzyć i spróbować?
- No wie pani...
- Pani nic nie wie.....



Symetria.
Symetria.
Symetria.




- Mamo patrz....
Spojrzała
Na ulicy leżał gołąb.
Rozjechany gołąb. Głowy brak, ale jest kuper. Dumnie wypięty do góry.
W tej martwej naturze zawiera się symbol szaleństwa endorfin.  - pomyślała - bez głowy, ale za to z dupą. Wypiętą dupą.
Tak właśnie wygląda love.
I zakończenie idealne
Bo chujowe.
- Nie ma na co patrzeć. Fuj......



- Śniło mi się, że leżałam sparaliżowana. Ruszałam tylko gałkami ocznymi. I czułam jak bardzo chcę umrzeć. A potem przyszły dzieci, i patrzyłam na nie i słuchałam i chciałam żyć. Rozumiesz to? Chciałam żyć, chciałam żyć .... i tak leżałam a one się starzały, starzały i zaczynały mieć kłopoty i poczułam że chcę umrzeć, umrzeć z tej bezsilności......to bezsilność zabija a nie śmierć, śmierć to stan, stan gnilności.
 - Tak mi gnije mięso w przestrzeniach między zębowych jak nie używam nitek,,,,
- I tym jesteśmy - mięsem w zębach czasu....


Symetria
Symetria.
Symetria
















piątek, 28 kwietnia 2017

taka sytuacja :D







Wpadłam do dronki. Latając pomiędzy pólkami  próbowałam sobie przypomnieć to, co zapomniałam. Miałam coś kupić, ale co? Wino to nie, ani piwo, ale co? Pomidory, szpinak...hm... Zastygłam nad płynem do czyszczenia toalet. "Zabija zarazki" - o!, muszę wziąć do pracy i rozlać- zarechotała moja złośliwość - pod jedno biurko. Nie, pod dwa biurka. Bakterie jedne. Ygh....
- Pani, pani podejdź, no tu pani - wyrwało mnie z sadystycznych marzeń,
 Rozejrzałam się. Niedaleko stała potężna Cyganka. Była ubrana w wielką długą spódnicę, w rozciągnięty sweter i  z tej gęstwiny materiałów machała do mnie ręką. Ale masa, masa na całą ścieżkę. Kruszynka...
- Ja? - zapytałam zdziwiona,
- No pani, chodź tu pani.Chodź mieć problema,
No ja jestem specem od problemów. Podeszłam lekko skonsternowana.
- W czym mogę pomóc?
- Podpaski maksi, ja nie czytać, ty mi pomóc.
Poczułam jak mięśnie twarzy wydłużyły mi się lekko. Grawitacja absurdu ściągnęła mi twarz do dołu. Lekko, by zatrzymać ten proces, zagryzłam wewnętrzną część policzka,  "Arte, tylko nie brechtaj, tylko nie to...." Zaczęłam się dławić sama sobą.
 - Maksi podpaski? - wykrztusiłam zza zaciśniętych zębów, które powstrzymywały dzielnie budzący się we mnie rechot.
- Tak, tak dla mnie, patrz pani -  i pokazała palcem swoje łono - takie na mnie.Maksi,
- A to ja nie wiem czy takie są.
- Sa są, patrzaj pani. Pani znaleźć,
Rozbrojona całą sytuacją zanurkowałam w podpaskach. No nie, tego jeszcze nie było. I co jeszcze? co? maksi? gdzie są maksi? Maksi, kurwa, zgon.
 - Pani, pani patrz.
Podniosłam głowę. Na co mam patrzeć? Znalazła czy co? Spojrzałam i zbaraniałam. Cyganka trzymała przed sobą rozciągnięte czerwone majtki. Majtki...wielkie, przeogromne, czerwone majtole. Gdyby były białe to mogły by robić za żagiel..Stałam z najgłupszym wyrazem twarzy. Ygh? Kamera gdzieś coś? Nie, no kurde, to są jaja jakieś. Nie jaja, wielka wagina, Nie, no co ja mówię.. Hipnoza. Czerwone gacie. Matura! - przeleciało mi przez głowę. Egzamin dojrzałości. Zaklinanie majtami rzeczywistości. Yyyy aaaaa nie wierzę a ona stała z tymi majtasami przede mną mówiąc łamaną polszczyzną łamaną przez cygański akcent:
- Na to pani kupić, będą, będą, pani czyta, Maksi, maksi...
Maksi, kurwa kac ...Raperów znad Wisły, a tu halo, żart znad Odry. Opadłam. Opadłam z powrotem głową w podpaski. By nie patrzeć, by nie zabić się śmiechem.
- Takie? - zrezygnowana wyciągnęłam belle.
- Ooooo oooo takie, takie,a ile? - ucieszyła się Cyganka.
- 3,49.
 - Dziesięć złota?! Droga, za droga,,,
- Nie dziesięć tylko trzy złote i czterdzieści dziewięć groszy. Tania, tania....
- Aaaaa! - odpowiedziała  - dziękuję,
Wzięła paczkę i poszła, a ja stałam wryta. Szkoda, że nie pokazała poplamionych majt  mówiąc, że szuka odpowiedniego proszku. Nic nie mówię, bo  jeszcze mnie to spotka. Choć a w tej chwili nic mnie nie zabije.
Poza śmiechem.
I może motorem.






środa, 26 kwietnia 2017

kremówką,,,,


"...... inteligencja jest niczym;

prawdziwe wartości spoczywają w sercu. 
Szkoda, że nie mogę sprawić, by zrozumiał, że dobre,

kochające serce to prawdziwy skarb;
skarb sam w sobie, i że bez niego intelekt to ubóstwo.






Kiedy mocno pierdolnąłem o ziemię, zauważyłem, że jednak można się podnieść. Wystarczy tylko zacząć wykreślać wszystko to, co zabija. Sytuacje, przeżycia, chwile, miejsca i ludzi. Ludzi, którzy potrafią zrobić taki rozpierdol w głowie, że człowiek ląduje albo u psychologa, albo szuka mostu. Można jeszcze inaczej przerwać cierpienie, ale trzeba żyć. Jutro może okazać się lepsze. Jeżeli człowiek nie ma już nic do stracenia, to dlaczego nie może budować pragnień od nowa?
~ R. Damian Castor


Kiedy siadłam i przy braku ruchu, jakiegokolwiek, zaczęło mi się przelewać, pomyślałam, ze jakoś mi się przelewa. Wewnętrznie tak jakoś drga i burczy i przepoczwarza. Potworkuje. Stan gnilenszczyzny.
Tak być nie może. A co może? Co może być?
Zagubiłam się w książce.

Nuda. Nuda zabijana dziwnymi rzeczami. Ucieczka przed starością. Znużeniem. Walka o kawałek życia. Ale już nie o człowieka.

Co robić, gdy tyle czasu jest wolnego. W którym kierunku iść i jakimi dechami zabić dziurę w sobie? Pytania wydarły się z "Najgorszego człowieka na świecie".
Zastygłam w lawie tej.
Moje Pompeje.
Poległam.
Kurwa.

niedziela, 23 kwietnia 2017

foto - świat w obiektywie :)


Człowiek niezmiernie lubi czuć się pokrzywdzony.więcej





foto - Arte :) 





Anioł nie upada nigdy, Diabeł upada tak nisko, że nigdy się nie podniesie, Człowiek upada i powstaje.